111 obserwujących
210 notek
707k odsłon
  3973   0

Lęk przed banderowcami – naszym lękiem kompensacyjnym?

"Gamalij" T. Szewczenki, olej 1842. Więcej informacji w komentarzu pod notką. Zwróćmy uwagę na kolor ubrania Gamaleja...
"Gamalij" T. Szewczenki, olej 1842. Więcej informacji w komentarzu pod notką. Zwróćmy uwagę na kolor ubrania Gamaleja...

 

 

Salonowe dyskusje o Ukrainie, w których uczestniczyłam i przeczytane chyba wszystkie notki w tym temacie (LC Ukraina), doprowadziły mnie do paru wniosków, które postanowiłam przedstawić w tym wpisie i poddać je krytyce.

Już sam tytuł na pewno zostanie zakwestionowany, bo niby co ma piernik do wiatraka: groźna rzekomo dla nas ukraińska „Swoboda”, najpełniej i najgłośniej się odwołująca do tradycji Stepana Bandery, i jakieś lęki, obronne mechanizmy psychologiczne (wypieranie, deformacja lęków rzeczywistych, przeniesienia, projekcje)?

Kiedy na początku epoki Majdanu sprawą najważniejszą wydawała się sprawa flag czerwono-czarnych powiewających w przestrzeni, w której mieścili się również nasi przedstawiciele odwiedzający Majdan, wybuchł pierwszy granat: od razu padło ciężkie oskarżenie o zdradę pamięci ofiar Rzezi Wołyńskiej. Wydawało się, że to się da zracjonalizować, oddzielić sferę symboliki gestów jedynie politycznych od realnych działań i spokojnie je omówić, przecinając nakręcaną celowo histerię. Nie dało się.

Być może sprawa porozumienia w tym zakresie z góry była przegrana, bo płaszczyzna bieżącej publicystyki (także blogerskiej) takich poważnych problemów nie jest po prostu w stanie rozwiązać. Rozbudzone emocje tylko wzmacniają barykady.

Za chwilę wrzucono kolejny pocisk: tradycje morderczego okrucieństwa UON-UPA w partii „Swoboda”, która miałaby ochotę (kto wie?) powtórzyć wyrzynanie Polaków i, będąc zawsze wrogo nastawiona do Polaków, nigdy nie będzie nie tylko jej politycznym sprzymierzeńcem, ale nawet przyzwoitym w miarę sąsiadem. W Unii też nie. Żadne argumenty wskazujące na dynamikę nowych procesów tożsamościowych i narodowych zachodzących w Ukrainie, które MUSZĄ (reguły socjologiczne) przyśpieszyć zmiany świadomościowe Ukraińców części zachodniej, nie przekonują oponentów. Bo widocznie jednak wygodniejszy i bezpieczniejszy  jest stereotyp okrutnego mordercy, z którym nie trzeba nawet rozmawiać, bo i po co? Właśnie taki ma pozostać. Bo tylko pozostając takim, kumuluje w sobie odpowiednią porcję strachu i grozy. Tylko taki spełnia swoją rolę w ofensywie nasilania resentymentów ukraińskich. Tylko taki pozostaje odpowiednio zdemonizowany.

Teraz odpalono następną bombę: są nią wydumane pretensje terytorialne nacjonalistów ukraińskich do polskich ziem południowo-wschodnich. Ciekawe, że na warsztat wzięto dość prymitywny intelektualnie „Prawy Sektor” i zaproszono go do rozmowy o terytoriach, podczas gdy na pewno można było zaprosić kogoś lepiej przygotowanego do tego z grupy Ukraińców Kanadyjskich czy mieszkających w Polsce – też potrafiliby opisać historyczne aspiracje ukraińskie obejmujące San, Przemyśl, Hrubieszów i Lublin; nacjonalizm ukraiński nigdy tego nie krył i są to sprawy znane historykom. Wariant „Tarasenko” miał jednak podładować klimat i rozgrzać dodatkowo emocje. No i rozgrzał.

W salonowych dyskusjach ujawniły się dwie bardzo ważne ich cechy: 1./ głęboka obawa przed narodowym ruchem ukraińskim i 2./ brak pytań o gwarancje naszego bezpieczeństwa ze strony nominalnych polskich władz państwowych.

Przecież wynurzenia Tarasenki powinny wzbudzić powszechnie co najwyżej lekceważące wzruszenie ramion, ewentualnie zostać wprost obśmiane i złośliwie skomentowane. Ale tak się nie stało. Tarasenko został potraktowany ze śmiertelną wręcz powagą.

I to jest ten główny problem.

Dzisiaj jest Tarasenko, czy Tiahnybok ale jutro może być to pierwszy lepszy nacjonalista-Czech ze Śląska Cieszyńskiego, czy Słowak – ideowy potomek Ferdinanda Čatloša z ekipy ks. Tiso. To jest zresztą obojętne, kim będzie następny wraży nacjonalista z ambitnymi pretensjami historyczno-terytorialnymi. Boimy się każdego i będziemy się bać. I nie chcemy się przyznać do tego, że boimy się całkiem racjonalnie ponieważ… Ponieważ tak naprawdę nie możemy liczyć ani na naszych polityków, ani na siebie samych. Ci pierwsi nie objawili przez ostatnie lata swojej gotowości do obrony interesów polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa, a nasi rodacy – legitymizując tę ekipę – godzą się na taki właśnie stan.

Stan katastrofalny i tragiczny.

I nie zmienią tego stanu i naszego o nim trafnego osądu, a więc racjonalnego poczucia kompletnej bezradności,  ani optymistyczne salonowe notki w kategorii „damy radę!”, ani pozorowane, jak zawsze, działania władz obecnego reżimu.

To nie banderowcy, czy inni, są naszym problemem.

Tym problemem jesteśmy my sami i jest nim to co pozwoliliśmy zrobić z naszym państwem przez ostatnie 10 lat.

Trudno, byśmy nie zazdrościli młodszym historycznie naszym braciom znad Dniepru ich siły, mocy i wytrwałości. Przecież myśmy podobno też kiedyś tacy byli… No, może trochę tylko podobni, ale jednak...

Tylko, że to chyba nie jest klasyczna zawiść „starego” wobec „młodego”. To raczej wygląda na bezsilność zniedołężniałego i ciężko - bardzo prawdopodobne, że nawet śmiertelnie – chorego człowieka. Może nie mieć on żadnych szans w konfrontacji z eksplodującymi dopiero, nowymi i ekspansywnymi ruchami narodowymi, pełnymi wiary w możliwości realizacji swoich celów.

Zobacz galerię zdjęć:

"Kozacy Rosji" - zespół folklorystyczny z Rosji goszczący wielokrotnie w Polsce
"Kozacy Rosji" - zespół folklorystyczny z Rosji goszczący wielokrotnie w Polsce O. Tiahnybok, Majdan Kijowski Majdan 2013-2014 Księstwo Warszawskie w pierwszym okresie 1807-1809 Księstwo Warszawskie 1809-1815 Ziemie Królestwa Polskiego od 1815 (od 1832 "Kongresowego") do 1918 Galicja Wschodnia "Prawy Sektor" na Majdanie Zakerzański Kraj Śląsk Cieszyński Naddniestrze (kolor czerwony) +6 zdjęć +7 zdjęć
Lubię to! Skomentuj156 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale