Jarosław Kaczyński podejmując przed 1,5 rokiem decyzję o wysłaniu do Parlamentu Europejskiego „zasłużonych” członków swojej partii miał nadzieję na usunięcie z centrum uwagi kilku znanych nazwisk. Nie zdawał sobie jednak sprawy że powstanie ośrodek nabierający coraz większej wagi w rozdawaniu kart w Jego własnej partii. A nazwiska pisowców z Brukseli pojawiają się coraz częściej w mediach. I to nie ze względu na zasługi w europejskim parlamencie.
Dotknięty do żywego osobistymi docinkami Prezesa i wykluczony brukselskiego PiS’u Pan Migalski już od wyborów prezydenckich „uzdrawia” niewdzięczną partię. Zbigniew Ziobro, poseł do specjalnych poruczeń Prezesa, wykonuje Jego zadania w polskich mediach. Jacek Kurski udziela wywiadu inicjując warszawską kampanię o wykluczeniu niewdzięcznych posłanek. Nazwiska Kamińskiego, Bielana i Pawła Kowala pojawiają się coraz częściej w komentarzach o zwalczających się frakcjach i potencjalnych możliwościach odejścia grupy posłów po oczekiwanej przegranej w najbliższych wyborach.
Najwięcej emocji wywołuje umieszczający swoje komentarze w s24 pan Migalski. Głównie dlatego że „zdradził” a salonowa większość ma przecież serce po prawej stronie i nie może pogodzić się z otwartym krytykowaniem Prezesa. Ale nazywający siebie ornitologiem poseł nie bardzo przejmuje się krytyką i swoje robi. Jest to cecha politycznych graczy oczekujących swojej szansy, wytrwale propagujących jak najszerzej swoją obecność na scenie politycznej i mających głęboko … opinie wyrażane przez komentatorów. Nie oni przecież mają wpływ na wewnętrzno-partyjne rozgrywki.
Zbigniew Ziobro, który według brukselskich korespondentów nie radzi sobie nie tylko z nauką angielskiego ale również z aklimatyzacją w międzynarodowym towarzystwie, postanowił na „prośbę” swojego partyjnego szefa włączyć się do partyjnych rozgrywek. Nie pozwala o sobie zapomnieć manifestując swoje aspiracje do przejęcia, w dalszej nieokreślonej przyszłości, schedy po Jarosławie. Jest oczywiście pociągany za sznureczki ale swoją dotychczasową działalnością nie dorobił się innego traktowania. I nie należy oczekiwać aby był w stanie odgrywać inną rolę.
Jacek Kurski działa więcej na Pomorzu niż w europejskiej stolicy. Broni zaciekle swoich pozycji dzieląc pisowskie środowisko w swoim rodzinnym okręgu wyborczym. Zdaje sobie doskonale sprawę że bez zależnych od niego partyjnych struktur nie będzie mógł odgrywać większej roli w PiSie. A łaska pańska na pstrym koniu jeździ i zwraca większą uwagę na praktyczną siłę swoich poddanych możliwą do wykorzystania w odpowiednim dla siebie momencie.
Brukselskie „emigracja” może odgrywać w najbliższym czasie dużą rolę w pisowskich, wewnętrznych rozgrywkach. Pan Migalski przygotowuje grunt do stworzenia podwalin pod nowe stronnictwo. Potencjalnych, znaczących kandydatów zaczyna mu przybywać. Proces ten może zostać przyspieszony po najbliższych wyborach. W tej chwili brakuje temu ruchowi charyzmatycznej postaci, zdolnej skupić pod nowym sztandarem wielu niezadowolonych z posunięć Jarosława Kaczyńskiego prowadzących do politycznej izolacji PiS’u. Oddolne szeregi rosną i wydaje się że będą się tylko powiększały.
Jaką rolę będą odgrywali brukselscy posłowie? Polityczne vacuum rozszerzające się wokół PiS’u coraz bardziej zaprasza do wypełnienia tej niezagospodarowanej, politycznej przestrzeni. Czy będzie więcej panów Migalskich?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)