Dmitrij Miedwiediew nowym prezydentem Rosji. Władimir Putin nowym premierem Rosji. Wszystko według zdawna przedyskutowanych i omówionych przewidywań. Nie złamano konstytucji, nie zmieniono jej przepisów a zrobiono swoje. Teraz cały świat uzna wybory a Rosja podąży dalej ku doskonaleniu swojej demokracji.
Nikt się nie dziwi. Przecież to Rosja. Przecież to wschód. Dobrze jeszcze, że Miedwiediew nie jest synem Putina. Przecież rodzinne dynastie w proradzieckich lub komunistycznych państwach wschodu są oczywiste.
I wszystko się rozgrywa zgodnie z konstytucją. Wszystko zgodnie ze światowymi standardami. Są urny, powszechne, równe i tajne wybory. Urny zamykane na wymyślne pieczęcie. Jedyny wpływ jaki się wywiera na wyborców to bułeczki po promocyjnych cenach, piwko i zagrycha tania jak barszcz. Dostępne po spełnieniu obywatelskiego obowiązku. A lud autentycznie swoich przedstawicieli kocha, I wybiera tych, których chce.
O innych lud nie słyszy. Chyba, że się zainteresuje sprawozdaniem z procesów… gospodarczych. Bo przeciwnicy ukochanych przez lud jego przedstawicieli to na ogół złodzieje. Chyba, że są tylko niespełna rozumu.
Chociaż jest i normalna, parlamentarna opozycja. Jeden, komunista o powierzchowności Chruszczowa (czytać się nauczył mając powyżej dwudziestki) występujący w bolszewickiej czapce z szablą trzymaną na opak. Drugi, nacjonalista rosyjski polskiego pochodzenia, grożący wojną wszystkim sąsiadom. Nikt ich nie prześladuje, mogą mówić co chcą a wypowiadają to co zawsze opozycja - koszmarne bzdury. Ale mają swoje poparcie na poziomie dwudziestu procent łącznie.
Diemakracija u was jest’? Jest’.
U nas też zmierzaliśmy niedawno do tego modelu demokracji. Nikt niczego nie łamał. Wszystkie zasady były zachowane. Tyle tylko, że instytucje demokratyczne i gospodarcze zajmowali dziwni ale wierni władzy ludzie. Szefem banku centralnego zostaje budowlaniec, do Trybunału Konstytucyjnego trafia osoba z niezakończoną sprawą dyscyplinarną, wicepremierem zostaje człowiek z kilkoma wyrokami na karku, ministrem dozorca. W majestacie prawa buduje się peron w szczerym polu. Obiecuje się szereg następnych. Ministrowie łokciami się rozpychają przy wstędze otwierającej triumfalnie… pół kilometra mozolnie budowanego objazdu autostrady. Zamiast obiecywanych tysięcy.
Wszystko zaś co słuszne pokazuje jedynie słuszna stacja telewizyjna. Pozostałych nikt jednak nie zamyka. Określa się je tylko na razie obelżywie i dezawuuje jako siedlisko wykształciuchów. Czyli albo sługusów ubeckich pozostałości, którzy niebawem trafią do kryminału albo kompletnych nieudaczników, niedołęgów i w ogóle idiotów. Zawsze Polaków o podejrzanej proweniencji.
W ogóle trwa kampania wykluczenia. Prawa mają mieć tylko prawdziwi Polacy. Prawdziwi, czyli tacy, co popierają i wielbią wodza. Reszta ma się wynosić czy w ogóle sczeznąć. Dość się nakradli. Media pokazują niecnych, chciwych wykształciuchów w kajdankach. Zapowiadają się następne takie widowiska, tym razem już z udziałem polityków opozycji w rolach głównych. Wszystko w ramach demokracji, prawa.
A jak rzecz by ostatecznie wyglądała, piszą dzisiejsze media pokazując raj, jaki panuje w biurze Rzecznika Praw Dziecka, gdzie pracownicy nie mają prawa komunikowania się ze sobą aby nie rozpowszechniali plotek.
W Europie będąc Azję sobie gotowaliśmy. Na ochotnika.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)