YouTube
YouTube
Krzysztof Przybyl Krzysztof Przybyl
80
BLOG

Miliardy z naszych podatków muszą zostawać w Polsce

Krzysztof Przybyl Krzysztof Przybyl Gospodarka Obserwuj notkę 1
W najbliższych latach Polska stanie się jednym z największych placów budowy w Europie. Elektrownia jądrowa, modernizacja kolei, inwestycje w obronność, transformacja energetyczna, cyfryzacja administracji i rozwój sztucznej inteligencji – skala wydatków publicznych liczona będzie w setkach miliardów złotych. To moment historyczny. I właśnie dlatego tak ważna jest tocząca się dziś dyskusja o local content, czyli o tym, w jakim stopniu publiczne pieniądze powinny wzmacniać krajową gospodarkę. Pytanie brzmi: czy Polska wykorzysta nadchodzącą falę inwestycji do trwałego wzmocnienia własnego potencjału gospodarczego?

Najniższa cena nie zawsze oznacza najlepszy wybór

Przez lata w zamówieniach publicznych dominowało podejście, w którym kluczowym, a w praktyce często jedynym, kryterium była cena. Najtańsza oferta wygrywała, nawet jeśli za nią stała firma bez realnego zaplecza w Polsce, bez trwałego związku z naszą gospodarką, bez istotnych zobowiązań podatkowych wobec naszego państwa. Efekt? Część dużych kontraktów trafiała do podmiotów zagranicznych, nierzadko korzystających ze wsparcia swoich rządów. Zyski wypracowane w Polsce były transferowane za granicę, a krajowy efekt mnożnikowy pozostawał ograniczony.

Oczywiście konkurencja jest fundamentem rynku. Nikt rozsądny nie postuluje zamykania Polski na świat. Ale równie nierozsądne byłoby udawanie, że państwo nie ma prawa myśleć strategicznie o tym, gdzie i jak „pracują” publiczne miliardy. Miliardy pochodzące z naszych podatków i wypracowane przez polskie firmy.

Local content jako element bezpieczeństwa ekonomicznego

Dyskusja o local content to w istocie rozmowa o bezpieczeństwie ekonomicznym państwa. W dobie napięć geopolitycznych i coraz bardziej asertywnej polityki gospodarczej wielu państw, inwestycje infrastrukturalne przestały być wyłącznie przedsięwzięciami technicznymi. Coraz częściej mają charakter podwójnego zastosowania – gospodarczego i strategicznego.

Trudno nie dostrzegać, że infrastruktura energetyczna, transportowa czy cyfrowa to dziś element odporności państwa. Dlatego naturalne jest pytanie: czy przy jej budowie i utrzymaniu powinniśmy w możliwie szerokim zakresie opierać się na firmach, które realnie działają w Polsce, zatrudniają tu ludzi i płacą podatki?

W tym kontekście działania rządu zmierzające do uporządkowania definicji „podmiotu krajowego” należy ocenić jako krok w stronę bardziej dojrzałej polityki gospodarczej. To próba znalezienia równowagi między zasadami otwartego rynku a interesem narodowej gospodarki.

Koniec z firmami „wydmuszkami”

Cenną propozycję w tej debacie przedstawił Polski Związek Pracodawców Budownictwa. Zaproponowano pięć minimalnych kryteriów, które powinien spełniać podmiot ubiegający się o status „krajowego”: siedziba w Polsce, brak kontroli spoza UE/EEA/GPA, co najmniej cztery lata działalności z istotnym udziałem przychodów i zatrudnienia w kraju, własne zasoby operacyjne oraz terminowe rozliczanie zobowiązań publicznych.

Jak trafnie zauważył w rozmowie z PAP Biznes wiceprezes Strabaga i członek Rady PZPB Wojciech Trojanowski: „Nie chcielibyśmy na rynku zamówień firm wydmuszek, więc zgodziliśmy się, że musi to być firma, która przynajmniej przez cztery lata prowadzi działalność w Polsce i ma przynajmniej 50 proc. przychodów z naszego kraju. Jeżeli jest to krócej niż 4 lata, to ocenie będzie podlegać spełnienie tego warunku na poziomie spółki-matki”.

Cóż, to zdroworozsądkowe minimum, które ma zapobiec sytuacjom, w których na potrzeby jednego przetargu powstają podmioty bez realnego zakorzenienia w Polsce.

Wielkie inwestycje i równie wielka odpowiedzialność

Spójrzmy na przykład elektrowni jądrowej, budowanej w ramach rządowego programu. Jeżeli udział polskich firm w łańcuchu dostaw będzie wysoki, oznacza to tysiące miejsc pracy, rozwój kompetencji technologicznych, wzrost przychodów podatkowych i trwałe osadzenie know-how w kraju. Jeżeli będzie niski – pozostaniemy przede wszystkim miejscem realizacji projektu, a nie jego pełnoprawnym beneficjentem.

To samo dotyczy modernizacji kolei, inwestycji drogowych czy projektów z obszaru obronności i nowych technologii. Publiczne wydatki tej skali powinny być traktowane nie tylko jako koszt budowy infrastruktury, lecz także jako narzędzie długofalowej polityki rozwojowej.

Polityka rozwojowa bez ideologii

Warto podkreślić: troska o interes rodzimych firm przy wielkich inwestycjach na szczęście jest kwestią, która nie powinna dzielić polityków. To instrument polityki gospodarczej stosowany w różnych krajach, niezależnie od barw politycznych rządów. W Polsce również powinien stać się elementem ponadpartyjnego konsensusu.

Rząd, podejmując temat definicji „podmiotu krajowego” i zasad preferencji w zamówieniach publicznych, otwiera ważną debatę o jakości państwa. O tym, czy potrafimy myśleć kategoriami długiego trwania, czy też pozostaniemy przy logice najniższej ceny tu i teraz.

Publiczne pieniądze pochodzą z podatków płaconych przez obywateli i firmy. Naturalne i ze wszech miar słuszne jest więc oczekiwanie, że w możliwie największym stopniu będą one wzmacniać krajową gospodarkę. Dziś mamy historyczną szansę, by tak właśnie się stało. Warto ją wykorzystać.

Krzysztof Przybył jest prezesem Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego, znanej od ponad trzydziestu lat jako organizator konkursu „Teraz Polska”. W ramach tej inicjatywy wyróżniono setki polskich firm, oferujących najlepsze produkty i usługi, które dzięki swoim walorom jakościowym, technologicznym i użytkowym wyróżniają się na rynku oraz mogą być wzorem dla innych. Cel Fundacji to promocja dobrych, polskich marek, a jednocześnie przyczynianie się do wzmacniania marki Polska w Europie i na świecie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka