Ten tekst, w nieco innej formie, ale utrzymując główną jego ideę pisałem i publikowałem przed rokiem 2015, czyli w okresie smuty, przynajmniej w moim odczuciu, zapaści przemysłowej, upadku polskiego przemysłu stoczniowego, shippingu, i wszystkiego, pod każdem innem względem, co przynosiło dobro dla Kraju, pozostawało: polskość, to nienormalność i kamieni kupa... Degradacja dotknęła także środki masowego przekazu, brylował Wielki Brat, komercja i reklamy. Rzetelnej informacji totalny brak był. O sąsiadach nawet, o tym co się u nich dzieje:jak? kto? dlaczego? etc. Teraz szanuję efekty tzw. dobrej zmiany. Szacunek za dotrzymanie przez następców ówczesnych troglodytów na tzw. górze, wywiązanie się z obietnic wyborczych itd. Ale moje pytanie, poruszony przeze mnie problem Infoembargo, czyli albanizacja wiedzy o świecie dookoła, geograficznie bliskim, niestety pozostał. A jeżeli w telewizji państwowej się mówi, to tylko o sprawach noszących znamiona polityki. Zero ludzkich informacji o ludziach i jak się im żyje. Powtarzam więc: nie - Infoembargu, czyli albanizacji wiedzy o świecie ( przede wszystkim tym o przysłowiowy rzut beretem i dalej: Czechy, Węgry, Bułgaria, Słowacja. Piszę z uporem w zasadzie powtarzając to, co twierdziłem pięć, sześć lat temu.
Embargo, to w potocznym języku zakaz upowszechniania w mediach określonych informacji. Teraz, gdy świat stał się globalną wioską, istnieje wolność słowa i niezwykła łatwość przekazu danych - brak lub ograniczenie do minimum pogłębionych wiadomości o naszych sąsiadach jest niewytłumaczalne.
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, gdy w Albanii, państwie leżącym na południu Europy panowała wyjątkowo restrykcyjna forma komunizmu feudalnego, wprowadzono tam całkowitą izolację kraju. Przeciętny Albańczyk uprawiał w kołchozach zwykle tytoń, buraki cukrowe, oliwki, czy też warzywa i nie wiedział dosłownie nic, nie miał prawa i możliwości posiadania wiedzy o tym co dzieje się poza jego krajem. Szczególnie u sąsiadów. Za graniczną, szczelnie ufortyfikowaną miedzą...
Miał pracować, spać i nie dociekać. Dopiero kilka lat po śmierci komunistycznego dyktatora Hodży, od 1991 roku, stopniowo wprowadzano tam demokratyzację. Spragnieni wiedzy o życiu sąsiadów Albańczycy masowo wyjeżdżali do innych krajów, aby na własne oczy zobaczyć, że egzystuje się tam zupełnie inaczej niż u nich.
To tak, po prostu, dla przypomnienia skąd utarł się termin: "albanizacja" (informacji).
W telewizyjnych, ale także radiowych i prasowych serwisach dotyczących sytuacji międzynarodowej, panelach dyskusyjnych, korespondencjach zagranicznych - całkowicie wyrugowano lub zminimalizowano do okazjonalnych, dotyczących np. klęsk żywiołowych, wizyt dyplomatycznych (mało ich) i sensacyjnych migawek - wyczerpujące tematycznie, analitycznie i przedstawiające współczesny obraz społeczeństw i wszystkiego co z tym tematem jest związane - wieści o sąsiadach Polski. Co tam u nich nowego? Jakie zmiany przyniosła ich nowa wewnętrzna i zewnętrzna sytuacja polityczna w Europie?
O wydarzeniach kulturalnych w tych państwach ani słowa. Co myślą przeciętni obywatele - sąsiedzi o Polsce i Polakach? Gdzie do sąsiadów najlepiej się wybrać i co nam zaoferują? Jak się im żyje? Nie chodzi o sporadyczne, krótkie sondaże, ale o profesjonalne, wyczerpujące, cykliczne programy, korespondencje, audycje i artykuły.
Ktoś z niezrozumiałych względów odciął Polakom medialne łącza: wizję, fonię i słowo pisane pozwalające łączyć się nam z Czechami, Słowakami, Węgrami, Rumunią, Bułgarią, państwami byłej Jugosławi... Bliskimi i dalszymi w przestrzeni naszymi sąsiadami. My nie wiemy w takiej sytuacji o nich nic. Prawie nic. A to poważny błąd. Bardzo poważny. I kto za to odpowiada? Kto tworzy taką nieodpowiedzialną dziennikarską politykę antyinformacyjną? W tej ważnej i delikatnej sferze? Niestety, ten błąd w sztuce dziennikarskiej kole jak pineska wpięta w mapę w mapę sąsiadów Polski. Jaki jest powód, skoro ze strony techniczny TVP, Polskie Radio itd. są zasobne i wyposażone w extra środki przekazu etc.?
Ja, przyznaję, często nie wiem: kto jest nowym prezydentem Węgier, premierem Rumunii, co nowego w Złotej Pradze i w "Szpitalu na peryferiach"...Szukam z ust Węgrów, zwykłych mieszkańców tego kraju, że "Polak i Węgier, to dwa bratanki(...)...Czy w Złotych Piaskach piasek jest złoty, a w Warnie nadal stoi popiersie Władysława Warneńczyka? Jak rozbudowuje się Bukareszt i czy Rumunom żyje się dobrze? Pytań jest wiele, rozmaitych, prostych. Chcę bardzo dużo wiedzieć o sąsiadach. Bliskich i dalszych...Nie jako polityk. Jestem człowiekiem ciekawym świata obiektywnego w jego obrazie powszednim. Póki co nie jadę tam, gdzie wcześniej wspomniałem, więc tylko via media mogę otrzymać takie wieści. A ich jak wody na pustyni brakuje. Totalna "albanizacja".
Nie wiem, czy nasi sąsiedzi mają podobne problemy z zapomnieniem przez ich media masowe o Polsce? Wierzę, że nie. Bo kto jak kto, ale sąsiedzi powinni się dobrze znać i rozumieć. A rozumieją się tylko wtedy, gdy się znają. Na miłym poziomie społecznym.
Lech Galicki



Komentarze
Pokaż komentarze (1)