Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
2124
BLOG

Za zamachem na Fica nikt nie musiał stać

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Świat Obserwuj temat Obserwuj notkę 71
Pięć minut po próbie zabójstwa słowackiego premiera rodzimi łowcy onuc przykleili zamachowca, Juraja Cintulę, do Rosjan, rozpowszechniając fałszywe informacje na jego temat. Najwięcej wskazuje na to, że Cintula działał sam, pod wpływem frustracji i chwiejnych przekonań.

Nietrudno było już pięć minut po fakcie przewidzieć, jak zostanie w Polsce przedstawiony zamach na premiera Słowacji. Można było się zakładać, że spora część komentariatu oraz tak zwanych osintowców w ciągu godziny nabierze pewności, że stoją za nim Rosjanie. Ta wersja zaczęła się błyskawicznie rozpowszechniać w środowisku „Gazety Polskiej” czy Telewizji Republika oraz pośród etatowych tropicieli „ruskich onuc”.

Wkrótce początkowe słowa o „powiązaniach” zamachowca, Juraja Cintuli, z „prorosyjską organizacją” zmieniły się już w jawne kłamstwa. W Republice pan Paweł Jabłoński, który jeszcze jako wiceminister spraw zagranicznych rzucał na wszystkie strony oskarżeniami o onucyzm, oznajmił, że Cintula był „członkiem prorosyjskiej organizacji”. Było to zwykłe i ordynarne kłamstwo albo przejaw skrajnego lenistwa umysłowego, polegającego na powtarzaniu niesprawdzonych wieści i wzmacnianiu ich wydźwięku. Tak, żeby pasowało do tezy.

Nieco mniej intensywne – ale znacznie bardziej logiczne – były próby podpinania Cintuli pod drugą stronę politycznego sporu, czyli pod frakcję liberalną, proeuropejską i proukraińską. Te odbywały się i odbywają przede wszystkim na samej Słowacji.

W Polsce natomiast główny nurt ma zasadniczy problem. Robert Fico, lider partii Smer, która wygrała przedterminowe wybory w ubiegłym roku, należy do frakcji niepoprawnych politycznie liderów, którzy zdobyli popularność za sprawą niepodpisywania się pod głównym nurtem europejskiej polityki. Dotyczy to polityki covidowej (Fico w okresie pandemii nie był premierem, a jego partia znajdowała się w opozycji), kwestii integracji europejskiej – choć tu stanowisko Smeru nie jest tak wyraziste jak Fideszu – a przede wszystkim kwestii wojny na Ukrainie. W tej ostatniej sprawie Fico blisko było do Viktora Orbána, a bardzo daleko do obsesyjnie proukraińskich PiS i Koalicji Obywatelskiej.

Wydawałoby się, że nie da się zatem przykleić Rosjanom próby zabójstwa polityka, który wobec Ukrainy zajmował stanowisko pełne rezerwy. Jednak dla ludzi takich jak Tomasz Sakiewicz, Stanisław Żaryn czy Paweł Jabłoński nie ma rzeczy niemożliwych, gdy chodzi o dowodzenie wszechobecności rosyjskich wpływów. Przy tym osoby te wydają się kompletnie ślepe na fakt, że w ten sposób robią ze sprawy, której pozornie są zwolennikami, kabaret. Mówiąc w uproszczeniu – ludzie ci zajęli się dowodzeniem, że Rosjanie spróbowali zaaranżować zabójstwo polityka, którego ci sami ludzie określają jako „prorosyjskiego”.

Patrząc na próbę zabójstwa pana premiera Ficy na spokojnie, chłodno i z dystansu, ale jednocześnie sięgając do słowackich źródeł, możemy kilka rzeczy ustalić, a kilka założyć.

Gdy idzie o samą motywację zamachowca, możliwości są ogólnie rzecz biorąc trzy.

Pierwsza – że mamy do czynienia z osobą poważnie zaburzoną psychicznie i niezdolną do oceny swoich działań. To raczej można jednak na podstawie dostępnych informacji odrzucić.

Druga – że mamy do czynienia z człowiekiem zdrowym psychicznie, ale wewnętrznie niestabilnym, sfrustrowanym, miotającym się, podatnym na zewnętrzne wpływy. Byłby to zatem przypadek przypominający zabójców Marka Rosiaka i Pawła Adamowicza. W takiej sytuacji nie można również wykluczyć, że zamachowiec został przez kogoś celowo zmanipulowany. Ten wariant wydaje się dzisiaj najprawdopodobniejszy.

Trzecia – że mamy do czynienia z agentem, który działał na zlecenie zewnętrznych sił.

Co wiadomo (na podstawie słowackich źródeł) o panu Cintuli?

Minister spraw wewnętrznych Słowacji, Matúš Šutaj Eštok, zdecydowanie zaprzeczył, jakoby pan Cintula był członkiem jakiejkolwiek radykalnej grupy – czy prawicowej, czy lewicowej. Mit o jego przynależności do „prorosyjskiej organizacji” wziął się ze „śledztwa” węgierskiego dziennikarza opozycyjnego – a więc niechętnego polityce Orbána i jego naśladowców – który w mediach społecznościowych pana Cintuli odnalazł zdjęcia zamachowca z członkami organizacji Słowaccy Bracia, oskarżanej o prorosyjskość. Zdjęcia pochodzą jednak sprzed ośmiu lat, a dokładnie z roku, gdy pan Cintula, pracując jako ochroniarz w centrum handlowym, padł ofiarą ataku agresywnego narkomana. Nie można wykluczyć, że to miało wpływ na jego poglądy i zachowanie w tamtym czasie oraz obecnie. Organizacja zaś dwa lata temu ogłosiła zakończenie działalności. Nic nie wiadomo – wbrew enuncjacjom pana Żaryna, który poświęcił tej sprawie długaśny wątek na portalu X – aby pan Cintula był w jakikolwiek bliższy sposób związany ze Słowackimi Braćmi poza tym, że kilka razy stanął obok nich na demonstracjach.

Pan Cintula posiadał broń legalnie od 30 lat. Nie znam procedury przyznawania pozwoleń na broń, jakie funkcjonują na Słowacji, ale natknąłem się na informację (nie udało mi się tego zweryfikować), że w czasach komunizmu pan Cintula był związany ze słowacką służbą bezpieczeństwa. To mogłoby wyjaśniać, skąd u niego pozwolenie na broń. Przez długi czas w Polsce trwała podobna sytuacja: byli funkcjonariusze służb byli forowani przez policję przy uzyskiwaniu pozwoleń na broń palną do ochrony osobistej.

Juraj Cintula przyczepiał się do różnych środowisk politycznych. W 2018 r. próbował nawet tworzyć partię Ruch Przeciwko Przemocy (Hnutí proti násilí). Zainspirowało go tragiczne zdarzenie z tego roku z Bratysławy, gdy Słowak na ulicy kopnął w głowę Filipińczyka, a ten ostatni wskutek tego poniósł śmierć. Fakt, że ostatecznie uciekł się do jej ekstremalnej formy wobec szefa rządu własnego państwa pokazuje, do jakiego stopnia był niestabilny.

Od 2005 r. był członkiem lokalnego literackiego klubu pisarzy z Levic „Tęcza” (Dúha), nie zaś – jak znów bezmyślnie powtarzają polskie media – ogólnosłowackiego związku pisarzy. Pojawiały się informacje, że flirtował z liberalną i lewicową opozycją, czyli partią Postępowa Słowacja (Progresívne Slovensko) Michala Šimečki, jednak sam Šimečka zaprzecza, jakoby pan Cintula miał z jego organizacją jakieś związki. Możliwe, że była to chwilowa fascynacja – tak jak było ze Słowackimi Braćmi. Inną ciekawostką jest film, na którym pan Cintula ma być widziany w trakcie antyrządowej demonstracji, podczas której wykrzykuje proukraińskie hasła. Jego uczestnictwo w takim zgromadzeniu uprawdopodobniają słowa ministra Eštoka, który potwierdził, że zamachowiec uczestniczył w ostatnim czasie w kilku antyrządowych protestach. Znów jednak trudno z tego wyciągać jakieś daleko idące wnioski. Wygląda to raczej na kolejny etap miotania się pomiędzy różnymi poglądami i formacjami.

Gdybyśmy zaczęli szukać potencjalnego inspiratora zamachu, a więc zewnętrznego czynnika, który mógł pana Cintulę nakłonić do podjęcia tego kroku, czyli gdybyśmy zadali pożyteczne pytanie qui prodest – obraz także nie jest jednoznaczny. Najprostsze wyjaśnienie nie spodobałoby się ukrainofilom, bo z punktu widzenia Ukrainy eliminacja każdego z przywódców blokujących kolejne unijne proukraińskie działania przynosi bezpośrednią korzyść. Z drugiej strony potencjalne wykrycie jakiejkolwiek formy współudziału w zamachu byłoby dla ukraińskiej sprawy druzgocące. To oczywiście nie wyklucza takiego działania, ale sprawia, że staje się ono mało prawdopodobne.

Korzyść Rosjan jest znacznie trudniej zdefiniować. Z jednej strony eliminacja Fica sprzyjałaby zjednoczeniu krajów UE pod ogólną flagą bezwarunkowej pomocy dla Ukrainy. A więc nie byłaby dla Rosji korzystna. Z drugiej – na zasadzie piętrowej kombinacji można by zakładać, że wzmocni ona jeszcze poparcie dla Smeru i ficowsko-orbanową linię. Tyle że takie założenie niesie z sobą ogromne ryzyko – wynik może być po prostu inny, a poza tym nie jest jasne, jaki jest w tej chwili rosyjski cel. Można nawet postawić tezę, że wobec korzystnych dla Rosji rezultatów walk i dobrej perspektywy wojennej przywódcy dążący do zakończenia walk nie są Moskwie na rękę. Czyli że to paradoksalnie mogłaby być motywacja Rosjan, aby uderzyć w Fica. Czy jednak sam Fico cokolwiek zmienia w ogólnym kursie Zachodu? Nie sposób zatem znaleźć tu jasnej odpowiedzi na pytanie o potencjalne rosyjskie korzyści lub straty ze skutecznego zamachu na słowackiego premiera, który przecież – przy całym szacunku dla naszych południowych sąsiadów – nie jest jednak figurą przesadnie znaczącą.

Najbardziej zatem prawdopodobny wariant to ten, że pana Cintuli nikt specjalnie nie inspirował. Że jego działania były wypadkową jego prywatnych przeżyć i frustracji, a równie dobrze mogły się skierować w całkiem inną stronę, gdyby inna formacja polityczna rządziła dzisiaj Słowacją. Czasami najprostsze wyjaśnienia okazują się, wbrew pozorom, najtrafniejsze.

Rację mogą oczywiście mieć ci politycy, którzy w mediach twierdzą, że czyn pana Cintuli wynikał w jakimś stopniu z atmosfery skrajnego napięcia w słowackiej polityce i że powinno to stanowić ostrzeżenie również dla nas. Problem w tym, że nigdy nie odnoszą tego do własnego obozu politycznego – zawsze jedynie do przeciwnego.

P.S. Wyszukanie informacji o zamachowcu, zawartych w tym tekście, zajęło mi w sumie około godziny. Miarą upadku polskich mediów jest, że bezmyślnie kopiują niesprawdzone i niepogłębione informacje, tracąc już z oczu ich pierwotne źródło. 

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka