To że bomba walnęła niespodziewanie widać po reakcjach mediów jak i salonu24. Mało kto się spodziewał że Rada Polityczna PiS’u dostarczy wszystkim tematu do weekend’owych rozmów. A medialne i blogowe nicowanie na wszystkie strony decyzji Prezesa podanej przez błyskawicznie zebraną RP jest w pełnym toku.
„Opinia publiczna” jest raczej zgodna. Niezrozumiała decyzja, zamykanie się w twierdzy, przygotowanie na porażkę w samorządowych wyborach, oczyszczenie szeregów itd. itp. Nieliczni tonują nastroje wołając „spoko, spoko” nie wierząc w wariactwo Prezesa ale Jego obrońcy do grobowej deski replikują znaną metodą o bełkocie „zatroskanych przyjaciół” i „przestrogach głupców” oraz zbrodniach Tuska i Jego konsorcjum. Nic nowego pod słońcem. No może tylko brak komentarza o new’sie Pawła Lisickiego z Rzepy dziwiącego się przytomnie i na czasie ze tylu Polaków wierzy w wersję o zamachu w dniu 10 kwietnia oraz komentarz odkrywającej „prawdę” Kluzik-Rostkowskiej że Prezes „podpala Polskę w imię własnych ambicji politycznych”.
Dla nikogo nie ulega wątpliwości ze PiS jest partią wodzowską. Poznanie osobowości wodza i pobudek nim kierujących jest, być może, kluczem do zrozumienia meandrów pisowskiej polityki.
I dlatego warto się poważnie zastanowić nad aspektem wczorajszych wydarzeń rzadko dostrzeganym przez obserwatorów sceny politycznej. Delikatnym gdyż dotykającym sfery osobistej. Rozważającym psychologiczne przyczyny podejmowania takich a nie innych decyzji przez Jarosława Kaczyńskiego. Odwołującym się do Jego osobistych przeżyć i ich wpływu na wytyczne dla „swojej” partii. A szczególnie ostatni rok naznaczył tragicznym piętnem życiorys założyciela Prawa i Sprawiedliwości.
Polityk dla którego Jego partia jest wszystkim co posiada. Nie poznał uczuć związanych z domowym ogniskiem, uczuć małżeńskiej miłości, nie dyskutuje o codziennych problemach z żoną, nie przelewa swoich uczuć na potomków. Wraca do pustego domu w którym opiekuje się swoją schorowaną Matką. Poza nią miał Brata bliźniaka - związek uczuciowy niezmiernie silny przejawiający się w codziennym kontakcie. Jak podają biografowie rozumieli się bez słów.
„Stary kawaler” - kiedyś często używane określenie dla sytuacji Jarosława. Niespotykane obecnie gdyż życie przyzwyczaiło nas do singlów. Ale Jarosław jest człowiekiem starej daty i współczesność nie jest da niego pozytywnym doświadczeniem. Nie potrafił odegrać roli jaką sobie wyznaczył w polityce, nie zdobył sprzymierzeńców mogących mu ułatwić walkę o władzę a wrogów w politycznych rozgrywkach stworzył sobie jak mało kto. Uważany przez wielu za politycznego geniusza wypowiada w roku 2005 walkę wielu „elitom” w tym również dziennikarskiej. Konsekwencje nierozważnej wypowiedzi o całym medialnym światku będzie odczuwał przez następne lata.
Jest wychowankiem powojennego pokolenia wyrosłego w komunistycznym dwuświecie. Dom z patriotycznymi tradycjami ale jednak przystosowujący się do rzeczywistości w której pogodzenie się z systemem i jego akceptacja była czymś naturalnym. I w którym w rodzinnym domu a nie tylko w szkole lub na studiach pojawiło się nazwisko Lenina. Wydanie zbiorowe jego dziel dostał Jarosław od matki na urodziny. Nie było to częstym prezentem w polskich domach.
Katastrofa 10 kwietnia zburzyła Jego świat. Najważniejszy polityczny sojusznik będący jednocześnie najbliższą Mu osobą poniósł śmierć. Niespodziewanie. W miejscu naznaczonym już wcześniej polską krwią. Symbolika tej katastrofy musiała mieć dla niego olbrzymie znaczenie. I pragnienie kontynuacji swoich politycznych marzeń jak również zrobienie wszystkiego dla umieszczenia zmarłego Brata na Panteonie politycznych zasług było konsekwencją bolesnych przeżyć.
Przegranie wyborów z kandydatem PO, partii którą w swojej traumie uczynił odpowiedzialną za lotniczą katastrofę, było końcem marzeń. I oczywiście musieli znaleźć się odpowiedzialni i ponieść zasłużoną karę. Rozgoryczenie porażką dołączyło się do wszystkich, powstałych w ostatnim okresie, negatywnych uczuć.
Lider PiS’u jest wytrawnym politykiem. I wie że szanse na zrealizowanie ambicji na politycznej arenie zmniejszyły się prawie do zera. Jedynym atutem możliwym do wykorzystania są emocje, które można rozpalić. Uczucia zawodu, strachu, poniżenia, odwetu za doznane krzywdy, odsunięcia na bok w zmieniającej się rzeczywistości które łączą Jego wyborców. Racjonalne argumenty tracą wartość gdyż nie zawierają niewypowiedzianych uczuć których nie jest w stanie się pozbyć. Blokują możliwe kompromisy i uniemożliwiają porozumienie. Stają się przeszkodą.
Posłannictwo uświadomienia wyborcom „niedocenianych zasług” św.p. Lecha Kaczyńskiego jest również motywem zmuszającym lidera PiS’u do działania. Będzie to Jego misją gdyż wartości o które razem walczyli są wspólne. I docenienie prezydenckiej działalności Lecha jest jednocześnie potwierdzeniem rodzinnej wspólnoty.
Dla Jarosława Kaczyńskiego polityka zamieniła się w misję. A ta nie zna kompromisów. I kompromisów nie będzie wewnątrz własnego ugrupowania i w stosunku do „wrogów”. Będą tracili wszyscy. Jedynym pozytywnym rezultatem mogą być powiększające się szanse na powstanie nowego stronnictwa. Sytuacja na politycznej arenie powoli do tego dojrzewa.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)