Fatum niezmiennie wisi nad Warszawą. Nie dość, że Sejm zmienia nam ustrój miasta co 2-3 lata, to jeszcze ci wspaniali prezydenci. Paweł Piskorski najwyraźniej kolesiom folgował. Lech Kaczyński tak się bał nadużyć, że nie robił niemal nic, a i tak przekrętu w WOSiRze się nie ustrzegł. A Hanna Gronkiewicz-Waltz ma chyba ADHD.
Starego zdania o nielegalności prezydentury Bufetowej nie zmieniam. Obroniła stołek, bo za prawo uznała swoje prognozy wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a rząd jej w tym nie przeszkodził. I wzięła się do remontowania wszystkiego, co popadnie.
Post planowałem od dawna, czasu nie starczało, ale cóż, bliższa ciału koszula czyli Aleje Niepodległości. Stanęły dziś na dobre, bo całkiem zamknęli Puławską. Ok. 11, w porze dość szczytowo obojętnej, od Pól Mokotowskich do Polskiego Radia podróżowało się godzinę, w porywach do półtorej. A za parę dni koniec wakacji.
Bufetowa remontuje co drugą ulicę. Poważniejszych remontów na głównych ulicach i na tych pełniących ważną role pomocniczą doliczyłem się ponad stu. Większość z nich ma trwać we wrześniu, a nawet w październiku, gdy wrócą studenci. Koszmar.
Jakkolwiek zły byłby stan ulic, jakkolwiek prawdziwa teza, że PiS remonty zaniechał - nikt mnie nie przekona, że teraz trzeba zamknąć całe miasto. Najgorsze, że remonty trwają miesiącami, a służą li tylko kosmetyce, położeniu nowej nawierzchni. Niemal nigdzie nie oznaczają przyszłej zmiany organizacji ruchu, choćby metra nowej jezdni czy pasa, choć najczęściej aż się o to prosi i zbyt drogie by nie było.
Co za cud, że w 25 i pół roku udało się zbudować 2/3 jednej linii metra.


Komentarze
Pokaż komentarze (122)