Malgor Malgor
61
BLOG

Karol XVI Gustaw odwiedzi dziś MIIWŚ

Malgor Malgor Kultura Obserwuj notkę 3
i to jest bardzo znaczący wybór

Ja na obejrzenie wystawy głównej miałam 2,5 godziny, a to ponad 6 tys. m2! Starałam się ten czas wykorzystać, ale bez nadwyrężania sił; uchwycić całość, ale zatrzymywać się przy tym, co dla mnie albo intrygujące/nieoczywiste, albo nie dość/nie tak zapamiętane. Czyli: chciałam iść przez ekspozycję główną kierowana osobistą wrażliwością (wiem, banał...), a nie obowiązującą polityką historyczną (nieważne z jakiego poziomu, czasu, opcji), bo do tej oficjalnej, ugruntowanej propedeutyką szkolną/propagandą dociera się zbyt łatwo.

I takie też zdjęcia robiłam: eksponatów, instalacji czy tabliczek, wśród nich są zapewne i zamieszczone w katalogach, ale, jak sądzę, przede wszystkim te pomijane. Bo - może nie dość charakterystyczne, albo nie dość patriotyczne? Może były, ale zostały czasowo usunięte? Pozostawię te kwestie zainteresowanym, wiedzącym więcej/lepiej (tych nigdy nie brakuje:) Tymczasem wkleję kilka moich zdjęć, pomimo kiepskiej jakości, bo - w takim porządku - pokazują, gdzie się zatrzymałam, czyli na co zareagowałam mocniej (zachowuję kolejność):image

Celowo, chcący obejrzeć wystawę, schodzi schodami jak w szeol, a potem wchodzi w korytarze, w rozgałęzione/połączone strefy, Następują chronologicznie. Są problemowe, zawsze multimedialne. Było dla mnie bardzo ważne, że informacja ogólna dociera do widza - przechodnia - nawet jeśli (co nieuchronne) przeoczy nie tylko eksponat, ale i salkę. Napisy, dźwięki, lupy, instalacje, gabloty, filmy, opisy, dokumenty, kopie, świadectwa uczestników nie dublują się, nie zakrywają/zagłuszają siebie nawzajem; dopełniają, wiodą ku kolejnym etapom i miejscom, ale też w głąb opowieści: kto złakniony wiedzy technicznej czy biografistyki, kto chce oddać część bohaterowi - ten przewija ekran, nakłada słuchawki (są i audioguide), odczytuje inskrypcje, czyli podąża za swoją potrzeba lub ciekawością. Albo umawia się z przewodnikiem. Ten przygotuje tematyczną wersję muzealnej informacji (także dla bardzo wyspecjalizowanych czy oficjalnych "klientów"). Ja szłam bez dodatkowego osprzętowania. Według mnie - jak na pierwszy pobyt w Muzeum - bodźców było aż nadto. Zdecydowanie, za dużo i za mocnych.

image

image

image

Nie ma sensu dublować atrakcji wyróżnionych na stronach Muzeum. Na zdjęciach są zatem tylko "moje": Oczywiście, MIIWŚ udostępnia informacje o powstawaniu (no i psuciu) ekspozycji głównej, o wystawach czasowych, ofercie oświatowej, kulturalnej, naukowej, a wreszcie o przygotowywanym, nie bez problemów, muzeum ("plenerowym") Westerplatte:

https://muzeum1939.plhttps://www.facebook.com/Muzeum.II.Wojny.Swiatowej/

image

image

image

Robiłam zdjęcia także po to, by przy lunchu z synem przegadać, jak widzę wystawę. Tę odzyskaną, z przywróconym filmem końcowym. Kilkanaście fotek, takich na szybko, miało zatem dokumentować moje emocje (np. wyrzeźbione przez jeńców miniatury; suknia ślubna ze spadochronu; napis wyryty na obozowym kubku) czy zdziwienia (co sowiecka propaganda zrobiła z fińską częścią wojny, co Japonia zrobiła swoim sąsiadom, jak elementarnymi, dla przeżycia, były i w tej wojnie miska, kubek, łyżka). Były i zachwyty - np. rekonstrukcje ulic/starówki (lubelskiej!), szoki (wielkość niemieckiej torpedy i prostota jej działania). Było też katharsis (np.Symfonia leningradzka Szostakowicza). I był gniew (twarz, mimika, ryk Mussoliniego, używane przez dyktatorków/chamów każdego czasu).

Nie jestem miłośniczką muzeów (a także akademii, wieców, pochodów, pikiet, klaskania...). Nie muszę być obiektywna. Muzea są oczywiście różne. Narodowe, lokalne, imienne, ku czci, sprofilowane panegirycznie czy żałobnie, z artefaktami charakterystycznymi albo dziwactwami; są dla dzieci i dla koneserów; są o technice, o kulturze, o ludziach, o zdarzeniach. I każde znajdzie odbiorcę, zwabionego tematem, ale też specyfiką pozyskiwania, prezentowania, udostępniania zbiorów, a zatem - intencją osiągnięcia określonego typu reakcji u zwiedzającego. Są takie, w których kontempluje się przeszłość czy kulturę, są też takie, które wymuszają aktywność, są zaproszeniem nie tyle do zdobywania wiedzy, ile do uczestniczenia w minionym. Także w minionym wielkim, świętym, albo - ciągle nieminionym, nadal potwornym, nierozliczonym. Nie ukaranym.

MIIWŚ miało mieć - tak zostało pomyślane i zrealizowane - charakter narracyjny (daję link, tłumaczący tę koncepcję).

https://culture.pl/pl/artykul/muzea-narracyjne-powrot-do-przeszlości

I miało być - tak zostało pomyślane i zrealizowane - "kontekstowe". O historii wojny rozgrywającej się w Polsce, o losach tu mieszkającej ludności, o miejscach i zdarzeniach, opowiada się w kontekście europejskim i - zgodnie z nazwą własną wojny - światowym. Muzeum upamiętnia ofiary także tym, że (przepraszam za truizm) zaprasza do refleksji, nie zamykając jej efektów w izolowanej gablocie czy propagandowym sloganie.

Jednoznaczna (niektórzy z pretensją mówią: uniwersalna) nazwa Muzeum zawiera w sobie wielość zjawisk, ideologii, polityk, miejsc, grup etnicznych, wyznaniowych czy społecznych - wszystkie one są uchwycone/opowiedziane, jako ogniwa jednej historii. Tak, w tej koncepcji Muzeum jest to historia barbarzyństwa, zbrodni, cierpienia, śmierci, zagłady, terroru, ofiary. Na jednej szali historii umościło się zatem draństwo ideologicznych ambicji i pretensji, na drugiej położono eksterminację narodów czy grupy etnicznych. Ale konieczna jest i dodatkowa waga, której obie szale za małe są, by pomieścić indywidualny los, pojedynczą twarz, cywilną śmierć.

Monumentalne instalacje na tej wystawie nie są ważniejsze od sukni ślubnej zrobionej ze spadochronu, figurek wykonanych ręką więźnia lagru, napisu na misce czy obrazka satyrycznego. Majestat zagłady, wywózek, głodu ("technika") nie są ważniejsze od śmierci dziecka ze wsi Sochy na Zamojszczyźnie. I każdego innego dziecka, w każdym z rejonów, które wojna zagarnęła. Zamordowane, zagłodzone, ukradzione polskie dziecko, w tym dziecko żydowskie, nie jest ważniejszą ofiarą niż dziecko serbskie czy sowieckie.

image

image

image

Wystawa jest i po to, by pamiętać, że wszystko, co złe, już było; że polityka siły, bezwzględnej, butnej, aroganckiej siły - to dla wielu pożądana, bo skuteczna strategia. I że nie ma w wojnie nic, co byłoby warte jej nobilitacji. Ja nie mam z takim "przesłaniem" Muzeum żadnego kłopotu.

https://www.gdansk.pl/wiadomosci/Trzy-recenzje-sa-podstawa-krytyki-PiS-wobec-Muzeum-II-Wojny-Swiatowej-Jako-pierwsi-ujawniamy-co-w-nich-jest,a,57214

Historia - jako nauka dziś uprawiana - ma do wykorzystania narzędzia, ma metody, by prawdę (świadomi niedostępności Prawdy powiedzą: prawdziwościowość) przybliżać. Chodzi o źródła, niesfalsyfikowane, gromadzone w dobrej wierze; chodzi o zestawienie i konfrontowanie dostępnych artefaktów czy świadectw, bo to pozwala zbliżyć się do prawdy (prawdziwościowości) zdarzeń i osób, a więc do wiedzy o nich. Nie wypada dla doraźnej, propagandowej korzyści ukrywać źródeł czy za autentyk podawać fałszywki; ten, który źródła ukrywa czy fałszuje, popełnia grzech ciężki, niewybaczalny; nie tylko w tzw. środowisku.

Wystawa ma też szczególny cel pedagogiczny: wytrącenie z dobrostanu, z ideowego zleniwienia. Każdy artefakt, relacja czy zapis może otworzyć "podopowieść", jak tę o nudzie, jako oczywistym stanie żołnierza, czy o świecie "na niby", wypełnionym produktami zastępczymi. A najważniejszy, jak sądzę, cel tej wystawy? Pokazanie zycia, wiec i śmierci celowo odzieranych z majestatu, upamiętnienie umierających, głodnych i poniżanych. Bo taka jest prawda wojny. Nie ma innej.

