Na stanowisku szefa Orlenu Igora Chalupca zastąpił kolega Lecha Kaczyńskiego. Czyli ostatnimi czasy - standard.
Nie znam wewnętrznej sytuacji w Orlenie. Być może naprawdę były powody, aby Chalupca wymienić. Problem w tym, że z zewnątrz nie tylko takich powodów nie widać, ale wręcz przeciwnie - Chalupec wydawał się całkiem niezłym prezesem. Jego jedyną widoczną wadą było to, że nie był swój. Tymczasem minister Jasiński na pytanie o przyczyny zmiany odpowiedział dziennikarzom: „Odmawiam odpowiedzi". A, to wielka szkoda, panie ministrze, bo Orlen jest strategiczną spółką z udziałem skarbu państwa i odpowiedź na pytanie, dlaczego odwołuje się jednego prezesa, a powołuje innego, zwłaszcza jeśli dzieje się to przez zwykłą nominację, a nie np. konkurs, należy się nam wszystkim bez pana łaski. Orlen nie jest prywatną firmą Wojciecha Jasińskiego i „odmawianie odpowiedzi" na pytanie, stawiane przez dziennikarzy, jest po prostu bezczelnością.
Rozmowniejszy był premier, ale też w swoim stylu. Dowiedzieliśmy się, że zmiana prezesa była spowodowana „koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego państwa". Typowa odpowiedź w stylu Braci, zupełnie jak słynne deklaracje Lecha: „W tych aktach są straszne rzeczy, tak straszne, że nie mogę o tym mówić".
Jak Chalupec narażał bezpieczeństwo energetyczne? Dlaczego? Może jest rosyjskim agentem? To chyba trzeba go zamknąć? Dlaczego Chalupec narażał, a Kownacki nie będzie narażał, choć w tej branży praktyki nie ma? W tych kwestiach pan premier nie uznał za stosowne nas oświecić. Czyli - zarządzanie spółkami skarbu państwa jak własnym folwarkiem.
***
Ale jest i plus. Znakomite wrażenie zrobił na mnie wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz. Pierwszy raz od miesięcy usłyszałem, jak ktoś ze strony rządowej twardo odpowiada związkom zawodowym. Fakt, że związki bronią głównie interesu swoich działaczy - jak stwierdził Poncyljusz - nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem, ale takie słowa ze strony przedstawiciela rządu, którego członkowie bredzą niemal codziennie o „solidarnym państwie", napełniają nadzieją.
Pamiętam, jak związkowcy oburzali się, że wiceministrem odpowiedzialnym za górnictwo został człowiek spoza branży. Zdaje się, że była to jedna z lepszych decyzji kadrowych PiS-u. To tak jak z wojskiem czy policją: żeby przeciwstawić się klice, musi przyjść ktoś spoza niej.
Opór górniczych związków przed zmianami i prywatyzacją musi zostać w końcu złamany, jeśli nie perswazją, to siłą, bo ładowanie kolejnych miliardów w nierentowną branżę ma nikły sens.
Oczywiście Poncyljusz nie jest taki odważny sam z siebie. Jeśli jego wystąpienie sygnalizuje jakąś korektę rządowego kursu względem związkowców, przynajmniej górniczych, to można się tylko cieszyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)