Okiem rewolucjonistki i...
Words are like weapons, they betray
10 obserwujących
147 notek
384k odsłony
  694   0

Trudne życie sprzątaczki. Auschwitz na warszawskim Grochowie!

Historia z życia wzięta, która nie jest komedią tylko przerażającym horrorem.

image


Żar leje się z nieba. Słupek rtęci pokazuje ponad 35 st. C. W skwarze i trudnej do wytrzymania duchocie pani Irena musi wyrywać w zaledwie trzy godziny wszystkie chwasty z osiedlowego podwórka i to wielkości olbrzymiego boiska sportowego. I choć nie ma tego w swojej umowie zlecenie na "żądanie" administratorki budynku zostaje zmuszona do wykonania zadania. Po niecałych dwóch godzinach klęczenia na kolanach Irena słabnie. W końcu traci przytomność. Pozornie zszokowana administratorka budynku nie kwapi się specjalnie do udzielenia pomocy. Wreszcie z torebki wyjmuje telefon. Widać, że dzwoni. Wydawać się by nawet mogło, że to wezwanie o pomoc pod nr 112. Nic z tego! To próba nawiązania połączenia  ...ale z innym sprzątającym - celem zastąpienia Ireny. Jeszcze gorzej zachowali się mieszkańcy bloku. Na widok nieprzytomnej kobiety odwracali swoje głowy w inną stronę. Woleli nacieszyć się kupionymi parówkami w promocji z Biedronki. Ponoć w cenie jednej paczki były aż dwie. Po kilku minutach widać było jeszcze ich głowy wychylające się z balkonów i pety rzucane w miejsce leżącej Ireny. Najbardziej utkwiła w pamięci jednak inna scena. Z drugiego piętra dało się zauważyć dwóch starszych panów. Jeden z nich bez jakiekolwiek zażenowania wypowiedział kilka słów w stronę administratorki. "To już w tym roku czwarta ofiara z tych, które pani zatrudnia. ...i znów przez jakiś czas będzie nieposprzątane." To scena z jakiegoś filmu?! ...ależ skąd?! To naprawdę wydarzyło się na warszawskim Grochowie. Całkiem nie dawno. W miejscu, w którym ...szanuje się prawa zatrudnionych osób - a sami lokatorzy cieszą się ...nieskazitelną opinią.


image

W rozmowie bezpośredniej Pani Irena przyznaje, że praca, którą wykonywała dla tej znanej w całej Polsce "spółdzielni mieszkaniowej" była koszmarem. Codziennością było wymuszanie czynności poza zawartą umową. Nie wystarczyło tylko umyć schodów zwykłym mopem. Mycie schodów polegało na szorowaniu - w tym na usuwaniu plam, które miały już piętnaście lat. Zamiatanie też wcale nie było łatwe. Po wykonaniu tej czynności administratorka przeprowadzała test "białej rękawiczki". Jeśli na rękawiczce pojawiał się szary osad uznawała to - za nie wykonane zadanie i... nakazywała ponownie zamiatanie i mycie. ...aż do skutku.  ...odpuszczała po kilku godzinach - wówczas jak już sama do siebie traciła cierpliwość. Na wieść o wizytacji vice - prezesa tej spółdzielni spryskiwała klatki perfumami jednej z najdroższych marek - Channel. ...warto przy tym dodać, że był to prezent dla jej własnej matki. Brzmi nie wiarygodnie? Ale to niestety ponura prawda. Historia z życia wzięta, która nie jest komedią tylko przerażającym horrorem.


Inni pracownicy tej spółdzielni nie chcą rozmawiać na temat swojego pracodawcy.  Dopiero przy wsparciu psychologa otwierają się na rozmowę i dzielą się zatrważającymi informacjami. Najwięcej emocji budzą kontrole administracyjne. Więcej miały wspólnego z niemieckimi obozami zagłady niż faktyczną oceną pracy osób sprzątających. Nawet przy najlepiej sprzątniętej klatce nigdy nie było pozytywnej laurki. Założenie było takie, że należy znaleść choćby mały skrawek nie wymytej podłogi - a potem rozpętać wojnę. Tylko po co? ...aby wywołać poczucie winy i wymusić realizacje kolejnych zadań spoza umowy?


image


Kiedy przez kilka tygodni w przypadku jednego ze sprzątających nie było możliwości skrytykowania jego pracy - wówczas spółdzielnia wynajęła detektywa, który miał z ukrycia przyglądać się pracy takiej osobie. Pomysł, który miał być kilka miesięcy wcześniej wykorzystany tylko raz - na tyle spodobał się administracji,  iż stał się stałym elementem przy ocenie pracy wszystkich osób sprzątających. Oficjalnie detektyw zatrudniony  jest w roli elektryka. ...lecz jego rola polega na czymś zupełnie innym. Wynagrodzenie detektywa przekraczało 24 tyś złote. Na jego zadania nie szczędzono żadnych pieniędzy. A wynagrodzenie pani Ireny nie przekraczało 1200 zł, a jakakolwiek podwyżka była tylko marzeniem. 


Ulubionym zajęciem wszystkich administratorek jest robienie zdjęć z klatek schodowych i ...wyszukiwanie małych kamyczków i paprochów - a następnie powiększanie ich do rozmiarów niebotycznych. Raz w tygodniu na spotkaniu poniedziałkowym omawiane są już przerobione zdjęcia - a na ich podstawie wyznaczane są nowe cele dla osób sprzątających w rozpoczynającym się tygodniu pracy. Trudno się doszukać w tym zdrowego rozsądku, a jeszcze trudniej zrozumieć "żądania" pań administratorek - aby osoby sprzątające angażowały bliskich członków rodziny do pomocy w sprzątaniu.  Uporczywe domaganie się administracji pomocy rodziny i bliskich graniczyło wręcz z obsesją. Jedna z pań sprzątających musiała zanieść nawet akt zgonu męża aby udowodnić iż nie ma kto jej pomóc w sprzątaniu. ...a i to nie wystarczyło. Wówczas padały pytania o życie osobiste w tym nawet o kochanków, których również można było zaangażować do pracy w sprzątaniu. 


O tym doświadczeniu zawodowym pani Irena nie ma nic dobrego do powiedzenia. Trudno się dziwić. Ale o samych mieszkańcach też nie ma dobrej opinii. Jej zdaniem ludzie nie szanowali jej ani jej pracy. Często tuż po myciu podłogi i schodów specjalnie zostawiali ślady - aby zmusić ją do ponownego umycia. Notorycznie też rozsypywali śmiecie - aby zrobić na jej złość. Tylko komu bardziej szkodzili sobie czy jej? Ponoć za zgodą administracji urządzali też prowokacje. Np. rozrzucali papierki od cukierków. Następnie odmierzali czas ich uprzątnięcia i powiadamiali administratorki o wynikach swojego dochodzenia. Istniała nawet specjalna lista działań prowokacyjnych, którą sporządzały już tylko administratorki wspólnie z detektywem, a którą na koniec opiniował sam prezes.  Od tego zależała premia administracji i... chciałoby się powiedzieć podwyżka dla pani sprzątającej w przypadku przejścia pozytywnie owego testu. Niestety nie! W takiej sytuacji osoba sprzątająca dostawała do sprzątania lepszy mop do mycia podłogi już nie sznurkowy tylko paskowy. Musiał starczyć na ponad sześć miesięcy do sprzątania kilku klatek budynku wielo piętrowego. Ot co!


CDN


Zobacz galerię zdjęć:

+1 zdjęcie +2 zdjęcia
Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo