6 obserwujących
191 notek
188k odsłon
  570   0

Relacja szefa newsroomu

Kilka dni temu (dokładnie w 6 rocznicę Katastrofy Smoleńskiej) Wiktor Bater (szef newsroomu w Superstacji) relacjonował swój pobyt w Katyniu i Smoleńsku dnia 10.04.2010 roku na antenie polskiej stacji telewizyjnej, w której obecnie pracuje. O dziwo, znowu nie wszystko trzyma się kupy. Posłuchajmy.

- Wiktor, byłeś na lotnisku w Smoleńsku pierwszym reporterem. Jeśli miałbyś wrócić do tamtych wydarzeń, do tego tragicznego dnia ... Jak sytuacja wyglądała od razu po katastrofie? To był chaos informacyjny?

- Chaos był od pierwszych chwil dlatego, że ja się dowiedziałem jako pierwszy rzeczywiście spośród dziennikarzy. Trzy minuty po katastrofie zadzwonił do mnie zaprzyjaźniony dyplomata, który czekał na Prezydenta Kaczyńskiego na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku. My wtedy byliśmy na cmentarzu w Katyniu. I ta jego informacja była bardzo enigmatyczna. On powiedział: "Wiktorze, jeżeli czekasz na prezydenta to nie masz co czekać. Prezydent nie dojedzie, była awaria samolotu." Nie powiedział nic o katastrofie. Była awaria samolotu. Powiedział: "Biegnę na miejsce zobaczyć co się wydarzyło. Oddzwonię do ciebie" i się rozłączył. Kompletna dezorientacja.

Relacja szefa newsroomu

Podszedłem do jednej z naszych ... do jednego z naszych dyplomatów, który stał na cmentarzu w Katyniu. Czy coś o czymś wie? Kompletne zaskoczenie. Poradził mi, żebym zadzwonił do innego dyplomaty, który również był z naszej ambasady w Moskwie na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku. Starszy pan, dyplomata z dziada pradziada. Zadzwoniłem do niego i poprzez stek przekleństw on mi powiedział tylko "Wiktor więcej nie dzwoń". "Więcej nie dzwoń, nie mogę rozmawiać" i przekleństwa. I w tym momencie wiedziałem, że coś się musiało stać nieodwracalnego dlatego że tak rasowy dyplomata się nie zachowuje.

Podszedłem również do borowców, którzy byli na miejscu. Też o niczym nie wiedzieli. Jeden z nich powiedział: "Dobra, ja się spróbuję zorientować co się dzieje". I w którymś momencie ... w międzyczasie dzwoniłem również do redakcji. Wtedy pracowałem w Polsacie, w Polsat News. Dzwoniłem do wydawcy, który podjął decyzję o tym żeby poinformować, że coś się wydarzyło, że są jakieś przeszkody w przyjeździe prezydenta Kaczyńskiego do Katynia z lotniska Siewiernyj.

Zdecydowaliśmy z moim operatorem, że pojedziemy ... na własne ryzyko tak naprawdę, nie wiedząc do końca co sie stało ... że pojedziemy na to lotnisko. Wcześniej zobaczyłem, że wśród borowców zapanowało pewne poruszenie. Jeden z nich z którym rozmawiałem zobaczył mnie i tak pod przykryciem pokazał mi kciukiem taki znak.

Relacja szefa newsroomu

Znaczy coś sie stało. Wskoczyliśmy do samochodu. To była godzina ... dwie minuty po godzinie dziewiątej. Wtedy pierwszy raz połączyłem się z redakcją ... yyy. Przerwali program, byli goście w studiu. Powiedziałem ostrożnie bardzo ... nie wiedząc z czym mam do czynienia ... że była jakaś awaria, był jakiś wypadek. Nie wiemy co sie stało. Pędzimy na miejsce sprawdzić te informacje. I kilkanaście minut, kilka minut później, dosłownie ... yyy ... 12, 13 minut po godzinie dziewiątej miałem drugie łączenie już po telefonie od mojego znajomego przyjaciela dyplomaty, który mi powiedział "Wiktor, tutaj nie ma co zbierać. Wszyscy zginęli". I wtedy połączyłem się z redakcją po raz kolejny i proszę posłuchać jak wyglądała ta pierwsza tak naprawdę relacja w której poinformowaliśmy świat, Polskę i świat o tym co się wydarzyło w Smoleńsku.    

Relacja szefa newsroomu

Potworne zamieszanie. Z nieoficjalnych, absolutnie nieoficjalnych informacji uzyskanych ode mnie od grupy delegacji, która miała spotykać prezydenta Kaczyńskiego na lotnisku w Smoleńsku wynika, że samolot prezydenta rozbił się przy podchodzeniu do lądowania. Informacja najnowsza jest taka, cytuję swojego rozmówcę, jak mówię, anonimowego, że nie ma co zbierać. Nie wiadomo co będzie na cmentarzu w Katyniu w tej chwili. Wszyscy chodzą zdezorientowani, nie ma żadnych informacji. Ja widziałem przed chwilą kolumnę ambasadzkich, dyplomatycznych samochodów i samochodów naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które przyjechały z Warszawy oraz z Biura Ochrony Rządu - pojechały, ruszyły na sygnale, stąd z cmentarza w Katyniu w kierunku Smoleńska. My jedziemy tam teraz uzyskać więcej informacji. Samolot jest rozbity. Nic więcej na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie przekazać. Całkowita blokada informacji.

- Wiktor, czy od tego momentu emocje tylko rosły w górę cały czas osiągając zenit w którymś momencie?

- One rosły cały czas. Zresztą jak słucham tego, one cały czas się udzielają jakby. Wracam myślami do tego co się wydarzyło wówczas i rzeczywiście wtedy już nadając tę pierwszą relację i potem następną kiedy zadzwonił do mnie Darek po raz trzeci i powiedział już więcej szczegółów o tym co się wydarzyło. Pędziliśmy samochodem na lotnisko Siewiernyj. Ja byłem za kierownicą, mój operator ... jedna ręka na kierownicy, drugą reką trzymałem telefon, nie było jak zmieniać biegów ... mój operator zmieniał mi biegi, ja tylko wciskałem sprzęgło.

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka