Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
66
BLOG

Pochwała Saryusza

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 20

Możliwość powołania Jacka Saryusz-Wolskiego na szefa komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego to wielka szansa. Saryusz-Wolski jest najwyższej próby specjalistą od spraw Unii Europejskiej. To prawdopodobnie w ogóle jeden z najzdolniejszych i najskuteczniejszych niezawodowych dyplomatów (bo jest jednak politykiem, a nie urzędnikiem) w Polsce.

Można mieć olbrzymią wiedzę i nieźle się orientować, a mimo to nie dawać sobie rady. Saryusz-Wolski ma nie tylko wiedzę, mnóstwo znajomości i obycie w europejskich strukturach, ale także coś więcej, co czyni go bardzo cennym. Bywa mianowicie nieprzejednany i twardy, mogąc sobie na to pozwolić.

Być twardym można bez sensu. Wystarczy popatrzeć na Annę Fotygę, której wydaje się, że uprawia jakąś „twardą politykę", podczas kiedy uprawia przede wszystkim politykę nieskuteczną, a twarda jest nie z wyrachowania, jak dyplomata być powinien, ale z zasady, co w dyplomacji jest po prostu głupotą.

Saryusz to jeden z tych, którzy mogą jeść rybę nożem i widelcem, bo wiedzą, że się tego nie robi. Inni też wiedzą, że on wie.

Kawaler Legii Honorowej, biegły w angielskim i francuskim, rozpoznawany przez wszystkich, bez skrępowania poruszający się na wszelkich salonach, gdy trzeba, potrafi rąbnąć pięścią w stół, aż szklanki podskakują. Gdy Polska negocjowała swoje przystąpienie do UE, jako szef KIE zyskał sobie przydomek „Buldożer". Każdy z dziennikarzy, którzy byli wtedy w Brukseli, potwierdzi, że naszego interesu bronił z jednej strony twardo, a z drugiej skutecznie. M.in. dlatego, że z powodu obycia, stylu, kompetencji, życiorysu nikt go nie podejrzewał o jakieś antyunijne, antyniemieckie czy antyfrancuskie fobie. Dlatego mógł bez szkody powiedzieć i zrobić znacznie więcej niż dziś choćby moja ulubiona pani minister Fotyga. To casus podobny do Władysława Bartoszewskiego, który może powiedzieć Niemcom nawet najgorsze rzeczy bez ściągania na siebie opinii oszołoma i ksenofoba.

Janusz Lewandowski, który w zamian za przewodniczenie Saryusza w komisji spraw zagranicznych musiałby zrezygnować z szefowania komisji budżetowej, to format nieporównywalnie mniejszy, a i komisja budżetowa nie jest dziś nawet w połowie tak ważna, jak komisja spraw zagranicznych, bo budżetowa perspektywa została zatwierdzona w ubiegłym roku. Oczywiście Niemcy chcieliby, aby komisją spraw zagranicznych nadal kierował Elmar Brok, ale z punktu widzenia naszych interesów nie ma specjalnych powodów, żeby iść im pod tym względem na rękę. Chyba że w zamian pojawiła się jakaś wyjątkowo korzystna oferta, ale Berlin nie wymieni raczej komisji spraw zagranicznych np. na rezygnację z budowy gazociągu bałtyckiego.

Tusk nie powinien się nawet zastanawiać. Jako szef komisji spraw zagranicznych Saryusz-Wolski może rozwinąć skrzydła. I byłaby to może nawet dość prosta rachuba dla przewodniczącego PO, gdyby nie idiotyczne zagranie eurodeputowanych z PiS, LPR i Samoobrony (przy czym animatorami byli ci pierwsi). Zachodzę w głowę, jaki był prawdziwy cel ich listu do Tuska i widzę tylko jeden: osiągnięcie partyjnej korzyści kosztem interesu kraju. Dobrze tę sytuację opisała dziś „Wyborcza". Jeśli Tusk nie poprze Saryusza, PiS podniesie larum, że Platforma ulega niemieckim żądaniom. Jeśli go poprze, PiS-owcy zatryumfują, że Tusk ich słucha. Paskudna dla Tuska sytuacja. Oczywiście od niego też możemy oczekiwać, że będzie miał tę taktyczną rozgrywkę w nosie i poprze Saryusza tak czy owak. Mam nadzieję, że się tak stanie; w przeciwnym wypadku postawi to lidera Platformy w kiepskim świetle.

Ale zła wola europosłów PiS jest dla mnie ewidentna. Gdyby faktycznie zależało im po prostu na powołaniu Saryusza, nie pisaliby otwartego listu, tylko działali za kulisami, po cichu i dyskretnie, tak żeby Tusk nie musiał się obawiać o wizerunkowe skutki swojej decyzji.

Ale cóż, spodziewać się po Michale Kamińskim, że zagra niecynicznie, to jak oczekiwać od Leppera, że zacznie na konferencjach prasowych cytować Arystotelesa.

APDEJT

Po rozmowie z jednym z sygnatariuszy listu przedstawiam także i tamten punkt widzenia, bo jeśli założenia są słuszne, wydaje się logiczny.

Jednym z motywów napisania listu była chęć wywołania szumu wokół sprawy, która w przeciwnym wypadku mogła się rozegrać po cichu. Tusk miał nie wierzyć, że kwestia przewodniczącego komisji w PE może wywołać jakiś większy szum i zamierzał  po cichu ograniczać Saryusza dalej, czego częścią miałoby być niewysuwanie go na wspomniane stanowisko.

Obie fobie Tuska są realne, ale jego obawa przed byciem uznanym za niemieckiego agenta wpływu jednak większa. Skoro zatem oba wyjścia są złe, jest nadzieja, że szef PO wybierze to mniej złe.

Jeśli kalkulacja była taka - co nie wyklucza przecież i czysto partyjnej motywacji -  to pozostaje trzymać kciuki za powodzenie Saryuszowej sprawy.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj20 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka