Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
487 obserwujących
704 notki
4003k odsłony
  13546   0

Na czym może się potknąć Ukraina

Po czwarte - Rosja może, niestety całkiem realnie, liczyć na to, że Zachód wsparł wprawdzie Ukrainę politycznie (a i to niechętnie i w momencie, gdy nie dało się już dłużej udawać, że się nic nie dzieje), ale nie będzie w stanie wesprzeć jej finansowo, a bez tego nowa władza, jakkolwiek by ona wyglądała, może sobie nie poradzić. Obligacje ukraińskie mają już status śmieciowy, w związku z rosyjskimi manewrami wokół ceny gazu krajowi może grozić energetyczny kryzys. Gospodarka jest w głębokiej recesji. Niektórzy politycy i komentatorzy zwracali uwagę, że absolutnie niezbędne jest teraz pójście za ciosem i zorganizowania jak najrychlej - koniecznie jeszcze przed przyspieszonymi wyborami prezydenckimi - międzynarodowej konferencji, która mogłaby zadeklarować zainicjowanie czegoś na kształt nowego planu Marshalla dla Ukrainy. Niestety, ze strony najważniejszych aktorów - Niemiec, Francji, USA, ale także Polskich władz - takich deklaracji nie słychać i nie wiemy, czy w ogóle taki scenariusz jest rozważany.

Dla Zachodu Ukraina była problemem, który miał zostać na dłuższy czas spacyfikowany dzięki układowi stowarzyszeniowemu. Wiadomo, jak się to skończyło. Fakt, że UE w końcu musiała się na serio zająć rozwiązaniem ukraińskiego konfliktu nie wyniknął z tego, że politycy z Berlina i Paryża nagle dostrzegli, jakie jest strategiczne znaczenie tego kraju i zapragnęli podjąć wyzwanie rzucane przez Rosję, ale dlatego, że nie mogli zwyczajnie ignorować zabijania ludzi u progu Unii. Istnieje jednak poważna obawa, że teraz Paryż i Berlin uznają, iż ich przykre obowiązki się zakończyły i nie ma sensu iść na wyraźną konfrontację z Moskwą, co dodatkowo wymagałoby poważnych deklaracji politycznych i finansowych wobec Kijowa.

Po piąte - choć część oligarchów przeszła na stronę narodu, nie można ulegać idealistycznemu złudzeniu, że i oni nie mają swoich interesów. Kluczem do odpowiedzi na pytanie, jak się zachowają, jest ich ocena, co oznacza dla nich większą korzyść: czy uczestniczenie nadal w brudnej, mało przewidywalnej grze, umieszczonej we wschodniej strefie wpływów, gdzie jednak można zyskać bardzo wiele, czy też poddanie się dobrowolnie czystszym, bardziej przewidywalnym regułom gry z Zachodem (co nie oznacza oczywiście stuprocentowej czystości czy wolności od korupcji), gdzie wprawdzie mniej prawodpodobna jest nagła utrata wszystkiego, ale za to zyskać można mniej. A trzeba pamiętać, że biznesy oligarchów, lub może raczej sposób ich prowadzenia, są jedną z podstawowych barier w przejściu Ukrainy do bardziej cywilizowanej strefy gospodarczej.

Pesymistyczny scenariusz byłby zatem następujący. Najpierw pojawiłyby się problemy w fazie przekształcania obywatelskiego protestu w normalny porządek prawno-polityczny, zorganizowany wedle nowych reguł. Rosja zadbałaby o wprowadzenie do nowego obiegu sprzyjających jej postaci, unikając jednocześnie wspierania separatystycznych tendencji, co dodatkowo mogłoby uśpić czujność części ukraińskich elit niepodległościowych. Wynik przyspieszonych wyborów pozostaje zagadką, choć wstrzemięźliwa reakcja na Majdanie na wystąpienie Julii Tymoszenko wydaje się wskazywać, iż uczestnicy protestów liczą raczej na całkowite odświeżenie życia politycznego. Tak czy owak, Rosja będzie mieć możliwość wpływania na skutki wyborów i poprzez umiejętnie dawkowane groźby ekonomiczne, które zresztą już padają (a może i nie tylko takie), i poprzez manipulowanie tymi elementami aparatu państwa, których nie da się  szybko wymienić, i poprzez oligarchów, stawiających na rosyjski wariant. A może nawet poprzez podstawienie własnego kandydata?

Jednocześnie ze strony Zachodu - czyli i UE, i USA - będziemy obserwowali faktyczne desinteressement. Brak będzie poważnej oferty finansowej. Waszyngton będzie powtarzał - przynajmniej do końca prezydentury Obamy - że stanowisko w sprawie Ukrainy nie oznacza "jakiejś zimnowojennej rywalizacji z Rosją" i odpowiednio do tej deklaracji będzie działał. Unia Europejska w najlepszym wypadku powróci do oferty stowarzyszenia, traktując to jednak jako sposób na uziemienie Ukrainy w unijnym przedpokoju ad Calendas graecas. Ukraińcy, którzy już poczuli pewne rozczarowanie postawą UE w trakcie protestów, będę zniechęcać się dalej, a w końcu zaczną - trafnie - odbierać politykę Brukseli jako zawoalowane "odczepcie się". Co im wtedy pozostanie?

Ale jest też scenariusz optymistyczny. Wszyscy, którzy obserwowali nową ukraińską rewolucję, podkreślają niezwykły poziom jej uporządkowania, genialne zdolności samoorganizacji ukraińskiego społeczeństwa, wielką dyscyplinę i poczucie obywatelskiej powinności, które było podstawą wspomnianych wcześniej cech buntu. A był to przecież bunt trwający bardzo długo - ponad trzy miesiące. To wskazywałoby, że nie mówimy o chwilowych, lecz trwałych cechach. A jeśli tak, to przejście z fazy buntu do fazy organizacji życia politycznego w nowy, uczciwszy sposób, może się jednak okazać wykonalne. Może się także okazać, że kampania przebiegnie całkiem normalnie, nie przeradzając się w bratobójczą walkę i nie niszcząc osiągnięć Majdanu.

Lubię to! Skomentuj83 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale