Blog
Leonarda B.
Leonarda Bukowska
Leonarda Bukowska Trochę piszę, trochę tlumaczę, trochę gram na pianinie, dużo pracuję.
83 obserwujących 577 notek 1075270 odsłon
Leonarda Bukowska, 12 stycznia 2018 r.

Schyłek miesięcznic

6393 401 2 A A A

       Coś w ostatniej chwili wypadło, autobus uciekł sprzed nosa -  i tak dalej i podobnie z drobnymi niepowodzeniami dnia codziennego. Na mszę w Archikatedrze dotarłam w ostatniej chwili. To znaczy wydawało mi się, że dotrę tam w ostatniej chwili, ze cztery minuty jeszcze były. Nie dotarłam jednak punktualnie, ponieważ zaraz przy przystanku „Uniwersytet” stał gęsty kordon policji i szczelnie odgradzał przejście w kierunku Placu Zamkowego. Nic nie pomogło, żadne prośby ani wyjaśnienia, że chodzi o mszę - panowie uprzejmie ale stanowczo kierowali wszystkich na tyły Krakowskiego i trzeba było lecieć dookoła.

       Lecę więc posłusznie dookoła co sił w nogach – kolejne uliczki również szczelnie odgrodzone kordonem policji, w różnych punktach stoją duże grupy policjantów i sporo wozów policyjnych. Wszystko z powodu tzw.”Obywateli RP”, których agresywne zadymy miałam okazję obserwować kilka miesięcy temu. Teraz agresja ogólna jeszcze wzrosła, są ataki na biura poselskie więc porządku i bezpieczeństwa trzeba pilnować, także bezpieczeństwa owych „Obywateli RP” (strach pomyśleć, jaki wrzask wywołałby Zachód i totalna, gdyby coś się stało). Słuszne wprawdzie ale nieprzyjemne to wszystko, wręcz odpychające. Dopiero od Trębackiej udaje się przejść na Krakowskie a i to ledwo, kordon robi się coraz ciaśniejszy. Jeszcze przepuszczają ale niechętnie, lepiej nie pytać tylko szybko przelecieć. Pan idący obok zapytał, czy może przejść i natychmiast było „a po co, a dokąd”. Zapewne słusznie i zgodnie z procedurami ale również niezbyt przyjemnie i również odpychająco.

       Na Krakowskim też pełno policji, po środku ulicy i dalej na Placu Zamkowym stoją barierki i kordony policjantów mające odgradzać uczestników Marszu Pamięci od agresorów. Znów koncepcja słuszna i znów nieprzyjemnie i odpychająco. Lecę dalej wzdłuż barierek a równolegle do mnie idzie facet, który bez przerwy coś psioczy. A to na Kaczyńskiego, a to na PiS. Robi to tak, żeby wciągnąć przypadkowych ludzi w wyrzekania. Jednym słowem wie, czego chce i na kogo kierować wściekłość.

- Gorzej niż za stanu wojennego! Jak za komuny (tu pada słowo niecenzuralne)! I to tylko po to, żeby taki ten … (tu używa znów słowa niecenzuralnego) Kaczyński mógł sobie przejść środkiem ulicy! I kto za to ma zapłacić!?

   Ludzie nie reagują, robią swoje i idą w swoją stronę. Potem zaczepia mnie i ględzi do mnie kilka razy ten sam tekst. W końcu wyjaśniam pajacowi, jak się mają sprawy.

- Proszę się zwrócić do „obywateli RP”, bo to przez nich to wszystko.

- Taaaak? To ja jestem obywatelem RP. A ty nie jesteś obywatelką RP! Jesteś komuch, bolszewik, Ruska! Czerwona! Zjeżdżaj do Moskwy, bo tam twoje miejsce! – Wykrzykuje i dorzuca jeszcze parę propozycji po rosyjsku.

       Dodatkowo postanawia pouczyć mnie o historii i bluzga, że „ten wasz Anders to Żyd i zdrajca a jego dezerterzy stworzyli Izrael”. Na wszelki wypadek mówię – czy to wariatowi czy „obywatelowi RP” - żeby się ode mnie odczepił. „Obywatel” na to donosi na mnie do policjantów z kordonu, że jestem wariatką i gadam sama do siebie. Policjanci nie reagują - ok., nie są od orzekania wariactwa a „gadanie do siebie” przestępstwem w końcu nie jest. Dla reporterskiej rzetelności podkreślam, że nie wiem, czy gość jest wariatem w rozumieniu medycyny czy „tylko” „obywatelem RP”. Widziałam, że na Placu Zamkowym przyłączył się do grupki „obywateli” i przyjaźnie się z nimi przywitał.

       Do Katedry nie można wejść – poustawiane jakieś zasłony a pomiędzy nimi kilku funkcjonariuszy przeprowadza kontrolę osobistą jak na lotniskach. Stoi kolejka, bo zbadanie wykrywaczem metalu nieco trwa, do tego kontrola torebek i tłumaczenie prawdziwemu mężczyźnie ze służb, że długi metalowy przedmiot to pędzelek do pudru a podłużna, metaliczna kasetka to puderniczka. I znów jak wyżej - wszystko zrozumiałe ale nieprzyjemne i odpychające. W końcu dostaję się do środka, porządnie spóźniona i już po czytaniu Ewangelii. W środku efekty tego co słuszne, nieprzyjemne i odpychające widoczne są gołym okiem – mało ludzi, dużo mniej niż na wcześniejszych miesięcznicach. Włączam się porządnie zdekoncentrowana w mszę ale natychmiast stwierdzam, że jest zupełnie inaczej niż jeszcze rok temu. Coś się skończyło, coś się zużyło, energia wyparowała.

       Marsz po mszy. Inaczej niż kiedyś – do Placu Zamkowego od Kanonii, przedtem przez wąskie podwórko na zapleczu Katedry. Jest jednak dużo więcej ludzi niż w kościele, najwyraźniej część uczestników przychodzi już tylko na Marsz. Antoni Macierewicz dostaje olbrzymie brawa, ludzie rozmawiają o ostatnich przepychankach politycznych ale nie komentują niczego złośliwie, nie pomstują i nie wyzywają na tych, którzy wg mediów mają być winni odsunięciu AM i PBS. To jakoś tam dobrze wróży - może emocje w końcu opadną. Marsz tym razem na spokojnie – zadymiarze są oddzieleni i znajdują się daleko i nie udaje im się zakłócić uroczystości. Jedynie na wysokości Kolumny Zygmunta stoi grupka kilkudziesięciu osób i pokazuje w kierunku Marszu białe róże, inni wywijają tęczowymi flagami. Nie drą się jednak, zapewne dostrzegli w końcu, że nikomu normalnemu nie podobają się bluzgi na „Zdrowaś Maryjo” ani wybuczanie „Ojcze Nasz”. Może zresztą modlitwy tylu ludzi wpłynęły dobrze i na agresorów, czego im z całego serca życzę.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Obserwuję z dużym niepokojem i opisuję Polskę posmoleńską. Poza tym zdarza mi się czasami opisywać inne sprawy.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • W programie TVP na weekend nie ma Rancza - to chyba też z powodu ciszy wyborczej. Jasne,...
  • Dobry sposób na ciszę wyborczą ale to chyba faktycznie bardzo męskie danie. Nie próbowałam...
  • Ale numer - właśnie przejeżdżałam tamtędy w porze polowania na tego pytona, czyli dlatego...

Tematy w dziale Polityka