Kiedy Jezus mówił "zburzcie tę świątynię, a ja w trzy dni ją odbuduję" słuchający Go żydowscy kapłani burzyli się, że nawołuje do rzeczywistego zburzenia budynku świątyni jerozolimskiej. Nie rozumieli, że to przenośnia, albo rozumieli, ale chcieli mieć pretekst do oskarżenia Go przed Sanhedrynem.
Jezus jednak mówił tak ponieważ rozumiał, ze prawdziwa odnowa wymaga rewolucyjnych kroków. Nie wystarczy zwykły remont, wymiana paru członków na swoich i pobielenie ścian na zewnątrz.
Tak samo jest w przypadku Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, w i wokół którego zrobiło się już zbyt wiele złego i nie wystarczy wymienić jednych na drugich, bardziej swoich, ale potrzeba systemowych zmian, gdyż źródła i przyczyny tego całego zamieszania tkwią już poza nim, również w samej głównej bohaterce tego sporu, Konstytucji, o którą boje, niczym Achajowie z trojańczykami, albo na odwrót, toczy opozycja z aktualnym rządem. Jak wiadomo Helena, żona Menelaosa, została porwana przez Parysa, syna króla Troi, Priama. Menelaos wraz z wodzem Achajów (Greków), Agamemnonem, rozpoczął oblężenie Troi. W końcu Troja została zdobyta, Parys padł raniony z łuku Heraklesa przez Filokteta, a Helena odbita. ;)
Nie będę tutaj teraz toczył sporów kto po jakiej stronie jest, kto porwał Helenę a kto ją chce tylko odbić, kto jest Priamem, a kto Agamemnonem. W naszym przypadku chodzi bardziej o samą Helenę, czyli Konstytucję, której nieprecyzyjne przepisy zbyt łatwo poddać odmiennym interpretacjom i nie chodzi tylko o kwestię ślubowania sędziów i roli w nim prezydenta. Chodzi np. również o aborcję, definicję narodzin człowieka w kontekście ochrony jego życia. Brak jasnych zapisów lub niekiedy ich brak na ten i inne tematy w Konstytucji jest wieczną pożywką dla populistów i zwykłych politycznych zadymiarzy w rodzaju Brauna i Bąkiewicza, którzy budują na ciągłym rozdrapywaniu tych i innych problematycznych kwestii kariery polityczne odwracając uwagę od innych spraw nie mniej ważnych jak gospodarka czy służba zdrowia.
Jak tu jednak dokonać koniecznych zmian i poprawek w Konstytucji w takiej sytuacji politycznej? Kto ma tych zmian dokonywać? Ludzie, którzy z naciągania i omijania jej przepisów uczynili swoje główne zajęcie? O cnocie Heleny mają debatować ci, którzy na nią dybią?
Nie widzę zatem szans na jakieś prawdziwe zmiany w najbliższym czasie i latach. Tutaj najlepszym rozwiązaniem byłby całkowity reset systemu. Jak wiadomo zazwyczaj umożliwia go wojna, atak nieprzyjaciela z zewnątrz, który na ten czas jednoczy wszystkie strony wokół obrony wspólnego dobra, które dopiero w takiej sytuacji zostaje znowu dostrzeżone i docenione. Pod warunkiem, że ostatecznie to my tę wojnę wygrywamy, a nie przeciwnik.
Czy już tylko na to możemy liczyć? Bo liczyć na opamiętanie się naszej klasy politycznej to jak liczyć na to, że Priam sam odda Helenę, albo Sanhedryn sam się zreformuje. Historia jednak lubi płatać takie "figle" i już nie raz nam spłatała, ostatnio 80 lat temu. Jak widać sami własnymi siłami nie umiemy rozwiązywać swoich sporów i problemów, i potrzebujemy do tego "pomocy" z zewnątrz. Wielu się już pali, żeby jej nam udzielić.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)