0 obserwujących
176 notek
127k odsłon
  167   0

Duch Milicji krąży nad Policją

Nie odzywałem się jakiś czas, bo miałem kłopoty zawodowe. Tym razem jednak nie będę pisał o polityce, a przynajmniej nie do końca. Wydarzenia, które opiszę, miały rzeczywiście miejsce. Rzecz jasna prawdziwych imion ani nazwy miasta nie mogę zdradzić.

 

Niektórzy z moich czytelników pamiętają zapewne z Salonu24 dwa moje wpisy na temat problemów pani Jolanty: Sędzina: "sprawiedliwości to sobie szukaj na księżycu" oraz "Sprawiedliwości poszukajcie sobie na księżycu" cz. 2. Z góry ostrzegam, że admini Salonu24 prześladują mnie za udowodnienie im kiedyś łgania w żywe oczy i dlatego wszystkie moje notki tam są zablokowane z zasady.

 

Obiektem szykan stał się tym razem najmłodszy syn pani Jolanty. Nazwijmy go sobie imieniem Tomek, a jego starszego brata nazwijmy Tadkiem. Tomek jest uczniem liceum. Nigdy nie był karany. Nie był notowany na Policji. Raz tylko jeden z jego kolegów próbował go wrobić w kradzież w supermarkecie, której Tomek popełnić nie mógł bo po prostu go wtedy tam nie było. To się jednak nie udało i sprawa została wyjaśniona.

 

Pani Jolanta ostatniego lata kupiła Tomkowi nową kurtkę. Chłopak jednak kurtki nie polubił, więc ją rzadko nakładał. Głównie była w szafie. Brata Tomka, Tadka, już od niemalże półtora roku albo i lepiej nie ma w domu. Wyjechał na południe Polski, do dziewczyny i za pracą. Prawie wcale się przez ten czas nie kontaktował z rodziną.

 

Tomek kiedyś miał sporo przyjaciół, ale przez ostatni rok poważnie ograniczył z nimi kontakty. Po części z powodu niezadowalających ocen w szkole, po części miał na to wpływ prosty fakt, że to właśnie jeden z jego rzekomych przyjaciół nakłamał był na Policji, że Tomek uczestniczył w opisanej już kradzieży z supermarketu. Sam Tomek jest chłopcem bardzo naiwnym i łatwowiernym, więc największy wpływ na zerwanie przez niego z podejrzanym środowiskiem miała postawa jego matki. Pani Jolanta nie jest kobietą, z którą opłaca się wchodzić w konflikty. Twarda postawa matki wyszła jednak synowi na zdrowie, bo przesz ostatni rok prawie w ogóle nie kontaktował się z dawnymi znajomymi poza szkołą, a większość czasu spędzał w domu grając w League of Legends, a muszę dodać, że jest bardzo doświadczonym graczem zajmującym bardzo wysokie miejsce w rankingu.

 

Jakieś kilka tygodni temu pani Jolanta ze zdziwieniem zauważyła rwące się połączenia telefoniczne. Próbowała dwóch różnych kart SIM (swojej i męża) oraz czterech różnych telefonów – bez najmniejszego rezultatu. Do pani Jolanty albo w ogóle nie dało się dodzwonić, albo jeśli się dało, to po minucie pani Jolanta przestawała słyszeć rozmówcę i połączenie było zrywane. Kłopoty trwały blisko dwa tygodnie, obecnie z tego co wiem jest znacznie lepiej. Tu wyjaśnię, że pani Jolanta mieszka w sporym mieście i w normalnych warunkach nie powinna mieć problemów z zasięgiem. Mój kolega mieszka na peryferiach tego samego miasta, ma numer w tej samej sieci i żadnych problemów z własną komórką nie miał.

 

Mniej więcej w tym samym czasie do domu pani Jolanty przyszła Policja, pytając najpierw o starszego syna pani Jolanty, Tadka. Uzyskawszy informację, że syn wyjechał i nie ma go w domu od co najmniej roku funkcjonariusze wydawali się zdziwieni - a następnie zapytali o Tomka. Tomka wtedy nie było w domu. Policjanci odmówili matce informacji, o czym konkretnie chcą rozmawiać z jej synami, ale w sumie formalnie obaj bracia są pełnoletni, choć Tomek skończył 18 lat raptem rok temu i nadal jest na utrzymaniu rodziców. Pani Jolanta zauważyła również, że jej dom zaczął być obserwowany przez funkcjonariuszy po cywilnemu.

 

Nie dalej niż tydzień lub dwa temu miał miejsce bardzo niepokojący incydent. We wczesnych godzinach rannych Tomek poszedł oddać krew. Gdy wrócił do domu z zaświadczeniem, pani Jolanta zostawiła go samego by odpoczywał i pojechała z mężem po zakupy. Gdy jej nie było, do domu zapukała Policja. Tomek już wcześniej deklarował, że nie boi się funkcjonariuszy bo przecież nic nie zrobił więc dlaczego mieliby być wobec niego nieprzyjemni? Na swoje nieszczęście chłopak nie wziął pod uwagę, że Policja w tym kraju nie do końca działa tak, jak powinna. Uchylił drzwi by dowiedzieć się, czego chcą policjanci - a wtedy ci siłą wdarli się do środka.

 

Jeden z funkcjonariuszy unieruchomił chłopca, drugi nie pytając o nic ani nie pokazując żadnego nakazu rewizji zaczął przeszukiwać dom i szperać w dokumentach nieobecnej pani Jolanty. Wspomnianą już kupioną latem kurtkę policjanci uznali za skradzioną w lutym (sic!) i zabrali w charakterze dowodu, po czym Tomka zabrali na komendę o niczym go nie informując, ani też nie wyczytując mu żadnych jego praw. Na tym etapie chłopak nie miał zielonego pojęcia, czego od niego chcą.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka