89 obserwujących
593 notki
1139k odsłon
6393 odsłony

Schyłek miesięcznic

Wykop Skomentuj401

       Coś w ostatniej chwili wypadło, autobus uciekł sprzed nosa -  i tak dalej i podobnie z drobnymi niepowodzeniami dnia codziennego. Na mszę w Archikatedrze dotarłam w ostatniej chwili. To znaczy wydawało mi się, że dotrę tam w ostatniej chwili, ze cztery minuty jeszcze były. Nie dotarłam jednak punktualnie, ponieważ zaraz przy przystanku „Uniwersytet” stał gęsty kordon policji i szczelnie odgradzał przejście w kierunku Placu Zamkowego. Nic nie pomogło, żadne prośby ani wyjaśnienia, że chodzi o mszę - panowie uprzejmie ale stanowczo kierowali wszystkich na tyły Krakowskiego i trzeba było lecieć dookoła.

       Lecę więc posłusznie dookoła co sił w nogach – kolejne uliczki również szczelnie odgrodzone kordonem policji, w różnych punktach stoją duże grupy policjantów i sporo wozów policyjnych. Wszystko z powodu tzw.”Obywateli RP”, których agresywne zadymy miałam okazję obserwować kilka miesięcy temu. Teraz agresja ogólna jeszcze wzrosła, są ataki na biura poselskie więc porządku i bezpieczeństwa trzeba pilnować, także bezpieczeństwa owych „Obywateli RP” (strach pomyśleć, jaki wrzask wywołałby Zachód i totalna, gdyby coś się stało). Słuszne wprawdzie ale nieprzyjemne to wszystko, wręcz odpychające. Dopiero od Trębackiej udaje się przejść na Krakowskie a i to ledwo, kordon robi się coraz ciaśniejszy. Jeszcze przepuszczają ale niechętnie, lepiej nie pytać tylko szybko przelecieć. Pan idący obok zapytał, czy może przejść i natychmiast było „a po co, a dokąd”. Zapewne słusznie i zgodnie z procedurami ale również niezbyt przyjemnie i również odpychająco.

       Na Krakowskim też pełno policji, po środku ulicy i dalej na Placu Zamkowym stoją barierki i kordony policjantów mające odgradzać uczestników Marszu Pamięci od agresorów. Znów koncepcja słuszna i znów nieprzyjemnie i odpychająco. Lecę dalej wzdłuż barierek a równolegle do mnie idzie facet, który bez przerwy coś psioczy. A to na Kaczyńskiego, a to na PiS. Robi to tak, żeby wciągnąć przypadkowych ludzi w wyrzekania. Jednym słowem wie, czego chce i na kogo kierować wściekłość.

- Gorzej niż za stanu wojennego! Jak za komuny (tu pada słowo niecenzuralne)! I to tylko po to, żeby taki ten … (tu używa znów słowa niecenzuralnego) Kaczyński mógł sobie przejść środkiem ulicy! I kto za to ma zapłacić!?

   Ludzie nie reagują, robią swoje i idą w swoją stronę. Potem zaczepia mnie i ględzi do mnie kilka razy ten sam tekst. W końcu wyjaśniam pajacowi, jak się mają sprawy.

- Proszę się zwrócić do „obywateli RP”, bo to przez nich to wszystko.

- Taaaak? To ja jestem obywatelem RP. A ty nie jesteś obywatelką RP! Jesteś komuch, bolszewik, Ruska! Czerwona! Zjeżdżaj do Moskwy, bo tam twoje miejsce! – Wykrzykuje i dorzuca jeszcze parę propozycji po rosyjsku.

       Dodatkowo postanawia pouczyć mnie o historii i bluzga, że „ten wasz Anders to Żyd i zdrajca a jego dezerterzy stworzyli Izrael”. Na wszelki wypadek mówię – czy to wariatowi czy „obywatelowi RP” - żeby się ode mnie odczepił. „Obywatel” na to donosi na mnie do policjantów z kordonu, że jestem wariatką i gadam sama do siebie. Policjanci nie reagują - ok., nie są od orzekania wariactwa a „gadanie do siebie” przestępstwem w końcu nie jest. Dla reporterskiej rzetelności podkreślam, że nie wiem, czy gość jest wariatem w rozumieniu medycyny czy „tylko” „obywatelem RP”. Widziałam, że na Placu Zamkowym przyłączył się do grupki „obywateli” i przyjaźnie się z nimi przywitał.

       Do Katedry nie można wejść – poustawiane jakieś zasłony a pomiędzy nimi kilku funkcjonariuszy przeprowadza kontrolę osobistą jak na lotniskach. Stoi kolejka, bo zbadanie wykrywaczem metalu nieco trwa, do tego kontrola torebek i tłumaczenie prawdziwemu mężczyźnie ze służb, że długi metalowy przedmiot to pędzelek do pudru a podłużna, metaliczna kasetka to puderniczka. I znów jak wyżej - wszystko zrozumiałe ale nieprzyjemne i odpychające. W końcu dostaję się do środka, porządnie spóźniona i już po czytaniu Ewangelii. W środku efekty tego co słuszne, nieprzyjemne i odpychające widoczne są gołym okiem – mało ludzi, dużo mniej niż na wcześniejszych miesięcznicach. Włączam się porządnie zdekoncentrowana w mszę ale natychmiast stwierdzam, że jest zupełnie inaczej niż jeszcze rok temu. Coś się skończyło, coś się zużyło, energia wyparowała.

       Marsz po mszy. Inaczej niż kiedyś – do Placu Zamkowego od Kanonii, przedtem przez wąskie podwórko na zapleczu Katedry. Jest jednak dużo więcej ludzi niż w kościele, najwyraźniej część uczestników przychodzi już tylko na Marsz. Antoni Macierewicz dostaje olbrzymie brawa, ludzie rozmawiają o ostatnich przepychankach politycznych ale nie komentują niczego złośliwie, nie pomstują i nie wyzywają na tych, którzy wg mediów mają być winni odsunięciu AM i PBS. To jakoś tam dobrze wróży - może emocje w końcu opadną. Marsz tym razem na spokojnie – zadymiarze są oddzieleni i znajdują się daleko i nie udaje im się zakłócić uroczystości. Jedynie na wysokości Kolumny Zygmunta stoi grupka kilkudziesięciu osób i pokazuje w kierunku Marszu białe róże, inni wywijają tęczowymi flagami. Nie drą się jednak, zapewne dostrzegli w końcu, że nikomu normalnemu nie podobają się bluzgi na „Zdrowaś Maryjo” ani wybuczanie „Ojcze Nasz”. Może zresztą modlitwy tylu ludzi wpłynęły dobrze i na agresorów, czego im z całego serca życzę.

Wykop Skomentuj401
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka