Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
487 obserwujących
703 notki
3999k odsłon
  6500   41

Kto chce nas wepchnąć do wojny. Klasyfikacja

Jakie kategorie ludzi namawiają, żeby NATO, a tym samym Polska, czynnie włączyła się do walk na Ukrainie

Od kilku dni modne jest zagrzewać NATO do włączenia się bezpośrednio w wojnę na Ukrainie. To włączenie się, choćby poprzez ustanowienie strefy zakazu lotów, oznaczałoby, że Polska staje się dla Rosji oczywistym obiektem odwetowego ataku. I bardzo bym się zdziwił, gdyby taki nie został dokonany. Być może – jeśli łańcuch dowodzenia zdecydowałby się posłuchać Putina – z powodu szczupłości sił konwencjonalnych i ich zajęcia w innych miejscach, ten odwet zostałby przeprowadzony taktycznymi siłami jądrowymi.

Staram się studzić gorące głowy i przypominać, że choć interesy Ukrainy i Polski w znacznej mierze się pokrywają, ale jednak nie są tożsame. Przede wszystkim zaś włączenie się NATO bezpośrednio w działania wojenne napotkałoby mnóstwo problemów, od decyzji politycznej, poprzez dyslokację wojsk, po gotowość naszej własnej armii do obrony naszego terytorium. Nie bez powodu powstała Ustawa o obronie ojczyzny. Przecież główną motywacją jej stworzenie – abstrahując od zarzutów, jakie jej można postawić – jest przekonanie, że Polska nie jest gotowa do obrony i na przygotowanie się potrzebujemy lat, nie dni czy tygodni. Jest też aspekt czysto prawny: Traktat Północnoatlantycki jest napisany w duchu całkowicie defensywnym i nie zmienia tego fakt, że w przeszłości NATO kilkakrotnie podejmowało działania wykraczające poza tę doktrynę ściśle rozumianą. Za każdym razem była to jednak trudna i odrębna decyzja.

Czytając, jak kolejne anonimowe (a czasem nieanonimowe) konta na Twitterze wyzywają mnie od ruskich agentów, zacząłem się zastanawiać, jakie są motywacje tych, którzy próbują w mediach społecznościowych (a czasem w mediach klasycznych) zagrzewać Sojusz do podjęcia bezpośredniej walki z Rosjanami, choćby poprzez strefę zakazu lotów. Kto to zatem jest?

Po pierwsze – Wołodymyr Zełeński i rząd Ukrainy. To zrozumiałe i całkowicie oczywiste. Ukraiński rząd chciałby jak najgłębszego wciągnięcia Zachodu do wojny, co może mieć związek z rosnącymi trudnościami, jakie prawdopodobnie napotykają obrońcy. Ukraińskie Ministerstwo Obrony przestało podawać szczegółowe informacje o sytuacji na froncie. Zdaniem analityków Ośrodka Studiów Wschodnich przyczyną jest najprawdopodobniej właśnie brak dobrych informacji. To, co widzimy w mediach społecznościowych, aczkolwiek w swojej dziedzinie mistrzowskie, jest jednak także rodzajem manipulacji. W szlachetnym celu, ale jednak. Nie daje obrazu całości. To tylko wycinki, mające za zadanie podnieść własne morale, a pognębić przeciwnika.

Po drugie – Bartosz Kramek. Tak, to nie pomyłka. Ten właśnie Bartosz Kramek był uprzejmy skomentować jeden z moich wpisów stwierdzeniem, że to postawa tchórzliwa i niezasługująca na szacunek. To już powinno niektórym dać do myślenia.

Po trzecie – trolle. Trollujących kont jest teraz mnóstwo, a ich zadaniem jest kształtowanie emocji i przekazu. Jakaś część tych, którzy zachęcają do wzięcia czynnego udziału w wojnie to ewidentnie konta trolli. Pytanie tylko, czyich. Pierwsza odpowiedź, jaka przychodzi do głowy, to że są to konta Ukrainy. Wkrótce po ataku na elektrownię jądrową Zaporoże, który w niczym jej nie zagroził, na Twitterze pojawił się powielany wielokrotnie z różnych fikcyjnych kont pisany po angielsku apel o pilne stworzenie strefy zakazu lotów z powodu zagrożenia katastrofą jądrową.

