Zostaw za sobą piękna ślady...
Szczęście to codzienne odczuwanie własnego wolnego istnienia
154 obserwujących
1732 notki
1352k odsłony
  311   2

Kolejna wojna wywołana tak naprawdę przez Niemcy!

Trwa krwawa, barbarzyńska i ludobójcza napaść Rosji na całą Ukrainę. Tak naprawdę to ona jest drugą agresją putinowskiej Rosji na ten kraj. Z pierwszą mieliśmy do czynienia w 2014 roku, kiedy rosyjskie wojska zajęły wojennie Krym i do dzisiaj uzurpują sobie prawo do tego terytorium.

Wtedy przed laty elity unijne prawie nie zareagowały. Wyjątkiem była część krajów Europy Środkowo-Wschodniej z Polską na czele oraz Stany Zjednoczone, które nałożyły na UE m.in. embargo na handel bronią z Rosją.

Mijały lata a W. Putin dalej oplatał swoją agresją, tym razem energetyczną kraje Starej Europy, w tym przede wszystkim Niemcy. Nie byłoby to możliwe, gdyby UE była naprawdę taką unią, która mówi jednym europejskim głosem z zachowaniem suwerenności i niepodległości poszczególnych państw a do takiej unii przecież przystępowaliśmy.

Ale to tak naprawdę nie było możliwe, bowiem okazało się, że UE nie jest sojuszem równoprawnych państw a tak naprawdę tworem przede wszystkim Niemiec, które mentalnie pozostały wielowiekowym agresorem i bardzo dobrze dogadują się z innym agresorem, t.j. Rosją. Przez całe stulecia - z mniejszym lub większym natężeniem - Niemcy wspólnie z Rosją zawsze chciały dzielić między siebie wpływy w Europie, co było aż nadto widoczne w postaci Paktu Ribbentrop-Mołotow, który de facto stał się początkiem II Wojny Światowej.

Owszem. Nieraz dochodziło do wojny pomiędzy agresorami, ale wynikało to z tego, że zarówno jeden, jak i drugi imperializm ostatecznie chciał być jedynym beneficjentem swojej agresji. Ale były czasy, gdy ze sobą współpracowali, choćby dokonując rozbiorów Polski - kraju, którego oba reżimowe społeczeństwa zawsze nienawidziły i który zawsze chciały unicestwić i wreszcie graniczyć na trwałe między sobą.

Ta chęć wspólnej dominacji w regionie nie ustała od zarania dziejów a po wojnie tylko dzięki temu, że RFN znalazła się po amerykańskiej stronie tylko na kilkadziesiąt lat zamarła. Chociaż to za dużo powiedziane. Przecież NRD i RFN - mimo podziału Niemiec - zachowały wymienność swojej waluty jeden do jednego (1 marka RFN równała się wymiennie 1 marce NRD) i tak naprawdę zawsze oba niemieckie państwowe twory dążyły do zjednoczenia, tylko czekając na ten moment żeby powrócić do zdominowania Europy zgodnie z bismarckowskim modelem Mitteleuropy.

Warto sobie przypomnieć też jaka była reakcja władz Niemiec (ale też władz wielu innych krajów, takich jak Francja) na wprowadzenie przez agenta sowieckiego "Wolskiego" vel. W. Jaruzelskiego Stanu Wojennego w Polsce.

""Kanclerz RFN Helmut Szchmidt na wspólnej konferencji z NRD-owskim przywódcą Erichem Honeckerem w grudniu 1981 r. powiedział, że stan wojenny był koniecznością ("Ich bedaure, dass dies Nun notwendig war"). Powiedział, że "Pan Honecker jest równie jak ja zaniepokojony, że okazało się to konieczne". Z ekipą Jaruzelskiego sympatyzowała znaczna część zachodnioniemieckich mediów. "Die Zeit" napisał: "Generałowi należy życzyć powodzenia, a stan wojenny zapewnia oddech samym Polakom, Rosjanom, Zachodowi i daje wszystkim szansę, może ostatnią, cofnięcia się o krok od przepaści (...) Już 13 grudnia 1981 r. francuski minister spraw zagranicznych Claude Cheysson oświadczył, że stan wojenny "to nie nasza sprawa, nic w tej sprawie nie zamierzamy robić". W podobnym tonie wypowiedział się austriacki kanclerz Bruno Kreyski (...) Należy dodać, że cytowani politycy zachodnioeuropejscy byli równocześnie w swoich krajach przywódcami partii socjalistycznych czy socjaldemokratycznych, starających się tradycyjnie utrzymywać dobre stosunki z władzami PRL. Z kolei, co mogło wydawać się zaskakujące, stan wojenny potępiła włoska Partia Komunistyczna. Zupełnie odmiennie zareagowały społeczeństwa państw zachodnich. Już w pierwszych dniach stanu wojennego w całej Europie Zachodniej doszło do manifestacji potępiających postępowanie władz PRL. Do największych doszło w Paryżu, Londynie i w Skandynawii"" [1].

Może też warto przypomnieć inne wydarzenie. "Rok 2003. Polska ubiega się o członkostwo w Unii Europejskiej. Wtedy też Stany Zjednoczone szykują się do interwencji zbrojnej w Iraku. Polska popiera twardą politykę USA. To właśnie spotyka się z ostrą krytyką ze strony ówczesnego prezydenta Francji, Jacquesa Chiraca. Kandydatom do Wspólnoty, którzy wyrazili poparcie dla działań Waszyngtonu - w tym Polsce - Chirac zarzuca lekkomyślność i infantylizm, nieodpowiedzialność i brak dobrego wychowania, a także niezdolność do przewidzenia konsekwencji. Grzmi, że to się może odbić na ratyfikacji traktatu akcesyjnego. Wtedy też, podczas rozmowy z dziennikarzami w Brukseli, wypowiada słowa, które mocno wryły się Polakom w pamięć. "Zmarnowali oni okazję, żeby siedzieć cicho" - stwierdzi Chirac"" [2].

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale