DOMOWNIK
już "od końca" trzeba czytać, słuchać...
21 obserwujących
136 notek
138k odsłon
  413   3

notka-przewrotka 9, czyli przypominanie sobie tego, czego się nie zapomniało...

nosek w nosek
nosek w nosek
przypominająca sobie siebie tamtą w fak­cikach, może za dokładna, ale za to tylko prawda...

póki co, wróciłam do pracy po kolejnej rocznej przerwie, bo po dwóch (i pół) latach koszmarnych zdalnych wejście na uczelnię trwało dla mnie tylko dwa tygodnie

brak odporności zmiótł mnie na rok, wymiótł z tzw. normalności, miotłą niezrozumiałych diagnoz zagoniona zostałam jeszcze bardziej w kąt, a w kącie, jak to w kącie – same stukostrachy, komplikacje i niewiadome

jaśniej: wydaje się, że pracuję, wydaje się, że emerytką nadal jeszcze nie jestem, chociaż - lew-marzyciel, tzn. ze środkowej fazy - mogłabym

gdybym była lwem-praktykiem, powinnam oczywiście emerytką być, bo socjo-czas sprzyja; przedwcześnie zmarli uwolnili środki, a te „szeroką strugą” (tak kilka dni temu usłyszałam z ust najwłaściwszych) leją się i do, i na

zalewają, przelewają, oblewają... spieszmy się zatem, zanim oleją...

do tego, skoro jestem zodiakalnym wolnościowcem-pacyfistą, to - wobec orki ministerialnej i rektorskiej, a jeszcze bardziej ciałodawania przez gremia - niekoniecznie mam dziś do pracy serce; a jeszcze niedawno miałam duże, gorące

mądrzy powiedzą, że, na ile mogę i umiem, powinnam robić swoje, to, co mi służy; czyli przekierować siebie tam, gdzie a) nie rechoczą b) nie judzą c) nie mówią o "podmiotkach ludzkich"**)

wiem gdzie: do knajpek, zieleni, owoców, ziół, kominkowej grabiny, kamieni pod jesionem... do wspomnianej niedawno książeczki o artyście, która redaktorskim tokiem się już toczy

chciałabym wrócić i do notek-przewrotek; bardzo opornie przyrastają i z trudem się poprawiają, a powinny się skupić, dojrzeć, bo - w realu - blisko trzyletni, bardzo dzielny, mądry braciszek blisko pięcioletniej pięknej i mądrej Lutki czeka na wejście do niespiesznej opowieści o Gromadzie

niewiele się w tej historyjce zadziało od ostatniej przewrotkowej notki; zanim jednak wkleję to skromne nowe, dla przypomnienia daję kawałeczek poprzedniego baju-baju.

Lutka stanęła na poddaszu, przed Krąglakami i była w trakcie przypominania sobie tego, czego jednak nie zapomniała, czyli była (parafrazuję cytat, znakomity ze znakomitej historii) "przypominająca sobie siebie tamtą w fak­cikach, może za dokładna, ale za to tylko prawda miała być"*:

XXXXX

[…] Pamiętam siedzące na parapecie dwie białe kocie mordki. Pamiętam wystrugane z drewna ptaszki i karmniki, pamiętam pergolę podtrzymującą pnącza winorośli uginające się od gron, od soku. Pamiętam leszczynę, z której co roku dzikie wiewiórki podkradały orzechy. Pamiętam krecie wzgórki… Wiele pamiętam, ale nie wszystko…

15.

Lutka była zajęta przypominaniem sobie tego, czego nie zapomniała, a zniecierpliwiona Gromada krok za kroczkiem zaczęła zbliżać się do Gospodarzy, a jeszcze bardziej - do trzech owalnych mis z owocami, orzechami i warzywami. Cóż, zwłaszcza dla zwierząt, które na wątłych łapkach i skrzydłach oddaliły się od swoich stad, podróż była długa i męcząca. Zwierzęta zgłodniały na tyle, że nie minęła minuta, a wszystkie przybyłe pyszczki i łapki zanurzyły się w misach z jedzeniem. Nie minęło pięć minut, a naczynia zostały opróżnione, brzuchy napęczniały, z bród i opuszków kapał sok albo osypywały się okruchy. Gdy chrupania i cmoktania ostatecznie ucichły, dało się słyszeć gwałtowne spory, jakie w międzyczasie prowadzili Owalni Gospodarze, a ściślej – najwięksi i najciemniejbrązowi z nich. Mniejsze i mniejciemnobrązowe stwory z ciekawością przyglądały się Gromadzie, zbliżyły się i ostrożnie próbowały dotknąć przybyszy, a nawet zahuśtały czyimś ogonem lub pstryknęły czyjeś ucho.

Jeden z Okazałych Krąglaków w końcu zabrał głos:

- No dobrze. Skoro siebie już nakarmiliście, pora na wyjaśnienia. Jesteśmy – tu Okazały wskazał na swoich pobratymców – MY, MY z Lipojesionowa. A zatem, logicznie biorąc rzecz, wy jesteście albo WY, albo ONI. Różnicie się między sobą bardzo, ale i ty (tu Okazały wskazał Szarusia), i ty (tym razem łapka Okazałego skierowała się do Bąszcza), no i ty (teraz z kolei wskazana została Kasia) wydajecie się przyjaźnie nastawieni, a zatem raczej jesteście WY, nie zaś ONI… Bo każdy, kto nie jest MY, ale nie jest nam wrogiem, musi być WY… - Okazały snuł rozważania zrazu nieco monotonnie, ale zaczęły one nabierać tempa i zmieniły kierunek - a ONI? Cóż… niech pozostaną tam, gdzie są, niech się nie zbliżają do nas … - tu rozpędzony monolog przerodził się w zaczepne pytania i gesty – Więc, mówcie wprost, jesteście WY, życzliwi i uśmiechnięci?! A może jednak jesteście ONI, ukrywający w zakamarkach futer złośliwości i dąsania?! Może jesteście ONI, co ostrzą pazury i zęby nie tylko na łupiny orzechów, ale żeby wyłamać rygle skarbczyków?! Może jesteście ONI i, zamiast odpoczywać, nocą wykradacie nam spokojne sny lub zamieniacie je w koszmary?! Może jesteście ONI, co zamiast wybijać rytm tańca stopami, tłuką naczynia?! Nikt was tu nie zna, nikt was tu nie zapraszał…

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości