2 obserwujących
150 notek
45k odsłon
  55   0

"Łaskawe" w przekładzie Magdaleny Kamińskiej-Maurugeon - małe fragmenty "Toccaty"*

"Telewizja bombarduje nas wielkimi liczbami o długich ogonach zer, ale kto z was kiedyś naprawdę pochylił się nad tymi cyframi i zastanowił się, co oznaczają? Kto choć raz spróbował policzyć wszystkich, których zna, albo kiedyś znał, i porównać ten śmieszny wynik z liczbami, które słyszymy w telewizji, z tymi słynnymi "sześcioma" czy też "dwudziestoma milionami"?"

"---------------------------------------------------------------------------------------------

[...]Skupię się tylko na dwóch obszarach, tych, na których odegrałem pewną rolę, jakkolwiek podrzędna by była: to wojna ze Związkiem Radzieckim i program eksterminacji, w naszych dokumentach zwany oficjalnie Ostatecznym Rozwiązaniem kwestii żydowskiej — Endlösung der Judenfrage, że zacytuję ten piękny eufemizm. Na frontach zachodnich straty były stosunkowo mniejsze. Moje dane wyjściowe są nieco arbitralne — nie mam wyboru, badacze nie doszli do porozumienia. Jako szacunek strat po stronie radzieckiej przyjmuję tradycyjną liczbę, podaną w 1956 roku przez Chruszczowa: dwadzieścia milionów, ale weźmy pod uwagę, że Reitlinger, renomowany badacz angielski, pisał tylko o dwunastu milionach, i że Erickson, badacz szkocki, równie, a może nawet bardziej renomowany, doliczył się minimum dwudziestu sześciu milionów; tak więc wyraźnie widać, że oficjalne dane sowieckie to niemal połowa obu tych szacunków, z milionowym marginesem błędu.

Co do strat niemieckich — wyłącznie w ZSRR, ma się rozumieć — to możemy opierać się na jeszcze bardziej oficjalnej i po niemiecku precyzyjnej liczbie 6 172 373 żołnierzy, ofiar wojny na froncie wschodnim między 22 czerwca 1941 roku a 31 marca 1945 roku. Obliczenia te zaksięgowano w wewnętrznym raporcie OKH (Naczelnego Dowództwa Wojsk), odnalezionym już po wojnie, niemniejobejmują one zabitych (ponad milion), rannych (prawie cztery miliony) i zaginionych (czyli zabitych plus więźniów, plus zabitych więźniów, razem około 1 288 000). Żeby dojść szybko do dwóch milionów zabitych, bo ranni nas tutaj nie interesują, doliczmy jeszcze mocno przybliżoną liczbę pięćdziesięciu tysięcy z hakiem dodatkowych ofiar z okresu pomiędzy 1 kwietnia a 8 maja 1945 roku, głównie z Berlina, a do tego dodajmy szacunkowy milion cywilów; którzy zginęli podczas nalotów na wschodnie Niemcy i późniejszych migracji ludności, czyli w sumie, dajmy na to, trzy miliony.

W kwestii żydowskiej mamy wybór: liczba uświęcona — choć wielu ludzi nie wie, skąd się wzięła — wynosi sześć milionów (Höttl zeznał w Norymberdze, że słyszał ją od Eichmanna, z kolei Wisliceny twierdził, że Eichmann mówił swoim kolegom o pięciu milionach; sam Eichmann, gdy Żydzi mogli wreszcie zadać mu to pytanie osobiście, powiedział, że to było pięć-sześć milionów, ale raczej chyba pięć). Dr Korherr, który opracowywał statystyki dla Reichsführera-SS Heinricha Himmlera, 31 grudnia 1942 roku doliczył się nieco mniej niż dwóch milionów, ale przyznał mi, gdy rozmawiałem z nim w 1943 roku, że jego dane wyjściowe nie były wiarygodne. Wreszcie, bardzo szanowany profesor Hilberg, specjalista w tej dziedzinie, raczej niepodejrzewany o stronniczość, a już na pewno nie o postawę proniemiecką, pod koniec szczegółowej, dziewiętnastostronicowej analizy podaje liczbę 5 100 000, co z grubsza pokrywa się z opinią nieboszczyka Obersturmbannführera Eichmanna. Przyjmijmy więc wyliczenia profesora Hilberga, co daje nam następujące zestawienie: **

[...]Razem: 26,6 milionów, zważywszy na to, że 1,5 miliona Żydów zostało już wcześniej zaksięgowanych w rubryce „zabici po stronie radzieckiej” („Obywatele radzieccy, którzy zginęli z rąk germańsko-faszystowskiego najeźdźcy”, jak dyskretnie informuje napis na niezwykłym monumencie w Kijowie.)

[...]Konflikt zbrojny z ZSRR rozpoczął się 22 czerwca 1941 roku o trzeciej nad ranem, a oficjalnie zakończył 8 maja 1945 roku o godzinie 23.01, co daje nam trzy lata, dziesięć miesięcy, szesnaście dni, dwadzieścia godzin i jedną minutę, czyli, zaokrąglając, 46,5 miesiąca, 202,42 tygodnia, 1417 dni, 34 004 godziny albo 2 040 241 minut (wliczając tę dodatkową jedną minutę). Przyjmijmy, że program zwany Ostatecznym Rozwiązaniem realizowano w tym samym przedziale czasowym; wcześniej niczego jeszcze nie postanowiono, niczego nie usystematyzowano, straty po stronie żydowskiej były dziełem przypadku. Połączmy teraz obie te kalkulacje:

[...]Średnia z łącznej sumy ofiar na polu mojego działania wynosi 572 043 zabitych miesięcznie, 131 410 zabitych tygodniowo, 18 772 zabitych dziennie, 782 zabitych na godzinę i 13,04 zabitych na minutę, w każdej minucie każdej godziny każdego dnia w każdym tygodniu każdego miesiąca każdego roku w danym okresie, wynoszącym, dla przypomnienia, trzy lata, dziesięć miesięcy, szesnaście dni, dwadzieścia godzin i jedną minutę. Ci, co kpili sobie z dodatkowej minuty, faktycznie jakby wstawionej tu ręką skrajnego pedanta, niech uświadomią sobie teraz, że przyniosła ona średnio 13,04 dodatkowych ofiar i niech wyobrażą sobie — jeżeli w ogóle są do tego zdolni — trzynaście osób z własnego otoczenia zabitych w ciągu jednej minuty. Możemy także wyliczyć odstępy pomiędzy każdą kolejną śmiercią: daje nam to średnio jednego zabitego Niemca co 40,8 sekundy, jednego zabitego Żyda co 24 sekundy i jednego zabitego bolszewika co 6,12 sekundy, czyli średnio jedną ofiarę co 4,6 sekundy, wszystko w wyżej opisanym okresie. Teraz jesteście gotowi, opierając się na tych obliczeniach, sami przeprowadzić podobne, konkretne ćwiczenia na wyobraźnię. Na przykład, z zegarkiem w ręku, policzcie sobie: jeden trup, dwa trupy, trzy trupy... etc. co 4,6 sekundy (albo co 6,12 sekundy, co 24 sekundy czy co 40,8 sekundy, zależnie od preferencji), próbując „ujrzeć” je przed sobą kolejno: jeden, dwa, trzy trupy. Zobaczycie, to niezłe ćwiczenie medytacyjne.

---------------------------------------------------------------------------------------------"



Powyższe cytaty stanowią niecałe 2 strony książki liczącej ich 1044; kto jej jeszcze nie czytał powinien to zrobić. Jest to jedna z niewielu współczesnych powieści, która z pewnością wytrzyma próbę czasu, pomimo jednego słabego i chyba niepotrzebnego rozdziału.

Jonathan Littell, "Łaskawe", przełożyła Magdalena Kamińska-Maurugeon, Wydawnictwo Literackie.

 

* - tytuł I rozdziału;

** - oryginalnie tekst jest w ciągu - pozwoliłem sobie rozbić na trzy "tematyczne" części;

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale