



Lubię początek wiosny. Zaczyna się w końcu marcu ale na dobre budzi przyrodę w kwietniu. Ten miesiąc, jako jedyny w roku anonsuje się żartem, znanym jako prima-aprilis. Prywatnie jest mi kwiecień bliski z racji moich urodzin, imienin i ślubu, wszystkim katolikom najpewniej z racji Wielkanocy.
Tegoroczna wiosna zaczęła się, nie tylko dla mnie, dość nieszczęśliwie. Pożegnałem bowiem aż troje bliskich mi osób.W piątek - 24 marca 2023 r. dr n. med. Marię Ilnicką - Mądry, w poniedziałek-3 kwietnia br. red. Jacka Błędowskiego a w wielki piątek -7 kwietnia dyr. Zenona Kadulę.
Z Marylką poznałem się przez żonę w latach 70-tych ubiegłego wieku. Obie panie przyjażniły się jeszcze na studiach i w tę przyjażń, poprzez problemy szkolne i wychowawcze dzieci oraz spotkania imieninowe, weszły stopniowo całe nasze rodziny. Sprzyjało bliskie sąsiedztwo w tej samej dzielnicy, na Pomorzanach, chociaż relacje rodzinne trwały jeszcze przez kilka lat po zmianie adresów zamieszkania.
Z poziomu kontaktów rodzinnych odnależliśmy się z Marylką na płaszczyżnie działań politycznych i samorządowych. Spotkaliśmy się mianowicie we wspólnym klubie radnych I kadencji sejmiku wojewódzkiego. Marylka, jako reprezentantka Unii Wolności, a ja AWS. Śladem wspólnej pracy w Komisji Zdrowia, której ona przewodniczyła, pozostaną dwie autorskie propozycje zatwierdzone w formie uchwał przez sejmik, nadal aktualne i ważne. Dotyczyły bowiem profilaktyki zdrowia poprzez systemowe rozwijanie zajęć sportowych oraz coroczne obowiązkowe, badania ortopedyczne dzieci wszystkich klas szkolnych. Od tego czasu drogi naszej publicznej działalności w sposób naturalny się rozeszły. Marylka podjęła się bowiem odpowiedzialnej funkcji dyrektora szpitala klinicznego PSK1 i doradcy ówczesnego Ministra Zdrowia B. Arłukowicza, a ja oddałem się działalności zawodowej i społecznej w ruchu Prawda-Rodzina-Ojczyzna /PRO/. Z konieczności dawne regularne kontakty rodzinne ograniczyły się do sporadycznych osobistych, najczęściej telefonicznych. Cieszyłem się jej powodzeniami menadżerskimi i awansem na wysokie stanowisko samorządowe - przewodniczącej sejmiku zachodniopomorskiego. Z tej to właśnie przyczyny jej pogrzeb miał charakter państwowy i uroczysty, z Eucharystią w Bazylice p/w św. Jakuba Apostoła, udziałem kilku księży,Prezydenta Szczecina, Marszałka Sejmiku i Wojewody, Marszałka Senatu RP, pocztów sztandarowych,licznych znajomych i przyjaciół. Oto, co na mnie, uczestniku celebry pogrzebowej, zrobiło największe wrażenie:
Po pierwsze - wspólny, zgodny udział i podobny ton przemówień wojewody, marszałka sejmiku i prezydenta miasta. Każdy z innej opcji politycznej a potrafili być razem, nawiązując słowem i zachowaniem do najlepszych wzorów osób publicznych.
Po drugie - wszyscy mówcy trafnie wspominali cechy charakteru i osiągnięcia zmarłej. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie wyjątkowo emocjonalne przemówienie obecnego dyrektora szpitala klinicznego PSK1 przy Unii Lubelskiej, następcy Marylki. To, że dorosły mężczyzna, lekarz i dyrektor z długim stażem, nie mógł o swojej poprzedniczce odczytywać tekstu inaczej, jak tylko przerywanym głosem, łkając po wielokroć głośno, świadczyło przede wszystkim o głębokim i szczerym żalu, serdecznym szacunku i wielkiej estymie dla osoby zmarłej - człowieka, lekarza i menadżera. Pozostanie w naszej pamięci, jako osoba urocza i dzielna. Łączyła i radowała ludzi za życia i nie zaprzestała ich inspirować ku dobru po śmierci. Jako przyjaciel i gorący zwolennik prymatu wspólnoty obywatelskiej nad podziałami politycznymi bardzo Ci Marylko dziękuję.
