"Wojna zastępcza" - o czym jest serial TVP?
Akcja serialu rozpoczyna się w 1991 roku, w okresie przemian po upadku komunizmu. Główni bohaterowie trafiają do szkoły agentów w Kiejkutach, gdzie przygotowują się do pracy dla polskich służb specjalnych. Fabuła koncentruje się wokół rosyjskich wojsk stacjonujących jeszcze w Polsce oraz tajnych głowic nuklearnych, które zostały ukryte i sprzedane przez rosyjskich oficerów. Są oni namierzani przez agenta, który jest świeżo po szkoleniach i wpada w romans z rosyjską odpowiedniczką - Nastią, która przekazuje mu tajne informacje. W głównych rolach występują m.in. Mateusz Więcławek, Waleria Gorobets, Piotr Witkowski oraz Karol Bernacki.
W produkcji grają także Paulina Gałązka, Waleria Gorobets, Mariusz Bonaszewski, Mirosław Haniszewski i Cezary Żak. Za reżyserię odpowiada Denis Delić, który współtworzył scenariusz razem z Mateuszem Pastewką, Tomaszem Kępskim i Michałem Kozłowskim. Zdjęcia realizowano m.in. w Łódzi, Piotrkowie Trybunalskim, Bieszczadach oraz Świętochłowicach. Serial jest z jednej strony laurką dla Tadeusza Mazowieckiego za misję ONZ na Bałkanach, a z drugiej ośmiesza w kilku scenach Antoniego Macierewicza, szefa MSW w 1992 roku.
"Wojna zastępcza” pod ostrzałem byłego oficera wywiadu
Zdaniem byłego funkcjonariusza UOP i Agencji Wywiadu Marcina Falińskiego "Wojna zastępcza" w fałszywy sposób przedstawia działanie polskich służb specjalnych, w tym dawnego Urzędu Ochrony Państwa. Były oficer wywiadu zarzuca twórcom produkcji liczne nieścisłości i absurdalne sceny związane ze szkoleniem agentów.
– Pokazana jest karykatura szkolenia. Nic nie jest prawdziwe – ocenił Faliński w "Rzeczpospolitej".
Krytycznie odniósł się między innymi do scen rekrutacji agentów oraz sposobu przedstawienia struktur służb specjalnych i wojska. Według niego serial miesza kompetencje różnych formacji i tworzy nieprawdziwy obraz działania polskiego wywiadu po 1989 roku.
Najmocniejsze słowa padły jednak w kontekście wpływu serialu na odbiorców. Faliński stwierdził, że produkcja wpisuje się w rosyjską narrację dezinformacyjną.
– Ten serial to jedna wielka dezinformacja i inspiracja. Jest bardzo prorosyjski, a wręcz antypolski – powiedział były funkcjonariusz.
W jego opinii serial ośmiesza polskich oficerów i pokazuje ich jako niekompetentnych amatorów. - Jeżeli będziemy emitować w publicznej telewizji, za publiczne pieniądze dezinformację, to jakie my mamy szanse w starciu z takim przeciwnikiem, jakim jest Rosja i jej służby? Według mojej wiedzy reżyser i współscenarzysta pochodzący z byłej Jugosławii rozpoczął studia filmowe w Moskwie - opowiedział Faliński "Rzeczpospolitej".
Były oficer chce reakcji ABW
Ponadto Faliński zasugerował, że sprawą powinna zainteresować się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. - Moim zdaniem sprawą powinien się zainteresować kontrwywiad ABW. Bo serial ten jest szkodliwy dla bezpieczeństwa państwa. Robi wodę z mózgów Polakom - przekonuje. Faliński zwrócił również uwagę, że twórcy osadzili fabułę w rzeczywistych realiach politycznych i wykorzystali istniejące instytucje, takie jak UOP, zamiast stworzyć fikcyjną organizację.
Mimo kontrowersji serial cieszy się niezłą popularnością. Pierwszy odcinek oglądało ponad 1,2 mln widzów, a średnia oglądalność utrzymuje się na poziomie około miliona osób. Emitowany jest w niedziele o godz. 20.55 w TVP.
Fot. "Wojna zastępcza"/screen TVP
Red.






Komentarze
Pokaż komentarze (30)