Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
65
BLOG

UOKiK odzyskany!

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 32

Sięgnąłem właśnie po „Gazetę Prawną" sprzed kilku dni i natknąłem się na informację, która umknęła mi w zalewie innych politycznych sensacji. Oto cytat:

 

Sejm uchwalił w [poprzedni] piątek nową ustawę o ochronie konkurencji i konsumentów, zwaną ustawą antymonopolową. Najwięcej kontrowersji wzbudzał tryb wyboru prezesa UOKiK - połączone Komisje Gospodarki i Rozwoju Przedsiębiorczości przywróciły tryb konkursowy [w stosunku do poprzedniej wersji projektu], uznając, że należy przywrócić niezależność funkcji prezesa UOKiK. Jednak przed trzecim czytaniem klub PiS zgłosił poprawkę do projektu, przywracającą powoływanie go przez prezesa Rady Ministrów, która została przyjęta podczas głosowania nad ustawą. Ta poprawka nie tylko przywraca wybór prezesa UOKiK przez premiera, ale również usuwa wymogi, zgodnie z którymi kandydat na to stanowisko powinien posiadać wyższe wykształcenie (najlepiej z zakresu prawa, ekonomii lub zarządzania). Poza tym prezes UOKiK nie musiałby posiadać wiedzy i doświadczenia z zakresu gospodarki rynkowej oraz ochrony konkurencji i konsumentów.

 

Szlag mnie trafia, ręce opadają. Nie mogę sobie darować złośliwego pytania, który z kolegów premiera albo prezydenta, nieposiadający wyższego wykształcenia i nie mający zielonego pojęcia o rynku i ochronie konkurencji i konsumentów, jest szykowany na miejsce Cezarego Banasińskiego.

UOKiK był jedną z ostatnich wysp, ostatnich liczących się urzędów, gdzie został zachowany (wprowadzony zresztą niedawno, bo w 2001 r.) konkursowy tryb wyłaniania szefa. Cezary Banasiński jest pierwszym prezesem UOKiK, wyłonionym z konkursu i, moim zdaniem, najlepszym szefem polskiego urzędu antymonopolowego od czasu jego powstania. Przed Banasińskim urząd był niemal niewidoczny. Za czasów Banasińskiego stał się bardzo aktywny, wziął się za rzeczywistą ochronę konsumentów, a gdy miał jeszcze takie kompetencje, starał się ograniczać monopol m.in. TP S.A.. Do tego to właśnie przed Banasińskim stanęło zadanie formalnego włączenia UOKiK w unijną strukturę urzędów ochrony konkurencji w związku z naszym przystąpieniem do UE. I dobrze sobie z tym poradził. Dzisiaj polski urząd antymonopolowy jest jednym z najlepszych w Unii.

Ja rozumiem, że powoływanie niektórych wysokich urzędników z konkursów byłoby bez sensu. Przyjmuję argument, że są dziedziny, gdzie premier musi mieć możliwość bezpośredniego oddziaływania przez swojego zaufanego człowieka.

Ale jestem zarazem przekonany, że nie jest to zdrowa sytuacja. Sytuacja optymalna to taka, gdzie istnieją sprawne i dobre procedury i rozwiązania instytucjonalne, niezależne od aktualnej większości sejmowej, które pomagają rządzącym w realizacji dobrych pomysłów, a w przypadku złych stawiają skuteczną tamę. Obojętnie, jaką opcję reprezentuje rząd. Jednym z takich rozwiązań jest przeprowadzanie konkursów na stanowiska prezesów urzędów w rodzaju UOKiK.

Zaraz ktoś tu napisze, że konkurs można dowolnie ustawić. Zależy, jaki konkurs. W czym problem, żeby tego typu procedury konkursowe były w 100 procentach jawne? To jest najlepszy sposób na zapobieganie machlojkom (vide niemal całkowite wyczyszczenie procedur przetargowych w Estonii, od kiedy wszystkie przetargi są przeprowadzane jawnie przez Internet). Jawność wszystkich składanych dokumentów, jawność przesłuchań - może nawet internetowa transmisja, a już na pewno stenogram dostępny w sieci - komisja konkursowa złożona nie z partyjnych funkcjonariuszy ale ludzi typu prof. Kieżun albo prof. Kulesza i obowiązek wyczerpującego i także jawnego uzasadnienia wyboru tego, a nie innego kandydata. I jak najwięcej jasnych, formalnych kryteriów.

Takie rozwiązanie ma jedną wadę/zaletę, w zależności do punktu siedzenia: nie pozwala politykom wsadzać na stanowiska w tego typu urzędach swoich zaufanych towarzyszy, różnych Skrzypków i tym podobnych.

Oczywiście metoda „odzyskiwania" kolejnych obszarów państwa zemści się na PiS-ie straszliwie, gdy straci władzę, czego premier wydaje się nie przyjmować do wiadomości. Bo wówczas urzędy zaczną być hurtowo „odzyskiwane" przez dzisiejszą opozycję, skwapliwie korzystającą z możliwości stworzonych przez poprzedników. A wtedy mogę się założyć o butelkę najlepszej whisky, że Jarosław Kaczyński będzie z sejmowej trybuny znowu grzmiał o rozkradaniu i zawłaszczaniu państwa, może nawet wracając do swojego słynnego TKM.

Frustracja dzisiejszego premiera mało mnie będzie obchodzić. Natomiast znacznie bardziej wkurzać mnie będzie to, że temu „odzyskiwaniu" nie postawił tamy wtedy, gdy mógł, a nawet przeciwnie - zrobił wszystko, aby system łupów rozszerzyć, wbrew nas, obywateli, interesowi. Tyle że to by wymagało swoistego altruizmu politycznego, czyli wyjścia poza schemat „co dobre dla partii, dobre dla państwa". Wątpię, czy w Polsce którykolwiek polityk - nie tylko Jarosław Kaczyński - potrafi myśleć inaczej.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj32 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka