Wczoraj dowodziłem, że wcześniejsze wybory są potrzebne, choć nowy Sejm będzie zapewne podobny do obecnego. Czy doprowadzą do powstania POPiSu? Wątpię, by PiS+PSL miał większość. Wątpię, by zdobyła ją PO. Wątpię, by zechciała rządzić z SLD.
Tę ostatnią tezę uzasadnię. Platformersi to dziwacy, ale nie samobójcy. Mając wybór: niewielka większość w koalicji z SLD, sparaliżowana wrogością prezydenta - lub POPiS, wybiorą to drugie. PiS też może poczuć się zmuszony do porozumienia.
Ale po tym pierwszym - dziś jawiącym się jako niemożliwy - kompromisie przyjdzie czas na dużo trudniejsze. O tym, że PO nie umie się zachować w takich sytuacjach, niech świadczy choćby niedawne głosowanie nad podwojeniem ulgi prorodzinnej.
A PiS? Niemal codziennie dowodzi, że za podstawę istnienia ma antyplatformizm, gdyż stale atakuje PO nawet za to, w czym chce ona z PiSem współpracować lub już współpracuje (jak choćby skrócenie kadencji).
Byłaby to więc koalicja wojenna, trzeszcząca już w godzinę po podpisaniu umowy. Nie przetrwałaby długo. Powiecie: znów stracony czas i pieniądze. Czy na pewno? A może i takie doświadczenie jest po prostu potrzebne polskiej scenie politycznej?
Pytając o koalicje, trzeba zapytać o prezydenta. Ale o tym w jakimś innym odcinku.


Komentarze
Pokaż komentarze (75)