Krytyka Katolicka
Tradycja-Postęp-Dobry smak
1 obserwujący
4 notki
815 odsłon
205 odsłon

O "pop-teologii" wśród duchownych (i nie tylko) słów kilka...

Wykop Skomentuj7

To smutne, gdy ci, którzy powinni nadawać jakiś sensowny kierunek w tym bezsensownym świecie, spłycają co się da i jak się da dla pięciu minut sławy i poklasku. To swego rodzaju "katolickie wynalazki" - czyli wszelkiej maści aktywności popularnych i niepopularnych księży, świeckich teologów, którzy z tak poważnych spraw, jak wiara i teologia (i ich odniesień do spraw bieżących), robią narzędzie do autopromocji, z dużą szkodą dla głębi i powagi wobec treści, którymi się zajmują.

Nie mam nic przeciwko nowoczesnej popularyzacji tego, co Kościół od ponad dwóch tysięcy lat próbuje nam przekazać. Czas przecież biegnie do przodu, a nie wstecz. Życie się zmienia i nieustannie przyspiesza. Dorastają nowe pokolenia, których nie rozumieją już do końca nie tylko ci na etapie drugiej połowy swojego życia, ale nawet ci, których staż dorosłości wynosi zaledwie kilka lat. A przecież Kościół ma w zasadzie do przekazania wciąż to samo, co przekazuje nam od wieków. To prawdy stare i nowe zarazem: zawsze niewygodne, zawsze wieloaspektowe i zawsze aktualne.

Świat nie jest prosty jak drut. Teologia to nie matematyka. Życie nie jest czarno-białe, a ksiądz i teolog to nie nadczłowiek, który ma nam powiedzieć, jak jest - w jedyny słuszny sposób. Kościół jest różnorodny jak to tylko można sobie wyobrazić, ale cały ten "stragan" różnorodności może istnieć tylko i wyłącznie dlatego, że jest w Nim coś takiego jak doktryna. Wydaje się, że na "rynku" medialnych księży oraz teologów i ich wielbicieli, wielu o tym zapomniało. W pogoni za sławą i oryginalnością prześcigają się w tym, kto znajdzie większą dziurę w całym, czyli w doktrynie i ortodoksji właśnie. Zazwyczaj dzieje się to w coraz bardziej żenującej otoczce "fajności" (po prostu infantylizmu), gdzie np. dorosły mężczyzna (może być duchowny), który postanowił kiedyś się poświęcić w życiu sprawom najpoważniejszym, robi z siebie osobę co najmniej niepoważną. Wyraża się to w stylu wypowiedzi, prowadzenia dyskusji, prezentacji wizerunku i pomysłów duszpasterskich. 

Jestem przeciwnikiem klerykalizmu i nie znoszę zmanierowanych duszpasterzy, którzy trzymają głowę wysoko ponad stadem, ale zdecydowanie bardziej drażnią mnie ci, którym wydaje się, że bycie blisko ludzi i bycie normalnym wymaga od nich zrobienia z siebie niepoważnej osoby lub sprowadzania głębokich w swojej istocie (i nie takich prostych lub oczywistych) problemów do pseudo-błyskotliwych, krótkich wpisów w mediach społecznościowych, odwracając kota ogonem w stronę tych, którzy realny problem zauważają wciąż tam, gdzie wielu już go nie dostrzega. 

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo