210 obserwujących
3086 notek
6014k odsłon
61 odsłon

Tour de Śledź

Wykop Skomentuj59

W finale Sekuła ocipiał. Bez cienia przyczyn praktycznych lub prawnych zaparł się, że członkowie komisji mają 24 godziny na zgłaszanie "zdań odrębnych" do końcowej wersji raportu o aferze hazardowej (której nie było). Tu nie ma wątpliwości: szef komisji liczy, że opozycja nie zdoła stworzyć w tym czasie niczego sensownego, że zdania odrębne będą niepełne, niekompletne, dające się łatwo ośmieszyć.

O tym będzie zaraz w s24 kopa postów kopiujących tezę Kempy o dyktaturze, więc mojej oceny rozwijać nie będę - swoje powiedziałem. Spróbuję wam wyjaśnić, co - obok charakteru Sekuły i jego chęci wybielenia PO - sprawiło, iż uważał on swój termin za uzasadniony. Sądzę bowiem, że on w to wierzy. Odwoływał się do analogii z pracami komisji nad projektami ustaw i w tej sferze niestety miał rację. To nie tylko Sekuła zrobił z komisji hazardowej ten swoisty wyścig z czasem, Tour de France, de Pologne, lub de Śledź. W sporej mierze na takiej zasadzie działają wszystkie sejmowe komisje stałe, zresztą bez żadnej racjonalnej przyczyny.

Jak wiecie, Sejm w Polsce może wszystko. Pracując nad projektem ustawy o czasie trwania zielonego światła dla pieszych komisja może go przerobić na projekt ustawy o maksymalnej długości żyłki spiningu, Sejm może projekt tak zmieniony uchwalić - i będzie to legalne. Wyobraźcie sobie jednak, że komisja od początku do końca pracuje nad projektem o zielonym świetle. Choć bywa, że pracuje miesiącami, a poprawki przyjmuje sukcesywnie - nie ma zwyczaju sporządzania aktualnej wersji projektu. Próbuje się w tym wszystkim połapać pracownik Biura Legislacyjnego, ale nie zawsze daje radę. Bywa więc, że zgłaszane i przyjmowane są poprawki sprzeczne z wcześniejszymi.

Co jednak najważniejsze, zaktualizowany tekst nie istnieje nawet w chwili, gdy komisja go przyjmuje! Szef komisji rytualnie pyta: kto jest za przyjęciem projektu wraz z wcześniej przyjętymi poprawkami? Pół biedy, gdy poprawek jest pięć, a przyjmowane były przez minione pół godziny. Gorzej, gdy było ich 200, prace trwały rok, a głosujący posłowie próbują sobie przypomnieć, co właściwie jest teraz w miejscu widniejących wciąż na papierze słów: "zielone światło dla pieszych".

Ten, kto na tym etapie prac nie zgadza się z tekstem, może wnieść tzw. wniosek mniejszości. Sprawozdawca ma obowiązek przedstawić Sejmowi te wnioski wraz z komisyjnym projektem. Na składanie WM jest zwykle istotnie parę godzin i nadal, uwaga, zgłasza się je do tekstu, który fizycznie najczęściej nie istnieje! Powstaje bowiem dopiero po złożeniu owych wniosków. Wtedy szef komisji i sprawozdawca tekst podpisują, ukazuje się on jako nowy druk sejmowy (pod nazwą "sprawozdanie komisji o projekcie...") i trafia pod obrady Sejmu.

Wszystko to - brak aktualizacji tekstu na papierze lub choćby w Internecie, kilkugodzinny termin składania WM - to wyłącznie usus, obyczaj. Regulamin o tym nie wspomina. A przecież w przypadku projektów ustaw i tak jest w miarę łatwo - WM czy poprawka sprowadza się najczęściej do: "liczbę 22 zastępuje się liczbą 23". Zaś Biuro Legislacyjne ma obowiązek wszystkie WM, oraz poprawki zgłaszane w II czytaniu, uporządkować i pogrupować - gdyż wiele trzeba głosować łącznie. Po to choćby, aby uniknąć tego, co zdarzyło się w hazardśledziu, bowiem istotnie poprawki do raportu Sekuły wprowadziły szereg sprzeczności wewnętrznych.

Absurdem jest oczywiście wzorowanie trybu pracy komisji śledczej, zwłaszcza sposobu przyjmowania raportu, na trybie prac legislacyjnych. Ale sam wzór też jest w sporej mierze absurdalny. Paranoja decyzji Sekuły nie jest bynajmniej w Sejmie czymś niecodziennym.

Wykop Skomentuj59
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale