Minął ten dzień. Określany mianem dnia żałoby. Dla wielu był refleksją, modlitwą, skupieniem i ciszą. Zadumą nad śmiercią i co ona oznacza dla żyjących. Pozostawionych samym sobie w nieustannej w walce z życiem na drodze do wiecznego spotkania z tymi którzy już tych zmartwień nie mają. Zjednoczonych w niematerialnym bycie i uwolnionych od ziemskich emocji. Pozostały groby i wspomnienia.
Obchodziliśmy rocznicę śmierci wszystkich zmarłych z tragicznego lotu. Ale symbolem przebijającym się w obchodach był Prezydent RP jako symbol trzydziestoośmiomilionowego Narodu. Z Jego śmiercią katastrofa nabrała politycznego charakteru. I połączyła dwie sprawy tak od siebie odległe: życie i śmierć, przeszłość i teraźniejszość, ból, smutek i przemijanie z polityką, „brudną”, bezpardonową i nieliczącą się z niczym poza ziemskimi ambicjami i celami. Niestety nie Państwa i Jego wspólnoty żyjącej ze sobą pod wspólnym „dachem” lecz swoiście rozumianych interesów w których „śmierć” jest tylko etapem pośrednim służącą do osiągnięcia bardzo przyziemnych celów. Śmierć na usługi polityki.
Czołowy katolicki publicysta wypominający, w tym dniu, swojemu biskupowi milczenie i piszący o obojętności i wypominający pogardę siłom porządkowym, prawicowy dziennikarz używający posługujący się tą pogardą na swoim blogu w dniu żałoby, nowojorski publicysta wylewający swoją żółć i dostrzegający wilcze ślepia we mgle, ale na szczęście również reporter potrafiący zrozumieć: „Zdaję sobie sprawę, że jestem na mszy, że modlimy się o pokój. Starsza pani ma rację. Mam się czego wstydzić. Zrozumiałem, jak cienko pod skórą siedzi jakaś zapiekła złość. Złość, która może zniweczyć czar tego dnia, tego wieczora, tego myślenia. „
I przemówienia, przez cały dzień. I transparenty, okrzyki i pieśni. I wiadomo że cmentarz czy wawelska krypta nie byłaby odpowiednim miejscem na zebranie tłumów. Nie pozwoliłaby na prowadzenie bezpłatnej kampanii wyborczej i przekonywanie do swojego politycznego programu. Śmierć na usługach politycznych kalkulacji.
Gorzki smak w ustach. Smutne rozmyślania. Jak daleko zaszliśmy nie tyle w politycznej walce o ideały ale Po Prostu w szanowaniu swoich uczuć. Jak bardzo zatraciliśmy granice w rozumieniu podstawowych ludzkich wartości szacunku, zrozumienia, przeżywania uczuć w wymiarze prywatności, skoncentrowania się na katolickich wartościach, próby oderwania się od narzuconej przez media pogoni za sensacją i rozgraniczenia polityki od Krzyża i cmentarza. Cel uświęca środki a ich wykładnia jest rozciągliwa. Ponieważ cel zdefiniowany został jako prawy i sprawiedliwy to używane metody nie odgrywają większej roli. Nawet jeśli potępiamy je u innych.
Kampania wyborcza została zdefiniowana i rozpoczęta. „Śmierć” będzie tłumaczona na wiele sposobów. I będzie wykorzystywana aby zakreślić krzyżykiem właściwe miejsce na wyborczej kartce.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)