174 osoby na umowach cywilnoprawnych w Sejmie
Kancelaria Sejmu, czyli instytucja, w której uchwalane jest prawo walczące ze „śmieciówkami", w odpowiedzi na pytania Salon24.pl przekazała, że na etacie pracuje w niej 1192 osób. Jednocześnie Kancelaria współpracuje ze 124 osobami na podstawie umowy zlecenia i z 50 na podstawie umowy o dzieło. To łącznie 174 osoby na umowach cywilnoprawnych, niemal co ósmy współpracownik.

Biuro Obsługi Medialnej Sejmu wyjaśnia, że umowy te stosowane są „w przypadku wykonywania prac okresowych w zależności od bieżących potrzeb, np. podczas posiedzeń Sejmu" oraz jako „podstawa nawiązywania współpracy o charakterze doradczym". W ciągu ostatnich 12 miesięcy nie doszło do żadnych przekształceń umów cywilnoprawnych w umowy o pracę.
To uzasadnienie brzmi racjonalnie. Prace doradcze i okresowe to klasyczny obszar zastosowania umów cywilnoprawnych. Dokładnie tak samo swoją współpracę z podwykonawcami opisuje jednak większość polskich firm. Tych samych firm, wobec których reforma PIP zakłada znacznie mniejszy margines zaufania.
Ministerstwo pracy: trzy umowy, ale warte uwagi
Resort ministry Dziemianowicz-Bąk przekazał Salon24.pl, że zatrudnia 914 osób na podstawie stosunku pracy. Umów cywilnoprawnych jest trzy: jedna umowa zlecenie na „doraźne usługi wsparcia merytorycznego dla pracowników DPS realizujących zadania w ramach FEPŻ" oraz dwie umowy o dzieło, w tym na ekspertyzę prawną i raport w języku angielskim.
Skala jest niewielka i trudno tu mówić o nadużyciu. Warto jednak odnotować, że samo ministerstwo sięga po umowy cywilnoprawne tam, gdzie uzasadnia to charakter pracy. To potwierdza coś, co od miesięcy powtarzają przedsiębiorcy: elastyczne formy zatrudnienia nie są automatycznie patologią.
Jak mówiła w rozmowie z Salon24.pl prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Federacji Przedsiębiorców Polskich: „Powinniśmy szanować wolę stron i patrzeć na to, co tak naprawdę decyduje o wyborze podstawy zatrudnienia". Z odpowiedzi ministerstwa wynika, że resort stosuje w praktyce dokładnie tę zasadę
Biuro minister: cztery osoby, trzy na ćwierć etatu
Biuro poselskie Agnieszki Dziemianowicz-Bąk zatrudnia cztery osoby na umowę o pracę. Jedną w pełnym wymiarze, trzy na jedną czwartą etatu, co oznacza niespełna 10 godzin tygodniowo. Umów cywilnoprawnych nie ma.
Budżety biur poselskich są ograniczone i narzucone przez Kancelarię Sejmu, więc ćwierćetatowe rozwiązania to w dużej mierze konieczność, a formalnie wszystko jest wzorowe. Powstaje jednak pytanie, jak realna jest ochrona pracownicza przy 10 godzinach pracy tygodniowo.
Asystenci na „śmieciówkach" z tego samego ministerstwa
Ministerstwo Dziemianowicz-Bąk jest jednocześnie autorem dwóch projektów ustaw, które trudno ze sobą pogodzić. Reforma PIP ma ścigać firmy za stosowanie umów cywilnoprawnych zamiast etatów. Równolegle ten sam resort przygotował ustawę o asystencji osobistej osób z niepełnosprawnościami, w której asystenci mają pracować właśnie na umowach cywilnoprawnych, ze stawkami 46-55 zł za godzinę i limitem do 240 godzin miesięcznie.
Co ciekawe, konkurencyjny projekt prezydencki (jeszcze prezydenta Andrzeja Dudy) zakładał dla asystentów umowy o pracę z wynagrodzeniem na poziomie jednego etatu. Rząd wybrał jednak „śmieciówki", przyznając im jedynie prawo do urlopu i ubezpieczenie chorobowe. Jak zauważył portal niepelnosprawni.pl: „Wedle projektu prezydenckiego asystenci mają być zatrudniani na umowę o pracę, a w projekcie rządowym proponuje się im umowy cywilnoprawne".
Resort, który chce karać przedsiębiorców za stosowanie umów cywilnoprawnych, sam tworzy nowe miejsca pracy oparte na tych samych umowach. Salon24.pl pisał o tej niekonsekwencji już w styczniu.
Co mówi reforma, a co praktyka
Projekt nowelizacji ustawy o PIP, przyjęty 5 lutego przez Stały Komitet Rady Ministrów, zakłada, że inspektor pracy będzie mógł decyzją administracyjną stwierdzić istnienie stosunku pracy i przekształcić umowę cywilnoprawną, w tym B2B, w umowę o pracę. W porównaniu z pierwszą wersją projektu, którą w styczniu zablokował premier Tusk, zrezygnowano z rygoru natychmiastowej wykonalności. Sam mechanizm reklasyfikacji pozostaje. Główny Inspektor Pracy ma opracować wytyczne i listę pytań kontrolnych. Grzywny za naruszanie prawa pracy zostaną podwojone do 60 i 90 tys. złotych. Kontrole będą mogły odbywać się zdalnie.
Dane, które Salon24.pl uzyskał od instytucji publicznych, pokazują, że umowy cywilnoprawne pełnią w administracji państwowej ważną i uznawaną za uzasadnioną funkcję. Sejm korzysta z nich przy pracach okresowych i doradczych, ministerstwo przy ekspertyzach. Prof. Spytek-Bandurska w rozmowie z Salon24.pl wskazywała wprost na ryzyko: „Inspektor będzie chciał wykazać efektywność, a więc będzie próbował ustalać, że nie liczy się wola stron, które chcą współpracować na podstawie umów cywilnych". A ekspertka FPP ostrzegała też, że „ten dialog społeczny nie odbył się, co też i strona związkowa podkreśla".
Badanie opinii publicznej zlecone przez Polski Związek Pracodawców Ochrona wykazało z kolei, że brak poparcia dla reformy PIP odnotowano nawet wśród wyborców Partii Razem, ugrupowania oficjalnie popierającego zmiany. Jak mówił w rozmowie z Salon24.pl wiceprezes PZPO Grzegorz Wojtasik, wyborcy koalicji rządowej nie uwierzyli, że ta ustawa im pomoże.
Pytanie, które wyłania się z tych danych, jest proste. Jeśli samo państwo potrzebuje elastycznych form zatrudnienia i potrafi je stosować z rozsądkiem, to może zamiast dawać inspektorowi klucz do każdej firmy, warto najpierw precyzyjnie zdefiniować, czym jest patologia, a czym normalna praktyka rynkowa.
red.
Fot: Ministry Dziemianowicz - Bąk i Hennig - Kloska w czasie posiedzenia rządu/KPRM




Komentarze
Pokaż komentarze