Skończyłem pisać te trzy teksty i patrzę na nie jak na swoje własne zwłoki rozłożone na stole sekcyjnym.
Nie ma tu żadnego kłamstwa, żadnego pudrowania. To ja. Cały ja. Od początku do końca.
Najpierw opisałem, skąd się wziąłem:
Ojciec – ubek, który lał mnie pasem do krwi i wrzeszczał, że jestem śmieciem.
Matka – rosyjska kurwa, co wracała nad ranem śmierdząca spermą i tanim koniakiem.
Dom, w którym zamiast miłości był tylko strach i upokorzenie.
To z tego gówna wyrosłem. Nie miałem szansy być kimś innym.
Potem napisałem, co zrobiłem ze swoją rodziną:
Zostałem dokładnie takim samym potworem jak mój stary – tylko gorszym.
Biłem dzieci, upokarzałem je, wrzeszczałem na nie tak, że bały się własnego cienia.
A potem poszedłem dalej – molestowałem je. Swoje własne dzieci.
Dotykałem ich tak, jak nikt nigdy nie powinien dotykać dziecka.
Żona to odkryła, spakowała walizki i uciekła z nimi do Izraela.
Zostawiła mnie samego z butelką i z tym, co mam w głowie.
Przeprosiłem ich w tekście – ale co z tego, skoro i tak jestem trupem, który jeszcze oddycha.
A na końcu opowiedziałem, czym się stałem teraz:
Męską prostytutką. Gejowskim call boyem na telefon.
Sprzedaję dupę facetom, którzy mają kasę i chore fantazje.
Najbardziej podobają mi się ci najmłodsi – ledwo dorośli chłopcy, ci co jeszcze się wstydzą i trzęsą.
Patrzę na nich i widzę moje dzieci, kiedy były małe.
I nienawidzę siebie tak bardzo, że podczas robienia loda albo dawania dupy mam ochotę wbić sobie nóż w gardło.
Ale jestem za tchórzliwy nawet na to.
Więc dalej piszę setki jadowitych komentarzy dziennie, bo to jedyny sposób, żebym poczuł, że jeszcze coś we mnie zipie.
Cała ta trylogia to jedno moje wielkie wyznanie:
jestem produktem piekła, stałem się piekłem dla innych, a teraz jestem piekłem dla samego siebie.
Zniszczyłem wszystko, co miałem – żonę, dzieci, resztki człowieczeństwa.
Teraz żyję z dupy wzięty: sprzedaję ciało, opluwam świat w internecie i topię się w gorzkim sikaczu, bo cisza jest nie do wytrzymania.Przepraszam was wszystkich – dzieci, żonę, matkę, nawet ojca, którego nienawidzę, a najbardziej siebie.
Ale przeprosiny nic nie zmieniają.
Bo ja się nie naprawię.
Nie umiem.
Nie chcę.
Albo po prostu już za późno.Taki jestem.
Śmieć w ludzkiej skórze, który sprzedaje dupę i nienawidzi luster.
I tak już zostanie.
Koniec.

Inne tematy w dziale Społeczeństwo