Mam jednak wątpliwości, czy jedynie Ukrainie zależy na tworzeniu tego typu nastrojów. Rosja również może mieć interes w chwianiu emocjami i napuszczaniu na siebie różnych frakcji wśród Polaków.

Po czwarte – internetowi gieroje. Kategoria ludzi, którzy lubią poczuć się moralnie lepsi od innych, powtarzając w internecie frazesy. To samo można było obserwować w czasie epidemii, gdy co chwila można było przeczytać, że „życie jest najważniejsze”, a przeliczanie go na złotówki jest haniebne. Te osoby nie mają najmniejszej świadomości, do czego namawiają. Siedzą przed klawiaturą i tak też wyobrażają sobie ewentualny konflikt. Że oni sobie nadal będą przed tą klawiaturą bezpiecznie siedzieć, a gdzieś tam dzielni natowscy chłopcy z Amerykanami na czele dadzą Ruskom łupnia. I będzie można wtedy wyjść na ulicę i wiwatować.

Ta kategoria ludzi zawsze wykorzysta okazję, żeby stworzyć u siebie poczucie moralnej wyższości, ale nie poprzez działania, ale słowa.

Po piąte – ludzie o nikłej wiedzy i świadomości. Takich zaś jest mnóstwo. Nie wiedzą, jakie są obecnie zdolności obronne Polski. Nie wiedzą, jak wygląda proces decyzyjny w NATO. Nie czytali Traktatu Północnoatlantyckiego. Nie wiedzą, ile trwa przemieszczanie wojsk w celu ataku lub przygotowania się do obrony (choć widzieli to dopiero co na rosyjskim przykładzie). Nie ogarniają wyobraźnią, jakie są konsekwencje społeczne i gospodarcze dla kraju, biorącego udział w wojnie. Nie umieją na przykład wziąć problemów, jakie nasze dzieci miały z nauką z powodu epidemii i pomnożyć je razy dziesięć – bo tak to by mniej więcej wyglądało w razie wojny. Obrazki zbombardowanych miast ukraińskich, wbrew ich własnym deklaracjom, są dla nich właśnie tylko obrazkami w telewizji. Nie potrafią sobie ich nałożyć na centrum swojego miasta, własną ulicę, własny dom. Nie umieją wyobrazić sobie, że rakieta trafia w samochód, którym jedzie ich własna rodzina. Mówiąc delikatnie – są ludźmi o małej wyobraźni, umiejącymi tylko powtarzać ładnie brzmiące frazesy. Mówiąc dosadniej – są idiotami.

Po szóste – tłuste koty obecnej władzy, które pierwsze będą gnać „na Zaleszczyki”. Siedzą w sprzyjających rządowi albo państwowych redakcjach, z których w razie czego przemieszczą się w bezpieczne miejsce, skąd w kamizelce kuloodpornej i hełmie, dla efektu, bo nie z powodu realnego zagrożenia, będą nadawać łzawe relacje o uciekających z Polski uchodźcach. Inni wsiądą szybciutko w helikoptery lądujące na dachach siedzib spółek skarbu państwa, którymi kierują, żeby prysnąć w bezpieczne miejsce. Ci z kręgów władzy mają już zagwarantowane miejsca w ewakuacyjnych samolotach i znajdą tymczasową siedzibę gdzieś odpowiednio daleko. Im się krzywda nie stanie, więc mogą sobie pokrzykiwać.

Po siódme – fanatycy. Ostatnia kategoria. Może niezbyt liczna, ale prawdziwa. To ludzie tak szczerze nienawidzący Rosji, że ta nienawiść przysłania im dbałość o własnego państwo i własnych obywateli. Najważniejsze jest, żeby sprać Ruska, a że kosztem zniszczonego życia milionów Polaków, to już mniej istotne.

Wszystko to nie znaczy, że nie mamy pomagać Ukrainie. Nie tylko mamy, ale musimy, bo – wbrew temu, co niektórzy piszą – to jest również nasza wojna, a Rosja jest również naszym przeciwnikiem. Ale to nie oznacza, że możemy przestać myśleć, kalkulować i pamiętać, co jest dla nas najważniejsze. A najważniejsza jest Polska i Polacy. Trochę wstyd, że trzeba o tym przypominać rozgorączkowanym głowom, ale takie mamy czasy.


Lubię to! Skomentuj105 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka