Blog
Jest super, więc o co mi chodzi?
Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha publicysta
454 obserwujących 693 notki 3885872 odsłony
Łukasz Warzecha, 16 marca 2008 r.

Zakon Czcicieli JarKacza

Pisałem już o tym kilkakrotnie przy różnych okazjach. Im dłużej jestem w Salonie24, tym mniej mnie to zjawisko irytuje, a bardziej fascynuje i zastanawia: Zakon Czcicieli JarKacza (ZCJK).

ZCJK ujawnił się w całej krasie przy okazji najnowszego sporu o Traktat Reformujący. Także na moim blogu, z tym że ponieważ większość wypowiedzi jego członków podpadała pod kryteria, które powodują u mnie skasowanie wpisu, więc zapoznać się z nimi już nie da. Ale łatwo można sobie odtworzyć, o co tam szło, bo te wypowiedzi, niezależnie od problemu, są zawsze na jedno kopyto: że pracuję dla Niemców, że zdrada, że wstrętne pismaki, że obce służby itd., itp. Nudne, powtarzalne, przewidywalne. Można by te komentarze konstruować na podstawie podobnego szablonu, jak ten słynny z Peerelu jeszcze, który pozwalał tworzyć dowolnie długaśne partyjne przemówienia i referaty.

Jednak ZCJK jest zjawiskiem mimo wszystko fascynującym, jak zresztą każda grupa ludzi, ocierająca się o fanatyzm, zwłaszcza gdy dotyczy on konkretnej osoby, a nie jakiejś idei. O ile to ostatnie można jeszcze jakoś pojąć, to fanatyczne i całkowicie bezkrytyczne przywiązanie do konkretnej osoby jest znacznie trudniejsze do ogarnięcia.

Przy czym trzeba zaznaczyć, kto do ZCJK nie należy. Otóż nie należy do niego większość czołowych polityków PiS. Tam motywacje są różne, ale dziś już głównie pragmatyczne, towarzyskie, lojalnościowe niż oparte na fanatycznym podziwie dla prezesa. Jedni są po prostu zawodowymi politykami i z tego żyją, a bez JK byliby nikim (Gosiewski czy Suski na przykład). Inni traktują PiS jako ugrupowanie najbliższe im ideowo, ale bez bałwochwalczej czci dla prezesa. Jeszcze inni kierują się swoistym ideowym pragmatyzmem: będąc w PiS-ie, wybierają mniejsze zło. Tu, w S24, też jest zresztą grupa osób, które kierują się tą właśnie motywacją. Do ZCJK nie należą także ci zwolennicy PiS, którzy mają swoje zdanie i otwarcie je wyrażają, nie stroniąc od krytyki prezesa i jego ugrupowania, gdy robią coś ich zdaniem niewłaściwego. Do tej kategorii należy zdecydowana większość publicystów, przez lewactwo uznawanych za niewolniczo wiernych PiS-owi - co jest dla tych publicystów bardzo krzywdzące.

ZCJK wybija się na tym tle niezwykłą karnością. To ludzie, którzy życiowo nie są prawdopodobnie w żaden sposób uzależnieni od PiS, a jednak wydaje się, że są uzależnieni psychicznie. I to nie tyle od PiS, co od samego prezesa. Zasada numer jeden głosi, że JarKacz ma zawsze rację. Choćby nawet rano stwierdził, że Tusk jest zbrodniarzem, a wieczorem, że jest dobrym partnerem do rozmowy, członkowie ZCJK nie ujrzą w tym żadnej sprzeczności. Uznają po prostu, że widocznie rano było tak, a wieczorem jest inaczej, skoro JK tam mówi. Ba, byliby w stanie szukać dialektycznych uzasadnień nawet gdyby JarKacz wystąpił nagle z tezą, że 2+2=5. Wydaje się, że prezes zahipnotyzował ich jak O'Brien Winstona pod koniec „Roku 1984". Jeśli JarKacz powie, że widzą pięć palców, to oni powiedzą, że to faktycznie pięć palców, choćby dla wszystkich innych były to cztery palce. Traktat reformujący kilka miesięcy temu był szczytowym osiągnięciem rządów PiS, dziś jest instrumentem zdrady narodowej, choć wynegocjował go de facto JarKacz. Dla członków ZCJK wszystko to jest spójne i logiczne.

Pierwsze przykazanie w ZCJK jest podobne do pierwszego przykazania mojżeszowego: JK jest jedyną wyrocznią i idolem. Nie PiS jako ugrupowanie, ale właśnie prezes. Dlatego wszelkie dysydenckie ruchy wewnątrz partii są dla ZCJK z góry podejrzane i godne potępienia. No, chyba żeby JK zdecydował się poprzeć któryś z nich.

Członkowie zakonu postrzegają rzeczywistość w kategoriach wszechogarniającego spisku, do którego należą w danym momencie wszyscy ci, którzy ośmielają się mieć zdanie inne niż prezes. Na blogu jednego z nich przeczytałem, że do spisku należy już aktualnie nie tylko „niemiecka prasa" i „GW", ale także „Rzeczpospolita" z Pawłem Lisickim, a nawet Piotrem Semką, który skrytykował stanowisko Kaczyńskiego w sprawie traktatu. To kolejna paralela do „Roku 1984". Obywatele państwa Wielkiego Brata gładko przełykali, że rano ich kraj prowadził wojnę z Eurazją w sojuszu z Oceanią i tak było podobno od zawsze, a wieczorem okazywało się, że wieczny był sojusz z Eurazją przeciwko Oceanii. Semka mógł być zawsze po stronie Kaczyńskiego, ale skoro teraz jest przeciwko niemu, choćby w jednym felietonie, to znaczy, że zawsze tak było. Na szczęście dla Macieja Rybińskiego, ZCJK jeszcze nie wykrył, że także on w jednym z felietonów w „Fakcie" skrytykował ostatnio JarKacza, tym razem za stanowisko w sprawie reprywatyzacji. Ale spokojnie, zakon to z czasem wykryje i dojdzie do jedynego słusznego wniosku: Rybiński także zdradził.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jak się siedzi na barykadzie, to się najwięcej obrywa.
Na moim blogu ja decyduję, których komentujących nie chcę tu widzieć.
Site Meter

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pani Janino Polecam Pani mój tekst. Proszę sobie odpowiedzieć na te pytania:...
  • @Autor No, to jest doprawdy zabawne. Napisałem o nowej "F" dwa teksty. W każdym podałem wiele...
  • @VITUS Przyznam, że nie rozumiem Pana tłumaczenia. "Redaktor Warzecha wykłada nową wersję...

Tematy w dziale