Gdyby Polska nie była w NATO, to moglibyśmy się spodziewać podobnych ruchów ze strony Rosji, jak te z Ukrainą.
A nasza droga do NATO - po odzyskaniu wolności w 1989 r. - wcale nie była łatwa. Przyjęcia nas do Paktu obawiał się i Zachód, stąd to początkowe "Partnerstwo dla Pokoju", bez gwarancji bezpieczeństwa. Natomiast Rosja wyobrażała nas sobie w strefie buforowej, czyli między młotem a kowadłem.
Szczęśliwie w Polsce nie było różnicy zdań w sprawie NATO: chcieliśmy pełnoprawnego - i z gwarancjami bezpieczeństwa - członkostwa. Zabiegał o to każdy, kto tylko mógł.
Najbardziej uparty był Lech Wałęsa i nie godził się na półśrodki. A w niego Zachód patrzył - wciąż - jak w obraz, więc mógł sobie pozwalać na więcej, nawet na kłótnie w obecności najpotężniejszych tuzów polityki, w tym - choćby - Madeleine Albright.
Wałesa i Jelcyna potrafił urabiać, kiedy ten w 1993 r. przebywał w Polsce. A podczas obiadu w Helenowie - podobno - tak mu polewał..., że Jelcyn w końcu już nie widział przeciwskazań, aby Polska weszła w skład NATO. I mimo, iż jego współpracownicy chcieli to wykreślić z oświadczenia po spotkaniu z Wałęsą, to jednak nie zrobiono tego. Podobno dlatego, że Wałęsa wjechał Jelcynowi na ambicję przypominając, iż przecież to on jest prezydentem, więc rządzi.
O nasze wejście do NATO zabiegano też czynnie w USA. Aktywni byli Zbigniew Brzeziński i Jan Nowak-Jeziorański. A tytaniczną pracę wykonał ambasador RP w USA, Jerzy Koźmiński, który wraz ze swoimi współpracownikami, jeździł od stanu do stanu i przekonywał ludzi do polskiego członkostwa w NATO. Pobudził też Polonię amerykańską, aby ta uświadomiła kongresmenom z poszczególnych stanów, swoją siłę wyborczą. Pomogło, bo Kongres - po różnych bojach - poparł włączenie Polski do NATO.
Polska stała się pełnoprawnym członkiem NATO w 1999 r. Już nie byliśmy zostawieni sami sobie, więc mogliśmy poczuć się bezpieczniej. Rosja - natomiast - przeżyła wtedy potężne upokorzenie, a niektórzy jej politycy twierdzili, iż zostali oszukani i wymanewrowani przez Zachód, bo Polska nigdy nie miała znaleźć się w NATO.
Dziś widać, że tamte uparte zabiegi polskiej dyplomacji, to wielkie zwycięstwo i siła, z którą Rosja musi się i dziś liczyć. Nie może próbować nas zaanektować, jak próbuje robić to z Ukrainą, bo wypowiedziałaby wojnę NATO, a na to jej nie stać. Może - głównie - pohukiwać i dalej przeżywać swoje dawne upokorzenie.
Inne tematy w dziale Polityka