Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
133
BLOG

Wyrazy uznania dla Jacka Karnowskiego

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 18

Gdy wczoraj oglądałem wywiad Jacka Karnowskiego z prymasem Glempem w telewizyjnej Jedynce, szczęka opadała mi coraz niżej, aż w końcu poczułem ją pod stopami na podłodze. Opadłaby jeszcze bardziej, gdyby nie podłoga.

Nie chcę się już pastwić nad księdzem prymasem, choć pewien mój niepokój wywołuje fakt, iż metropolią warszawską kierować będzie ponownie osoba, która, jak się zdaje, utraciła wszelki kontakt z rzeczywistością.

Nie mam ani siły, ani ochoty opisywać w całości wywodów księdza prymasa, na tyle zresztą chaotycznych, że trudne je nawet jakoś rozsądnie streścić. W gruncie rzeczy wszystko sprowadzało się do tego, że arcybiskup Wielgus może i jakiś tam drobny błąd w przeszłości popełnił, ale znacznie ważniejsze jest prześladowanie Kościoła, jakiego dopuszczają się dzisiaj media. Oblężenie Pałacu Biskupów przez dziennikarzy kojarzyło się księdzu prymasowi z oblężeniem przez milicję w czasie obchodów milenijnych, a kulminacją wywiadu była opinia, iż arcybiskup Wielgus powinien pójść do sądu i oskarżyć - kogo? nie bardzo wiadomo, pewnie zbiorowo „media" - o zniesławienie. Przy okazji ksiądz prymas implicite zdyskredytował wnioski, jakie z dokumentów wyciągnęła Komisja Historyczna Episkopatu.

Cały wywiad dowodzi, że niedzielne kazanie księdza prymasa w archikatedrze św. Jana nie było jakimś przypadkiem, potknięciem przemęczonego i schorowanego starszego człowieka, ale ksiądz prymas naprawdę tak uważa, także w chwilach pełnej (?) świadomości.

Nad księdzem prymasem można zatem jedynie miłosiernie zaciągnąć zasłonę milczenia i życzyć mu, aby czym prędzej przeszedł na zasłużoną emeryturę. Piszę zaś o tym wszystkim, żeby pogratulować Jackowi Karnowskiemu - dziennikarzowi często mylonemu z bardziej znanym bratem, moim zdaniem bardzo zdolnemu, profesjonalnemu i zdecydowanie nie docenianemu - samozaparcia, z jakim próbował skierować księdza prymasa w czasie rozmowy na jakikolwiek zdroworozsądkowy trop. Starał się przy tym być jednocześnie nieustępliwy i bardzo taktowny. A zadanie miał niełatwe, bo każdą sugestię, że być może w sprawie arcybiskupa Wielgusa coś jednak było na rzeczy, ksiądz prymas kwitował stwierdzeniem, że media urządzają zorganizowaną nagonkę na Kościół i wszystko dlatego.

Brzmiało to mniej więcej tak.

 

Karnowski: Czy jednak nie uważa wasza eminencja, że katolicy, którzy chcieli ustąpienia arcybiskupa Wielgusa, nie działali w złej woli?

Prymas: Oni nie działali ze złą wolą, ale ulegli zmasowanej kampanii... etc.

Karnowski: Czy nie sądzi ksiądz prymas, że skoro sam arcybiskup Wielgusa przyznał się do współpracy, to miała ona faktycznie miejsce?

Prymas: Coś tam może było, ubecy go zmusili krzykiem, ale arcybiskup uległ zmasowanej kampanii... etc.

 

Wyobrażam sobie, ile cierpliwości musiała Jacka ta rozmowa kosztować. Trudno rozmawia się z kimś, kto wydaje się przebywać w alternatywnej rzeczywistości. Dlatego - Jacku, przyjmij wyrazy uznania.

 *****

I jeszcze przy okazji o sprawie Simona Mola, który mógł, jak się okazuje, rozpocząć miniepidemię AIDS w Warszawie.

Znakomity tekst we wczorajszej "Rzeczpospolitej" (http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070109/kraj/kraj_a_12.html) potwierdza moją tezę, że Mol świadomie wykorzystywał  praktycznie w każdej sprawie motyw politycznej poprawności, terroryzują nim otoczenie. Ktokolwiek mu się przeciwstawiał - był rasistą.

Gdyby nie kult PP, lansowany jednak głównie - muszę to napisać - przez "GW", siła oddziaływania Mola byłaby nieporównanie mniejsza. 

Z drugiej strony, żeby dać się złapać na te politycznie poprawne brednie trzeba było być idiotą. Można więc powiedzieć, że ofiary - te bezpośrednie oczywiście - same są sobie winne.  

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj18 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka