Niewolnik naukowy, fizyk, pracownik PAN-u w jednej osobie, dał świadectwo tego, że nie przejmuje się tym, iż LHC może być kresem metodologii fizyki i nadal śledzi za tym, co się w tej najdroższej rurze Swiata dzieje.
A tam błysnęły fajerwerki chińskie jak ognie bengalskie, i popłynęła z nich zupa gluonowo-kwarkowa (co za bred!), błyski której przypomniały mi "węże faraona" – moją ulubioną zabawkę w laboratorium chemii.
Koszt, skala i abstrakcyjność tego eksperymentu są tak oszałamiająco wielkie, że aż powodujące zanik pojęcia narodowych badań i uniemożliwiające osiągnięcie powtarzalności eksperymentu.
Według tego oświeconego pośrednika między LHC i Polakami, ta skala wprowadza taki aspekt tajemniczości badań, jaki udawało się osiągnąć faraonowi w stosunku do swoich rodaków, Egipcjan.
Piękny brudnopis komentarza, gdyby nie fatalna konkluzja, w której niewolnik naukowy (w tłumaczeniu na polski - dogmatyk) postawił na jednym stopniu podium faraona i kapłanów.
A wiecie dlaczego on tak zrobił?
Tak robią wszyscy dogmatyczni pośrednicy. Niech pospólstwo wie tylko tyle co faraon i nie miesza kapłanom mieć kontrolę nad kasą.
Inne tematy w dziale Technologie