Znajomość z Jackiem zawdzięczam szczególnemu przypadkowi. Spotkaliśmy się w autokarze, podczas jednego z włoskich wojaży Filharmonii Szczecińskiej czasów dyr. Stefana Marczyka. Jacek, jako wysłannik lokalnej prasy szczecińskiej a ja, jako tłumacz języka włoskiego. Przez blisko miesiąc wspólnych, dość męczących podróży autobusem po Półwyspie Apenińskim, z krótkim dwudniowym odpoczynkiem na Ibizie, miałem okazję poznać bliżej Jacka. Uderzała w nim skromność, pracowitość, profesjonalizm i rozmowa z uroczym uśmiechem na twarzy. Póżniej spotykaliśmy się wielokrotnie na płaszczyżnie zawodowej i społecznej w Szczecinie. Ostatni raz kilka tygodni temu w Książnicy Pomorskiej na spotkaniu autorskim aktora i dyrektora Andrzeja Oryla. Rozważaliśmy wspólne spotkanie na korcie, jako że Jacek był pasjonatem tej dyscypliny, ale na próżno. Odszedł przedwcześnie odprowadzany przez najbliższych, kolegów z redakcji i z ruchu studenckiego, znajomych i przyjaciół. Niestety, osobiście żegnałem Jacka modlitwą w tramwaju linii 8 pechowo zatrzymanym na Placu Kościuszki przez kawalkadę traktorów strajkujących rolników...
Z kolei w wielki piątek 7 kwietnia br. odprowadziłem na cmentarz dyr. Zenona Kadulę, sąsiada z tej samej ulicy. Razem, vis a vis, budowaliśmy swoje domy w latach 80-tych ubiegłego wieku. Był znanym i wyjątkowo szanowanym dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Sportu i Rekreacji /WOSiR/ w Szczecinie. W pamięci swoich pracowników zapisał się dobrze, jako wymagający ale sprawiedliwy menager. Nie więc dziwnego, że jako jeden z nielicznych dyrektorów w Polsce, na usilne żądanie załogi, utrzymał swoją funkcję także po transformacji ustrojowej. Również, jako sąsiad był podziwiany i szanowany. Miał ciekawe hobby. Z pasją i perfekcją latami fotografował i dokumentował wnętrza wielu zachodniopomorskich kościołów. W ostatnich latach chorował, był operowany, poruszał się z trudem przy pomocy kul ale mimo kłopotu codziennie,raz albo i dwukrotnie, był widoczny na spacerze z pieskiem.
Sic transit vita...
W ciągu niespełna dwóch tygodni ubyło w Szczecinie troje nieprzeciętnych i zacnych obywateli Szczecina.
Ufam, że zgodnie z "wizją ożywienia" proroka Ezechiela powtarzaną w pierwszym czytaniu czwartej niedzieli Postu i za przyzwoleniem Pana znowu się wszyscy zobaczymy. Spoczywajcie w pokoju...
Wojciech Żebrowski

Autor:

Dr n. med. Wojciech Żebrowski
Uznany lekarz - ortopeda, chirurg.
Absolwent szczecińskiej Pomorskiej Akademii Medycznej. Uczeń prof.Tomasza Żuka - twórcy szczecińskiej szkoły ortopedycznej. Wiedzę i doświadczenie zawodowe uzupełniał w wiodących klinikach uniwersyteckich Bolonii, Padwy, Florencji i Bresci /stypendysta rządu włoskiego/.
Motto: ”Urbem, urbem, mi Rufe,cole et in ista luce vive! ".
Założyciel i aktywny członek Stowarzyszenia "Senat Obywateli Szczecina" - skrót:/S.O.S/ .
Od lat Autor, to spiritus movens działań w sferze upowszechniania wysokiej kultury, historii Polski i wszystkiego co służy dobru oraz podwyższeniu intelektualnej jakości egzystencji, w polskich dniach powszednich i świętach narodowych, przede wszystkim społeczności Szczecina.
******
Moje konto w Salonie24 z wielką radością udostępniam Osobom nietuzinkowym, które mają do przekazania w przestrzeni medialnej informacje o sprawach istotnych.
(lg)



Komentarze
Pokaż komentarze (1)