Rzuciłem okiem na tekst Adama Michnika. Rzuciłem jedynie, bo czytać go dokładnie nie było sensu. Tezy znane od miesięcy, a właściwie lat, żadnej odkrywczej myśli, tylko lamenty nad „pełzającym zamachem stanu". Taki zdublowany Żakowski.
Tekstów Żakowskiego zresztą również nie ma sensu czytać, wystarczy spojrzeć na tytuł i już wszystko wiadomo. Może czasem można zerknąć, żeby się pośmiać - tak jak na tekst z przedostatniej bodaj „Polityki", w którym Żakowski snuł wizję, jak to CBA zatrzymuje Donalda T., a pozbawiony niezawisłości sąd wtrąca go do ciemnicy.
Nie chcę się rozwodzić nad Michnikiem - ma przecież prawo pisać, co chce. Rozumiem, jak bardzo muszą go uwierać rządy PiS i utrata przez jego środowisko monopolu na prawdę. Fakt, że jego artykuł ukazał się w „El Pais" też mnie nie dziwi. Ten hiszpański dziennik ma na koncie rekordowe liczby tekstów, pokazujących Polskę jako straszny kraj, staczający się w objęcia dyktatury, przy której dyktatura generała Franco będzie przedszkolem.
Pomyślałem, że gwoli uczciwości z czytelnikami na Salonie powinienem napisać o czymś, co chodzi mi po głowie od kilkunastu dni, a konkretnie od mojego wpisu „Względność". Jak to zwykle bywa, znalazło się pod nim ileś komentarzy napastliwych, ad personam itd., ale było też kilka ostro polemicznych, a jednak rozsądnych i prezentujących ważne racje. Nie jestem w stanie teraz podać do nich linków, bo komentarzy pod tamtym tekstem było zbyt wiele. Kto je jednak poprzegląda, z łatwością zobaczy, o co mi chodzi.
Myślę mianowicie o tych, którzy stawiali sprawę mniej więcej tak: owszem, Bracia mają od groma wad, nie są ideałami, popełniają błędy, Lepper jest ich kompromitacją, ale w realnej polityce wybiera się mniejsze zło, a ja wierzę, że oni są mniejszym złem, bo zajmują się sprawami, które uważam za kluczowe. Wybieram ich, bo nie widzę uczciwej alternatywy.
Rozumiem taką postawę. Ja mam olbrzymie wątpliwości co do ostatecznego celu, czyli kształtu wymarzonej IV RP. Uważam też - wiele razy o tym pisałem - że Bracia pogubili się w drodze do niej, poszli na zbyt wiele kompromisów, przełamali bariery, które dotąd jakoś trwały, dotyczące przystosowywania mechanizmów państwa do bieżących potrzeb politycznych. Postawili wyłącznie na kadry, a nie instytucje, a kadry mają w dodatku marne. Odsunęli się od centrum, niepotrzebnie zantagonizowali całe grupy wyborców, itd., itd. Lista zarzutów jest długa. W mojej ocenie rezultat ich rządów będzie w najlepszym wypadku neutralny. Pozwalam sobie na komfort niepatrzenia przez pryzmat zasady mniejszego zła (o tym warto by osobno napisać - gdy nie jest się politykiem, przyjmowanie takiego spojrzenia jest, moim zdaniem, szkodliwe).
Jednej rzeczy jednak nie mogę Braciom odmówić: niemal wszystkie ich posunięcia mieszczą się w logice ich politycznych celów i metod działania. Jeśli JK zakłada, że aby dokonać sanacji państwa, trzeba opanować większość kluczowych centrów decyzyjnych, trzeba skupić się na tych kilku punktach, warto sprzymierzyć się nawet z ludźmi podejrzanego autoramentu, a potem odsunąć ich na zawsze i jeżeli wierzy, że to jest możliwe - to jego postępowanie jest z tym wszystkim w logicznym związku. Co więcej, celów, do jakich dąży, też nie można uznać za całkowicie bezzasadne i błędne.
Dlatego nie jestem w stanie zaakceptować opinii - a słyszę takie wokół siebie nieraz - że Bracia działają bez sensu, bez wizji, że są jedynie ogarnięci żądzą władzy dla samej władzy. Gdy ktoś uderza przy mnie w ten ton, mimowolnie zaczynam brać Braci w obronę, tłumacząc przynajmniej, że ich działania mają swoje logiczne uzasadnienie oraz rzeczywiste przyczyny.
Przypominam sobie spotkanie kilkanaście dni temu w rezydencji francuskiego ambasadora, gdzie pojawiło się kilkoro moich znajomych, także dziennikarzy. Chcąc nie chcąc, stałem się wobec nich kimś w rodzaju rzecznika PiS. Skwitowanie dwóch lat rządów tej partii frazesami o chamstwie i głupocie jest po prostu, mówiąc delikatnie, zbyt proste. Bracia realizują swoją wizję Polski i to jest wizja w pełni uprawniona, a także mająca swoje racje. Można się z nimi nie godzić, można krytykować metody, jakimi one są realizowane, ale z całą pewnością nie można stwierdzać, że to jakiś powrót do średniowiecza.
Tekst Michnika czy cotygodniowe jeremiady Żakowskiego są oczywiście subtelniejsze, ale w gruncie rzeczy sprowadzają się do tego samego: pomijają - czy może wręcz odmawiają istnienia - przyczynom, dla których Bracia wzięli kurs taki, a nie inny, a ich wizji politycznej odbierają prawo do istnienia, przedstawiając ją jako autorytarną, kompromitującą, przesuwającą kraj w stronę dyktatury. To nie jest walka na argumenty - wy macie taką wizję Polski, ona nam nie odpowiada, my mamy inną, uważamy, że jest lepsza z takich to a takich powodów - ale metoda stosowana przez środowiska bliskie Michnikowi od dawna: twoje argumenty i twoja wizja się nie liczą, bo zmierzasz do dyktatury (w innej wersji, już szczęśliwie rzadkiej: nie warto w ogóle polemizować z panem X, bo to antysemita). Dlaczego właściwie i na czym miałoby to polegać - o tym już nie ma ani słowa.
Weźmy przykład: rozwiązania, jakie w kwestii sądownictwa proponuje Zbigniew Ziobro są dyskusyjne. Do sprawy sędziowskiej niezawisłości należy na pewno podchodzić ostrożnie i ważyć wszystkie za i przeciw. Ale nie jest to jakiś temat tabu, o którym nie można dyskutować. Istnieją w różnych krajach różne rozwiązania. Jest wiele przesłanek, świadczących o tym, że sędziowska niezawisłość jest w Polsce zbyt daleko posunięta (choćby brak sprawnego, zewnętrznego systemu oceniania pracy sędziów). Można przedstawiać kontrpropozycje i argumenty. Zamiast tego jednak jest jeden wielki lament: poważana jest demokracja, szykuje się sądownictwo posłuszne władzy, łolaboga, dyktatura idzie.
Moja największa pretensja do Żakowskich i Michników jest taka, że przez swoje lamenty i pokrzykiwania odbierają między innymi mnie możliwość merytorycznej polemiki z wizją Kaczyńskich. Ci, o których pisałem we „Względności", pod ich wpływem ustawiają się na skrajnej pozycji. Każde słowo krytyki pod adresem Braci jest traktowane jak zdrada. Zresztą na rzeczową krytykę miejsca niemal nie ma, bo zajęły je michnikopodobne Kasandry.
W tych warunkach siedzenie na barykadzie staje się naprawdę sportem ekstremalnym.


Komentarze
Pokaż komentarze (92)