Aktem założycielskim powojennej Europy Zachodniej było zbliżenie francusko-niemieckie. Nie będzie zatem przesadą, jeśli założymy, że ponowne zbliżenie rosyjsko-polskie położy podwaliny pod Europę postzimnowojenną.
To, że Putin przyjechał do Polski nie w 20. rocznicę upadku komunizmu, ale w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej, jest symptomatyczne. W ubiegłym tygodniu w Gdańsku byliśmy świadkami powstania postamerykańskiej Europy. Stany Zjednoczone przestały być potęgą zatrudnioną w Europie w pełnym wymiarze godzin. Wycofały się na pozycję zdystansowanego gracza. Rosja dostrzegła w tym możliwość swojej własnej reintegracji – z Europą, choć nie z Unią Europejską. By ta strategia się udała, Rosja musi zbudować partnerskie stosunki z Niemcami i Polską.
Istnieje wszakże kilka czynników, które mogą uczynić zbliżenie między Rosją a Polską wyjątkowo trudnym. Rosja i Polska mają wspólne interesy, ale brakuje im wspólnego projektu. Rosyjska polityka tożsamościowa stoi w sprzeczności z podstawami polityki polskiej. Rosyjskie podręczniki do historii nie są czymś, co Polacy mogliby ze spokojem czytać. Niewiele mają również ze sobą wspólnego elity obu krajów.
Łatwo byłoby zatem przepowiedzieć owemu zbliżeniu klęskę. A jednak – paradoksalnie – to właśnie te problemy czynią Rosję tak interesującą dla Polaków, a Polskę tak zajmującą dla Rosjan. Być może nowe obopólne zobowiązania są już za horyzontem. Nic w końcu nie jest tak fascynujące, jak coś, co jeszcze wczoraj było zabronione i nie do pomyślenia. Do tego nie wolno zapominać, że Moskwa jest w Europie jedynym miejscem, gdzie Polska uważana jest jeśli nie za imperium, to przynajmniej za byłe imperium.
Inne tematy w dziale Kultura