Widzę właśnie informację, że Kancelaria Premiera przeznaczy po 100 tysięcy złotych dla rodzin ofiar wypadku we Francji oraz dla rannych. I tego, muszę przyznać, nie pojmuję. Tak jak nie rozumiałem podobnej decyzji w przypadku górników z Halemby.
Nie rozumiem, dlaczego na tak hojną pomoc ze specjalnej rezerwy celowej mogą liczyć rodziny tych, którzy zginęli akurat w tym wypadku. Chciałbym, żeby - zwłaszcza gdy chodzi o tak duże sumy - obie kancelarie, prezydenta i premiera, wytyczyły w końcu jasne i klarowne kryteria. W czym jest lepsza ofiara wypadku autokarowego we Francji od ofiary wypadku samochodowego w Polsce, zwłaszcza gdy jego przyczyną jest fatalny stan infrastruktury drogowej, którego żadne polskie władze od lat nie są w stanie zmienić, a więc są poniekąd za taki wypadek odpowiedzialne? Dlaczego jedni mogą liczyć na taką pomoc, a inni nie, tylko dlatego, że zginęli pojedynczo, a nie w większej grupie?
O ile przed chwilą usprawiedliwiałem wyjazd prezydenta Kaczyńskiego do Francji, o tyle teraz muszę przyznać, że decyzja premiera wydaje mi się kuriozalna. Rozumiem wsparcie, polegające na pomocy w transporcie zwłok i rannych, otoczenie opieką psychologów i podobne działania. Ale te 100 tysięcy na rodzinę odbieram jako dość skandaliczne dzielenie ofiar na lepsze i gorsze.
Problem polega na tym, że gdy dzieje się coś tak strasznego, trudno zadawać pytanie, dlaczego tym ludziom się pomaga, akurat w tym momencie. Gdy żałoba mija, o tym pytaniu się nie pamięta.


Komentarze
Pokaż komentarze (145)