eksperyment, czyli falsyfikacja.
Ileż razy słyszałem tą frazę odmienianą przez wszystkie przypadki i rodzaje.
Powtarzają mi ją wszyscy, od profesorów fizyki, do tych kundli, które szczekają na idącą do swojego celu karawanę.
Jako przykłady przytacza mi się wszelakie matematyczne badziewie, do którego sztucznie podpięto fizyczne terminy, które mają sugerować, że rzecz dotyczy opisu Przyrody.
Chociaż wiem, że większość rezultatów jest fałszowana lub fitowana, to bardzo trudno tym biegłym szulerom (tj. profesorom fizyki), coś dokazać, gdyż oni mają dwa bardzo przydatne w dyskusji instrumenty:
- przemilczanie argumentów drugiej strony (jeśli nie możemy wykazać, że jest w błędzie, po prostu ignorujmy go);
- obraźliwe ośmieszanie interlokutora;
- BANOWANIE.
Ten ostatni sposób jest ewidentnym świadectwem bezsilności, ale oni wolą być choćby chwilowo bezsilni, niż przyznać komuś innemu rację.
Doszło już do takiej śmieszności, że prof. Jadczyk wymagał wczoraj od przeciętnie statystycznego blogera zbudowania modelu "tu i teraz" pod groźbą anatemy!
Tak im się marzą modele. Tak im się dają eksperymenty. Dajmy im szansę.
Do dzisiejszego dnia nikt nie umie wpływać na rozpad promieniotwórczy, co ewidetnie świadczy o tym, że zaproponowany model tego zjawiska jest zły.
Panowie Profesorowie, badacze Przyrody i wszyscy, którzy interesują się tymi zagadnieniami:
Zaproponujcie model zjawiska promieniotwórczości naturalnej i wynikający z niego logicznie eksperyment falsyfikujący to zjawisko.
Możecie wykorzystywać wszystkie znane i nieznane do tej pory sztuczki matematyczne.
Daję na to rok czasu. Zobaczymy jacy jesteście mądrzy.
Inne tematy w dziale Technologie