To - tak mówią - prawda cywilna, banalna, piwniczna. Niektórzy twierdzą, że mniej cenna od bitewnej i bohaterskiej. To ich perspektywa.

Mam inną. Ja - cywil miałam przez wystawę przejść, doświadczyć (przeżyć), nie zaś się okuć w wiedzę oczywistą i będącą na usługach polityków. Taka wiedza jest dziś dostępna za darmo, w każdej formie i ilości. Kto chce, niech sięga.

image

image

image

image

image

image

Nazwa tego muzeum jest właśnie taka: II Wojna Światowa. Nie polska wojna, nie np. zwycięzcy i zwyciężeni, nie militaria czy bitwy. A skoro taka nazwa - taka konwencja - taki pomysł i metodologia, to trzeba z jednej strony pomieścić wiele, ogrom; z drugiej strony trzeba zachować proporcje i budować napięcie, ale i - z trzeciej - dać pierwszeństwo "autentykom" (eksponatom, relacjom) oraz emocjom. To zostało zapisane w kamieniu węgielnym tego muzeum. I to do takiego przyjeżdżają TŁUMY! Naprawdę, tłumy.

I na koniec zdjęcie dla koneserów:) to część kompleksu muzealnego, w której najbujniej, w dodatku po męsku uprawiało się politykę zagraniczną. Jasne, że nie samotnie:) Wedle moich informatorów - uprawiało się z kumplami kibolami. Na fotce widok z zewnątrz, ale - wedle moich informatorów -  można tu wejść, zwiedzić, focię zrobić, wynająć na nockę, a i z siłowni, której sobie najprawdziwszy rezydent zażyczył, skorzystać:) Byleby za kasę:)

image

Ps.

Niestety, nie pamietam, co szwedzkiego jest na wystawie. Inny aspekt: wizyta w MIIWŚ "na równi" z obiadem z KN, rozmowami z marszałkami sejmu i senatu. Taki mix oficjalnego, nudnego z nieoficjalnym, nienudnym? A dlaczego na trasie i Karola Gustawa Dom Zdrojowy? Może dziadek Karola Gustawa tu wypoczywał (albo i okupował:)) Obiecano mi objaśnienia, ale póki co (za wiki:) "Poprzedni dom zdrojowy w Brzeźnie został zbudowany w latach 1840-1842. Znajdowało się w nim 40 pokoi, duża sala oraz łazienki z wodą morską. W roku 1891 dom odwiedziło 39 tysięcy gości, jednak rok później, w roku 1892, został on zniszczony w pożarze. W związku z tym postanowiono wybudować nowy dom zdrojowy w nowej lokalizacji – przy obecnej ulicy Zdrojowej 2 w Gdańsku. Nowy obiekt udostępniał gościom możliwość odbywania kąpieli w podgrzewanej wodzie morskiej. W bezpośrednim sąsiedztwie budynku znajdował się również niewielki park. W 1900 roku pomiędzy domem zdrojowym a plażą wybudowano halę plażową, nie przetrwała ona jednak do czasów współczesnych. Po II wojnie światowej budynek domu zdrojowego został zaadaptowany na mieszkania komunalne, zamieszkały był do roku 2016. W lipcu 2019 roku rozpoczęła się modernizacja domu zdrojowego. Zakres prac obejmował budynek o powierzchni użytkowej 1670 m² oraz przyległy park o powierzchni 0,9 ha. Prace zakończyły się pod koniec 2021 roku, oficjalne otwarcie miało miejsce 18 grudnia 2021 roku. Obecnie w budynku znajduje się Centrum Edukacji Ekologicznej (zarządzane przez Hevelianum), restauracja oraz miejsca noclegowe. Park przed budynkiem zawiązuje swoim wylądem do historycznego parku z roku 1893".2415W lipcu 2019 roku rozpoczęła się modernizacja domu zdrojowego. Zakres prac obejmował budynek o powierzchni użytkowej 1670 m² oraz przyległy park o powierzchni 0,9 ha. Prace zakończyły się pod koniec 2021 roku, oficjalne otwarcie miało miejsce 18 grudnia 2021 roku. Obecnie w budynku znajduje się Centrum Edukacji Ekologicznej (zarządzane przez Hevelianum), restauracja oraz miejsca noclegowe. Park przed budynkiem zawiązuje swoim wylądem do historycznego parku z roku 1893".

Malgor
O mnie Malgor

nie obrażam, czasem coś za szybko napiszę; albo - emerytką JUŻ jestem, więc - nie hejtuję:)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura