Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha
95
BLOG

Starcie kiboli

Łukasz Warzecha Łukasz Warzecha Polityka Obserwuj notkę 123

Salon24 jest wspaniałym miejscem do obserwacji ludzkich postaw. Czasem bywam zdołowany atakami niebywałego chamstwa, czasem jestem zbudowany czyjąś umiejętnością spokojnej dyskusji.

Ostatnio ponownie zastanawiałem się, na czym polega trudność w nawiązaniu jakiegokolwiek dialogu ze szczególnie zagorzałymi zwolennikami tej czy innej opcji (częściej jednak tej, może dlatego, że zwolennicy innej wydają się w S24 po prostu mniej liczni). Traf chciał, że akurat wtedy przeczytałem na stronie głównej wyznanie jednej z blogerek, że „udziela poparcia rządowi Jarosława Kaczyńskiego" (rząd Jarosława Kaczyńskie z pewnością już świętuje ten doniosły fakt). Wyznanie to poczyniła osoba, która odznacza się wyjątkowo napastliwym stylem i nie toleruje poglądów odmiennych od swoich. Przekonałem się o tym kilkakrotnie sam. Od jednego z blogerów - z którym w poglądach akurat różnię się dość radykalnie - dostałem linka, który pokazywał ową wyznającą jedynie słuszne poglądy blogerkę jako osobę nie tylko napastliwą, ale też czasem zwyczajnie chamską wobec tych, którzy się z nią nie zgadzają. Wystarczy zresztą zajrzeć pod niemal każdy z jej wpisów. Wszelkie próby polemiki pod tym najnowszym są ucinane argumentem, że kto się nie zgadza, ten jest głupi. Dalsze posty - wycinane. 

Wspomniana blogerka ta uznała, że S24 to najlepsze miejsce, aby zgromadzić pod jednym wpisem kibiców obecnego rządu. Nie rozmawiać, nie spierać się, nie dyskutować, ale zrobić coś na kształt zlotu szalikowców jednej drużyny, wszystkich pozostałych wykopując na aut. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z ideą wirtualnej agory (i proszę się tu nie dopatrywać żadnego drugiego dna, to jest po prostu najlepsze określenie), gdzie ludzie spotykają się po to, żeby powymieniać się poglądami i szanują się nawzajem, nawet jeśli stoją po przeciwnych stronach ideowej barykady. Szalikowcy nie dyskutują z kibicami innej drużyny o tym, która ma zdolniejszych piłkarzy, ale biorą łańcuchy i noże i idą na ustawkę. Owa blogerka właśnie taką ustawkę organizuje. 

„Pokażmy, ilu nas jest" - apelowała blogerka. Umieszczanie czegoś takiego w S24 to jakaś idiotyczna demonstracja siły, a przede wszystkim pokazywanie, że żadnej dyskusji się nie chce i nie widzi się jej potrzeby. Dla mnie ostatecznie określa to postawę osoby, o której mowa, oraz innych, które uznały za stosowne wpisać się na listę kiboli. Czekam teraz tylko, aż jakiś kibic drużyny przeciwnej zrobi podobny zlot na swoim blogu. I wtedy właściwie S24 będzie można zamknąć, bo zmieni się w poletko, gdzie dwie grupy wirtualnych, werbalnych bandziorów będą się okładać bejsbolami.

I tu dochodzę do ogólniejszego wniosku: problem w dyskusji z wieloma tego typu osobami polega na tym, że o ile ja staram się analizować i dyskutować na poziomie realnym, o tyle kierowane pod moim adresem polemiki są na poziomie propagandy. Taka dyskusja oczywiście nie ma sensu - aby dyskusja sens miała, trzeba przyjąć pewne wspólne jej podstawy. Umówić się, że uznajemy, iż pewien poziom argumentacji czy przypisywanych aktorom motywacji lub powiązań, uznajemy za powierzchowny i nie warty rozważania, odpowiedni dla wiecu wyborczego, a nie normalnej rozmowy trzeźwo patrzących osób, wobec czego skupiamy się na tym, co bardziej pod spodem. Ja mam problem z ludźmi, którzy takiego założenia poczynić nie chcą.

Rozmowa z nimi wygląda zatem tak - umownie:

Ja stwierdzam na przykład (i jest to przykład fikcyjny, podkreślam, bo chodzi tylko o pokazanie mechanizmu), że premier, wyrzucając z rządu pana X, chciał osiągnąć: a) efekt propagandowy: b) pozbyć się konkurenta; c) osłabić jego znaczenie, nęcąc zarazem członków jego partii członkostwem we własnej.

Odpowiedź brzmi: premierowi zależy tylko na dobru Polski i to posunięcie jest przykładem walki z korupcją nawet we własnych szeregach. Oto dowód na szlachetność i bohaterstwo premiera.

Oczywiście możliwy jest też podobny „dialog" z przedstawicielem innej opcji. Wtedy odpowiedź brzmiałaby, że jedynym celem jest utrzymanie władzy, a za posunięciami premiera nie kryją się żadne inne zamiary poza trzymaniem się stołka za wszelką cenę.

To dwie strony tego samego medalu. I w istocie to te dwie strony powinny się z sobą spierać - poziom byłby podobny. Tyle że niczym by się to nie różniło od tocznego przez media sporu między np. przywódcami LiD-u czy Platformy a PiS-u oraz oczywiście nic by z takiego sporu nie mogło wyniknąć. Byłaby to po prostu wojna szalikowców.

Stąd moja prośba do komentujących (nie chcę tu przywoływać konkretnych nicków - ci, których mam na myśli doskonale wiedzą, że o nich mi chodzi): jeżeli nie chcecie lub nie umiecie przyznać, że wasi polityczni idole podlegają takim samym prawom jak cała reszta, czyli że nie są od świtu do zmroku niepokalanymi rycerzami, walczącymi bohatersko o dobro Rzeczpospolitej, ale zwykłymi ludźmi, którzy mają swoje ukryte cele, chcą utrzymać władzę, jednych po ludzku nie cierpią, a innych lubią, mogą być oszukiwani i sami mogą oszukiwać itd., itp.; jeżeli - alternatywnie - nie potraficie sobie wyobrazić, że wasi polityczni antyidole nie są wcieleniem zła, śmiertelnymi wrogami Polski i Polaków, których najlepiej byłoby zniszczyć fizycznie; jeżeli, innymi słowy, nie potraficie w dyskusji wyjść poza propagandowe deklaracje o tym, że ktoś jest dobry, a ktoś zły, to nie wpisujcie się u mnie. Wpisujcie się u wspomnianej przeze mnie blogerki albo u blogera, który na podobnym poziomie prezentuje opcję wręcz przeciwną. I tam budujcie samozadowolenie z poczucia wspólnoty jednako myślących.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj123 Obserwuj notkę

Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć. Do nieznajomych zwracamy się "pan", "pani".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (123)

Inne tematy w dziale Polityka