to fotka z wczoraj, na szybko zrobiona, z samochodu, tylko jedna, bo wścibskość nie leży w mojej naturze:

Wg AI - zdarzyło się "w nocy z 9 na 10 września 2025"
Wg Zajączkowskiej-Hernik - "rakieta omyłkowo uderzyła"
Wg głupoli politycznych - władza utajniła, co w co uderzyło
Wg łobuzów dziennikarskich i komentujących - władza zostawiła małżeństwo na pastwę chłodu i głodu, "staruszkowie" dziurawymi garnkami zbierali wodę kapiącą z dziurawego dachu
A wg mnie -- co 17.09.2025 napisałam w bardzo wtedy aktualnej notce (konteksty, fotografie, wypowiedzi) - wiadomo było (od razu!), co się zdarzyło, i z jakimi konsekwencjami:
https://www.salon24.pl/u/malgor/1463712,wyryki-wytyczno
Po 2 miesiącach wdałam się w dyskusję (zawsze jałową, przykrą, sprowokowaną cwanym redakcyjnym postem/przedrukiem) z łobuzami-trolami, którzy po dwóch miesiącach od zdarzenia nie tylko psioczyli na opieszałość władzy w odbudowywaniu domu (a musieli wiedzieć, że odbudować się nie da i że fundamentów nie robi się w mróz), ale tworzyli na tej opieszałości (przypomnę po dwóch miesiącach od zdarzenia) diagnozę złej władzy w ogóle. Było też coś o etnicznej tożsamości małżeństwa i ich sąsiadów. Było i o uzależnieniach. Taka polska klasyka.
Fakt. Wg mnie (co piszę i piszę) władza jest i po to, by ją krytykować. Się władzę bierze (jak kocice:) - na dobre i złe, i trzeba (wypada!) wystawiać grzbiet i pięty. Wg mnie władza namaszczana i celebrowana, przez swoich wyznawców, jest podwójnie podejrzana.
Pisałam też - w komentarzach (z linkami do oficjalnych informacji) - że wg tych, z którymi tu rozmawiam, poszkodowani zostali zaopiekowani (przez gminę, wojewodę, mieszkańców, wojsko, straż, belfrów itd.) na ile się wtedy dało; że to, co było do uratowania (a musieli nagromadzić i rupieci), wyniesiono, zabezpieczono, że zimę spędzą nie "w klitce", a w wyremontowanym mieszkaniu przy gminnym ośrodku zdrowia; pisałam, że kolportowaniem kłamstw i nakręcaniem emocji trole robią bardzo podłą robotę i wobec "staruszków", i wobec (także poszkodowanej) społeczności lokalnej; pisałam, że wg tych, z którymi tu rozmawiam, nie tylko trafiony dom jest do całkowitej rozbiórki, ale i sąsiednie budynki solidnie ucierpiały; no i że nowy dom - zgodnie z wolą poszkodowanych - będzie wybudowany tu i tak, jak sobie zażyczą. Bo - co już wiem - starzy nie idą na nowe. A starzy podkręcani przez cwaniaczków, tym bardziej, nie pójdą.
Cukrzyłam? Jakoś tak. Z poczucia, już, "przynależenia"... 15 lat tu pomieszkuję przecież, co moje zbieram, o moje dbam. Ale na budownictwie, a i na prawnych regulacjach odszkodowawczych nie znam się. Taki wyjątek ze mnie. Na salonie, jedna z niewielu, które do niewiedzy się przyznają. Ba! Cenią ją sobie. Bo dzięki niej docenia się możliwość nauki:)
Nie porzucam tematów. I dopisuję jego 3 epizod (prywatnie, nieobiektywnie): się buduje. Nie wiem - nie pytałam - jak duże, czy podobne, ale praca trwa.
Bez fajerwerków. Na widoku (a pamiętam głosy, żeby zasłonić scenę, bo co ma gawiedź widzieć ruinę i się napawać dachem przykrytym brezentem). Tym razem bez medialnej oprawy, bez nabzdyczonych reporterów. Nie pytałam - bo i po co? - za ile i przez kogo się buduje, bo, wiadomo, nabzdyczeni w końcu się zjawią, prześwietlą, podliczą. I skrytykują. Bo tak. Bo tak w Polsce się plecie. Bo Polak Polakowi tak lubi (wiem, prostacki styl, ale celowy).
A przy okazji, korzystając z okazji, zajrzałam do wyrykowej biblioteki przy wyrykowej szkole podstawowej. Rozmawiałyśmy i o tej rakiecie. Bo ludzie słyszeli i widzieli, co, czym, w co. Dzieci też pamiętają. I to one się boją. Dorośli (dorosłe!) raczej gniewni, niż przestraszeni.
A co do biblioteki. Można sprawdzić, jest oficjalnie opisana.
Ja o czymś innym. Oczywiście prywatnie. Więc stronniczo:) I takie robiłam zdjęcia:

Chodzi o zdziwienia: biblioteka z 2016, a więc "zakontraktowana" w 2013, 2014 (czyli za Tuska planowana i finansowana, za Szydło wybudowana i rozliczona); w najmniej licznej gminie województwa lubelskiego (2 tys. mieszkańców); przy ogromnej szkole, do której dziś - wraz z oddziałem przedszkolnym - chodzi... 70 dzieci (klasa 1sza, która wczoraj zeszła do pełniącego funkcję świetlicy "kącika zabaw" - to 4 dzieci; na marginesie - także celowym - sprawa "likwidowanej/bronionej/przejmowanej" szkoły podstawowej w Kaplonosach, z podobną ilością dzieci).

Biblioteka dziś to "dom kultury" (uwierzycie, że na bardzo wschodniej ścianie nie tylko w gminach, ale i niemal w każdej wiosce są świetlice, place zabaw, "altany plenerowe", "samoobsługowe stacje naprawy rowerów"?), z możliwością wynajęcia na imprezy każdego "kulturalnego" typu (nie tylko rodzinne/okolicznościowe, także wernisaże z lampką szampana, warsztaty, spotkania/konferencje, koncerty, prezentacje), z noclegami, zapleczem kuchennym itd.); projekty unijne, ale i krajowe to chleb powszedni obecnej dyrekcji; oprzyrządowanie: stołówka, siłownia plenerowa (w mojej bardzo wschodniej wsi też będzie:)); sala konferencyjna, pracownia komputerowa. Salka regionalna. I - studio nagrań! Tak, tak, bo (sprawdziłam w necie) studio nagrań (a może po prostu kabina nagraniowa) to dziś podstawa obecności, marketingu, promocji, rozpoznawalności, digitalizacji, wsparcia lokalsów... Takie buty. "Nowoczesne" buty. A czasem "narodowe" (projekt i album: Gmina Wyryki w Niepodległej).
Byłam pod dużym wrażeniem - nie tylko właśnie wielkości (wg mnie, jednak, nadmiarowej) i zasobności biblioteki (i nie chodzi wyłącznie o książki), ale i pomysłów (na pozyskowanie środków, pisanie projektów - ma to swoje nazwy), pasji i otwartości osób za bibliotekę odpowiedzialnych. To nie dom kultury; to miejsce spotkania... kultur? lepiej gdyby - ludzi: "ludzie ludziom".
A raczej "kobiety kobietom"? Bo kobiety tu rządzą. I pokazują swoje dokonania: plastyczne, rękodzielnicze, literackie, muzyczne.



Czyli (nieśmiesznie będzie i stronniczo, bo co - pomieszkując tu dopiero od 15 lat - wiem o lokalsach): faceci tutejsi w regresie? Mizeroty uzależnione albo pracusie kredytowe? Nie widać ich, albo źle widać?
A kobiety - o! w każdej wsi jak nie koło gospodyń, to klub seniora (-ki!), jak nie świetlica (etc.), to biblioteka. I wiedzą, gdzie leży kasa (unijna przede wszystkim). I jak po nią sięgnąć. Po prostu. Bo tak trzeba.
Ps.
Obiecałam Paniom, że pokażę bibliotekę, a u mnie, co obiecane, to dotrzymane:)
O ptaszętach (znowu łowię! w tamtym roku było 105 gatunków; w tym, w 2 dni, 31, z nowości: lerka), zielonym (sporo wymroziło, ale rabarbar i mięta już wyłażą) czy przywleczonym przez mrówki (bo i tak tu bywa, w końcu tereny na kontrabandę) - następnym razem. O ile.
---
https://www.facebook.com/gbpwyryki/?locale=pl_PL
https://gbp.wyryki.eu/uslugi/wynajem-pomieszczen/



Komentarze
Pokaż komentarze (13)