Codziennie, także dziś do głosu na forum publicznym dochodzi jakiś kolejny, niby zatroskany o dobro Ziemi fanatyk jedzenia szpinaku przy świecy. Może to brzmi nazbyt zozwlekle i groteskowo ale czy aby takim właściwie nie jest?
Wszyscy widzą w energii jądrowej zagrożenie - Czarnobyl i Fukushima stają się narzędziem walki zielonych ludzików. Najlepsze jest to, że forsowane przez nich technologie są w istocie zagrożeniem nie tylko dla okolicznej ludności ale także w pewnym wymiarze dla bezpieczeństwa energetycznego Polski.
W 1975 roku pęknięcie tamy obejmującej miasta Shimantan i Banqiao doprowadziło do śmierci 26 tys. osób od razu, klejne 146 tys. zginęło na skutek chorób i skutków klęski żywiołowej. W sumie na skutek katastrofy ucierpiało około 11 mln mieszkanców Chin.
Podobnie tragicznie wyglądają katastrofy elektrowni opalanych paliwami kopalnianymi i gazem. Przeliczając liczbę ofiar na 1 TWh dojdziemy do wniosku, że konwencjonalne elektrownie są od kilkunastu do kilkuset razy bardziej niebezpieczne.
Mamy dobrze wykształconych fizyków atomowych, szwędających się często za granicą, mamy możliwości. Boimy się wzbogacanego uranu? Zastosujmy tańszy, bezpieczniejszy i bardziej wydajny tor.
Krzywdząca jest opinia, jako, że budowa EA jest sprzeczna z interesem kraju. Mniej wykształceni "działacze" sieją wśród ludzi obawy. Inni, związani z rynkiem węgla kamiennego lobbują przeciwko zmianom. Ekolodzy w plastikowych futerkach wpychają elektrownie wiatrowe, mimo, że według badań duże farmy turbin wiatrowych mogą zmieniać okoliczne warunki klimatyczne.
Już dziś w Polsce zaczyna brakować energii elektrycznej. Tym bardziej nie można myśleć o rozwoju przemysłu czy nawet usług bez rekonstrukcji sieci energetycznej i systemu elektrowni. Inaczej staniemy się całkowicie zależni od węgla a w dalszej perspektywie innych, nie zawsze dobrze nastawionych państw. Opłaty klimatyczne kosztują nas w dłuższej perspektywie więcej niż rozwiązanie problemu.
Dziś nie ma sensu pytanie "czy budować EA?" tylko "jakie i ile EA wybudować?". Politycy dają ciała, co prawda nie wszyscy, ale jednak spodziewałbym się większego pośpiechu przy zgodzie na budowę pierwszej EA. Żadne ugrupowanie poza PJN'em i mniejszymi partiami nie mówi jednoznacznie co zamierza robić w kwestii regulacji prawa. Prowadzi to do tego, że I EA może wystartować dopiero w 2023 roku, kiedy według szacunków będziemy skazani na przerwy w dostawach lub horrendalnie drogi, zmuszający do oszczędzania KWh "prąd".
Należy wspomnieć, że wizja energetyki jądrowej była bardzo bliska ś.p. prof. Lechowi Kaczyńskiemu, który w ramach przygotowania przed EA w Polsce, dokładał starań o powstanie wspólnej elektrowni z Litwą. Niestety po tragicznej śmierci p. Prezydenta, prezesa PiS nie obchodzi nic poza wewnętrzną walką polityczną. Pozatym, nasz najgorszy od '89 rząd ciosa kołki na władzach Litewskich (mniej czy bardziej zasłużenie) niwecząc plany polsko-litewskie i oddając pole Rosji.
Główną wadą polityków jest ich opieszałość - mało który myśli perspektywicznie. Rządzący zamiast wprowadzać nas w technologiczną nowoczesność i wyższy standard życia, chętniej fundują nam swoje ideologiczne wywody drocząc się sztucznie przed kamerami.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)