Obserwując polską i europejską politykę nie sposób odnieść wrażenie, że MY jako wyborcy jesteśmy manipulowani. Jesteśmy tego mniej lub bardziej świadomi - często dajemy się wkręcić w akcje z pozoru wspaniałomyślne, wzniosłe i potrzebne. Media kreują nam obraz wyłącznie dobrej strony.
Tak chociażby jest z sprawą in vitro w Polsce. Jesteśmy przekonywaniu o cudownym sposobie na dzieci dla niepłodnych małżeństw. Pokazuje nam się tych, którym poszczęściło się z tym już nieco zacofanym sposobem. Przesłanie niby piękne - uśmiechnięta rodzina, radość i zadowolenie. Szkoda tylko, że nie jest to takie piękne i proste jak się wydaje.
Temat in vitro zawsze budził wiele wątpliwości etycznych - i nie chodzi tu już o sam sposób zapłodnienia, ale o nadliczbowość ludzkich embrionów. Jako katolik mam swoje zdanie na ten temat, które dotyczy wyłącznie mojego prywatnego życia. Dlaczego o tym piszę?
Obecnie w Polsce toczy się batalia na temat dotowania zabiegów in vitro z publicznej kasy przeznaczonej na ochronę zdrowia. Pani Ewa Kopacz - ta sama, która podpisała się pod nakazem usunięcia ciąży u 14-letniej dziewczyny, i ta sama, która nie potrafi rozprawić się z zadłużeniem szpitali - oświadczyła, że jest gotowa do wprowadzenia refundowania zabiegów in vitro na terenie Polski. Cel oczywiście politycznie zbożny, bo przecież w Polsce już zaczynamy odczuwać skutek niżu demograficznego, itd. itp. Zaiste jedna wielka paplanina.
Jak wiemy, in vitro jest horrendalnie drogie, koszt jednego zabiegu to około 5-6 tysięcy złotych. Do tego nie ma żadnej pewności, że chociaż jeden embrion przyjmie się w łonie kobiety. Pozatym jak dowiodły badania medyczne - dzieci poczęte w ten sztuczny sposób mają o wiele częściej przewlekłe problemy ze zdrowiem (zainteresowanych odsyłam do czasopism naukowych). Kolejna wada takiego rozwiązania to swoista jednorazowość - jedno dziecko oznacza conajnmniej jeden zabieg.
Dlaczego jestem przeciwny? - Przede wszystkim dlatego, że samo in vitro jest tylko walką ze skutkiem - nie jest leczeniem bezpłodności. Ciągły postęp medycycy zostawia in vitro w tyle, dążąc do leczenia populacji z tego problemu. Dlaczego nasz rząd nie propaguje nowoczesnych, skutecznych metod?? - obawiam się, że w resorcie zdrowia brakuje ludzi kompetentnych i nowoczesnych, a zamiast nich mamy obyczajowych liberałów, którzy socjalistyczną ręką dają pieniądze na in vitro, zabierając je ludziom walczącym o życie w polskich szpitalach.
Jednak najważniejszym powodem lobbowania za wprowadzeniem dotowania in vitro jest biznes prywatnych klinik - wiadomo, że państwowe pieniądze to smaczny kąsek. Na pewno w przypadku dotowania, liczba tego typu zabiegów zwiększyłaby się wielokrotnie.
No cóż, biznes rządzi światem bardziej niż ludzka przyzwoitość.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)