Z badań TNS OBOP na temat oceny stanu wojennego wynika, że udział zwolenników stanu wojennego wśród Polaków powoli, ale systematycznie spada. W 1991 roku stan wojenny uważało za słuszny 53% pytanych, w 2001 już tylko 49%, a dziś 46%. Te różnice to nie jest rezultat zmiany zapatrywań, tylko skutek zmian demograficznych. Popleczników stanu wojennego ubywa, bo ludzie są śmiertelni. Za jakieś 20, a uwzględniając postępy medycyny 30 lat nie będzie już nikogo. Nastanie epoka, o której tak marzycielsko wypowiadał się w telewizji Mieczysław F. Rakowski, epoka sprawiedliwej oceny stanu wojennego. Kiedy nikt już nie będzie pochwalał ani nawet usprawiedliwiał wojny, jaką`klika partyjnych kacyków i sowieckich agentów wypowiedziała narodowi.
Badania, których rezultaty publikują media, nic nam nie mówią o tym, co robiły i czym zajmowały się 13 grudnia 1981 roku osoby, mieszczące się w zbiorze tych 46 procent zwolenników decyzji generała Jaruzelskiego. Bardzo ciekawy byłby taki socjologiczny opis bytów, które określały świadomość wtedy i określają ją aż do dziś. Pomijając psychopatów, których podnieca branie za pysk, bez obawy popełnienia błędu można przypuszczać, że stan wojenny ukochali wszyscy ci, którzy byli jego rzeczywistymi lub tylko subiektywnymi beneficjentami. To jest jak z tym facetem, który w czasie pożaru hotelu z ofiarami śmiertelnymi ukradł futro i jeszcze po latach twierdzi, że pożar to bardzo dobra rzecz.
Mamy wciąż dużą grupę obywateli, których zwoje mózgowe skamieniały 13 grudnia 81, którzy mają głowy w mundurkach. Ale oni się już nie rozmnażają.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)