Od roku 2005 ludzie mojego pokroju - czyli zwykli studenci "państwowych, dziennych" narażeni są na krytykę ze strony delikatnie mówiąc: "mniej wykształconych" osób, często starszych. Wszystko pod pretekstem rzekomego poparcia młodzieży akademickiej dla lewicy i PO. Wyrok wydały ośrodki badania opinii publicznej.
Ja, podobnie jak niektórzy z moich znajomych jesteśmy postrzegani jako "wykształciuchy, z wielkich miast". Odbiera nam się prawo do decycji o przyszłości kraju.
Tak naprawdę to jadą po nas wszyscy - od o. Rydzyka, który na falach rozgłośni pali stosy z wrzuconą do jednego worka młodzieżą. Jedzie po nas także M. Środa, gdy tylko na którymś uniwersytecie młodzież zorganizuje typu "konferencja na rzecz rodziny". Jedzie po nas rząd, obiążając płatnościami za drugi kierunek i ograniczeniami, które najbardziej uderzają stan studencki.
Konflikt pokoleń istniał od wieków- szkoda tylko, że obciążani nim są bardziej jednostki dążące do wyznaczonego celu, studiujące, samodoskonalące.
Nastąpiło przewartościowanie wzorców - dziś konserwatystą nazywa sie technologiczny zacofaniec, liberałem "wyzwolona kobieta" - feministka, a prawicowcem - zagorzały socjalista.
Nie przeczę, że wsród moich studiujących rówieśników znajdziemy lewicowca. Nie jest to jednak 100%. Nigdy nie głosowałem na SLD czy PO, ale dziś na pewno też nie zagłosuję na PiS. Jesli karta się nie odmieni i do władzy dojdą znów reprezentanci bandy czworga to naprawdę zwykły student, czy później wykwalifikowanych pracownik będzie miał pod górkę - bo będziemy obciążani podatkami na nierobów.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)