Problem prof. Chazana wziął się z tego, że podpisał dwa dokumenty o sprzecznych wskazaniach - klauzulę sumienia* i kontrakt podległej mu jednostki z administracją państwową.
Wcale nie musiał tego robić. Nikt go do tego nie zmuszał. Zdawał sobie sprawę, jakie konsekwencje natury zawodowej przynosi mu klazula sumienia*. Nie zdawał sobie sprawy, albo zlekceważył, że państwowy kontrakt na usługi medyczne wprowadza go w inny obszar odpowiedzialności, a więc w sytuację konfliktu wewnętrznego.
Nie uszanował konsekwencji prawnych, jakie wziął na siebie jako dyrektor placówki i nie uszanował siebie, podpisując to zobowiązanie. Zlekceważył swój podpis na kontrakcie, zlekceważył państwo i prawo. Wszystko to uczynił z poziomu swego stanowiska administracyjnego, obok etycznych zasad swojej praktyki lekarskiej.
Prof. Chazan nie chce ponieść odpowiedzialności za działania dyrektora Chazana. Lekceważy to,do czego zobowiązał się swoim podpisem wobec państwa i prawa. Jest po prostu nieodpowiedzialny - jako dyrektor Chazan. Chce odpowiadać wyłącznie przed Najwyższym.
Bo ma sumienie. Sumienie, którego pozwoliło mu podpisywać kontrakt, o którym widział, że jego postanowień nie będzie przestrzegać. No cóż...
Można interpretować, że NFOZ jest Mefistofelesem, a kontrakt cyrografem, w efekcie, że siły szatańskie sprzysięgły się przeciw słudze bożemu Chazanowi. Tyle, ze Profesor mógl zrezygnować z podpisania tego cyrografu - wystarczyło pozostawić szpital na wolnym rynku, lub zrezygnować z dyrektorowania. Względy ekonomiczne zwyciężyły. Czego tu bronić?
To nijak się nie ma do dogmatu życia poczętego i klauzuli sumienia, bo dotykam sfery swobodnych decyzji administracyjnych. Mamy do czynienia z ucieczką od odpowiedzialności za własne postępowanie w inny wymiar etyczny. To manipulacja sumieniem. Ludzie prawi tak nie postępują.
* Już po ukazaniu się notki Yarc zwrócił mi uwagę, że pomyliłem nazewnictwo aktu o którym piszę. Istotnie, pisząc "klazula sumienia" miałem na myśli "deklarację wiary" - i tak proszę traktować niefortunnie pomylone słowa. Okazuje się zresztą, że w debacie publicznej jedno i drugie jest w tym konkretnym przypadku niemal tym samym.Całą resztę wywodu podtrzymuję.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)