Biblia nie jest często przywoływana w dyskusji o dziennikarskiej rzetelności. Studiowanie jej tak jak i zgłębianie Talmudu rzadko było miernikiem w walce o prawdę i obiektywność. Ale okazuje się że czytanie jej w środkach komunikacji publicznej może być użyte jako argument w walce o niezależność mediów. Stąd prosta droga do stwierdzenia iż kraje anglosaskie w których Biblia jest nieodłączną częścią hotelowego inwentarza są również przodownikiem w szerzeniu chrześcijańskich wartości.
Pan Kłopotowski, krytyk filmowy rzadko poświęcający czas w salonie24 na analizę produktów dziesiątej muzy, włączył się dzisiaj w obronę niezależnych publicystów. Wymienia ich z nazwiska i są to głownie publicyści Rzeczpospolitej jak również niektórzy telewizyjni dziennikarze. Zastrzegając się przed oskarżeniami o konflikt interesów broni m.in. pana Pospieszalskiego i jego telewizyjnego programu jak również Jacka Karnowskiego, b. szefa „Wiadomości”. Walczy o pluralizm poglądów w mediach.
Obraz piekła i toczącego nasze środki masowego przekazu „raka” wzmacnia argumenty autora „paradygmatów dla PiS’u”. Media mają zachować różnorodność poglądów których bronią wymienieni przez niego reporterzy. Co dziwne nie wspomina o rzetelności, dziennikarskim obiektywizmie lub refleksji pomocnej w ocenie przedstawianych wydarzeń. Nie zajmuje się obowiązkiem dziennikarskiej etyki, realizowania przesłania przedstawiania rzeczywistości bez emocjonalnego zaangażowania się po jednej ze stron konfliktu lub stronniczością widoczną w działalności publicystycznej. Przyjmuje postawę tak widoczną po obu stronach zwalczających się medialnych ugrupowań: „przecież ONI robią tak samo więc i ja mam do tego prawo (moralne)”. Chodzi przecież o zachowanie tzw. równowagi polegającej na prezentowaniu poglądów skrajnie odmiennych od strony tzw. „rządowej”.
Do czego prowadzi takie zbilansowanie mediów możemy obserwować nieustannie. Dyskusja o uzdrowieniu medialnego światka skoncentrowała się na nierównomiernym podziale czasu, środków i „sił ludzkich” w walce o prawdę. Pojęcie dziennikarskiej , rzetelnej pracy dezawuuje się nieustannie. Plotki urastają do całostronicowych news’ów a rozważania o możliwościach przeprowadzenia nieistniejącej rozmowy przed lub po katastrofie biją rekordy popularności. Kto bardziej będzie epatował opinię publiczną ten jest zwycięzcą w walce o medialne zaszczyty. A im bardziej kontrowersyjne wypowiedzi czy to polityków czy komentatorów, tym chętniej brać dziennikarska się na nie rzuca.
Walka o równowagę w mediach jest walką o rząd dusz. Nie o prawdę która jest trudna do odkrycia i która jest zawłaszczana przez obie strony politycznego konfliktu. I jest substytutem ukrywającym rzeczywisty obraz upadku polskiego dziennikarstwa. Niezależnie od proweniencji ideologicznych wyborów i prezentowanych poglądów. Gdyż brak reguł, deprecjacja zachowań w stosunkach międzyludzkich, zanikanie szacunku dla wspólnych wartości, powierzchowność i populizm, ogarnęły wszystkie warstwy społeczne. A dziennikarskie zachowania są tylko zwierciadłem oddającym raka toczącego polskie społeczeństwo. I nie jest to rak rozwijający się w jednej czy drugiej partii politycznej. Bo rakowe komórki znajdują pożywienie po obu stronach ideologicznej barykady.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)