waldemar.m waldemar.m
892
BLOG

Jak budować elektrownie atomowe.

waldemar.m waldemar.m Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 21

Wracam do Fukushimy. Minęło 17 dni od tsunami. Życie jeszcze raz pokazało, że niezawodna jest tylko historia. Ona, jak za wszystkie lata trwania ludzkiej cywilizacji nikogo, niczego i nigdy nie nauczyła.

 

ZSRR kłamał po Czernobylu? Japończycy też.

 

ZSRR odmówił otrzymania specjalistycznej pomocy od innych krajów? Japonia też.

 

Toshiba powołała zespół składający się z 750 inżynierów, który już dzisiaj mogę nazwać "Silną grupą pod wezwaniem". Gdy się o tym dowiedziałem zadałem sobie tylko jedno pytanie: 750 głupców jest inteligentniejszych od jednego? Przecież oni wszyscy o wszystkim wiedzieli i nie reagowali. Co się zmieni?

 

GE powołało grupę 150 specjalistów. Ktoś tam jeszcze …., etc.

 

A u nas.

 

A u nas kilku "specjalistów" zjadło wszystkie rozumy i robią za wszystkie antykryzysowe sztaby.

 

Ich nazwiska? – pytacie.

 

Prof. Mielczarski, prof. Turski, prof. Strupczewski.

 

Dopiero dzisiaj do mnie dotarło, że to są przecież TEORETYCY, którzy tak naprawdę nie rozumieją tego o czym mówią, a więc doszedłem do wniosku, że moim obowiązkiem jest zabrać głos. Będzie to opowieść PRAKTYKA.

 

Wywołał mnie "do tablicy" prof. Mielczarski swoją wypowiedzią na temat tego jak powinny być budowane reaktory w przyszłości:

 

Jeżeli elektrownie jądrowe mają być bezpieczniejsze konieczne są poważne zmiany w ich konstrukcji. Reaktory muszą zostać wyposażone w niezawodne, autonomiczne układy chłodzenia. Konieczne jest lepsze zabezpieczenie radioaktywnych odpadów na terenie elektrowni poprzez osłonięcie ich, podobnie jak rdzenia reaktora, silną obudową żelbetonową jak również wyposażenie w autonomiczne układy chłodzenia. Elektrownie jądrowe muszą zostać dodatkowo wyposażone w duże zbiorniki wody, która może być użyta do chłodzenia w stanach awaryjnych w układzie zamkniętym.I wiele innych jeszcze daleko idących zmian.

 

Studia zaczynałem dwa razy. Pierwszy raz zgodnie z planem, a drugi zgodnie z życzeniem. Ja zdałem na Politechnikę Wrocławską, a moja dziewczyna nie zdałą na Politechnikę Szczecińską, chociaż egzaminy tam były dużo prostsze (wyjaśnienie jest tylko jedno – nerwy!).

 

Podjęliśmy decyzje, że ona przyjedzie do mnie i będziemy się przygotowywać do egzaminu wstępnego razem. Przerwałem studia i poszedłem do pracy w kombinacie chemicznym. Skierowano mnie na aparatowego wydziału polioli. Prowadziłem ich syntezę.

 

To była ciekawa robota i bardzo odpowiedzialna, gdyż reakcja była silnie egzotermiczna i w każdej chwili groziła wybuchem.

 

Któregoś dnia ustawiłem dozowanie jednego z komponentów polimeryzacji i poszedłem do palarni rozwiązywać zadania. Robiłem matematykę i … zapomniałem o bożym świecie. Gdy przybiegł kolega i krzyknął, że coś się dzieje na moim reaktorze poleciałem na piętro szybciej niż strzała.

 

Włos mi się zjeżył na głowie.

 

Robocze ciśnienie reaktora – do 3 atm.

 

Zawór bezpieczeństwa ustawiony na 6 atm.

 

Faktyczne ciśnienie na reaktorze – 16 atm !

 

Miałem tylko dwa wyjścia – uciekać lub postarać się otworzyć zawór bezpieczeństwa i wyrzucić zawartość reaktora na dach.

 

Wybrałem trzeci wariant – powolne odpowietrzanie reaktora z intensywnym chłodzeniem płaszcza.

 

Najgorsze było to, że nie widziałem ile reagenta weszło do reaktora ze zbiornika dozującego, gdyż coś zasłaniało poziom cieczy w rurce poziomowskazu.

 

UFF! 16 godzin walczyłem z tym reaktorem, ale wyszedłem z tej walki zwycięsko. Pozostawało następnym razem uważnie prowadzić proces żeby zorientować się co się stało.

 

Rzecz była za małym. Okazało się, że coś pływa w zbiorniku dozującym i raz zasłania poziomowskaz, a raz wypływ cieczy ze zbiornika dozującego do reaktora. Po rozebraniu zbiornika dozującego znaleźliśmy tam doskonale zachowaną gazetę (sprzed trzech lat – to jest z okresu kapitalnego remontu instalacji i kufajkę.

 

Wnioskowałem zatrzymanie całego wydziału i kontrolę wszystkich układów dozujących, ale … plan okazał się silniejszy niż ja i zagrożenia.

 

Popracowałem pół oku, zdaliśmy na studia i zwolniłem się z pracy. Rok później ten wydział przestał istnieć. Wybuch był tak potężny, że cegły z których był zbudowany budynek wydziału zmieliło na proszek, a konstrukcje stalowe karkasu poskręcało jak korkociąg.

 

Gdy skończyłem studia i po 5-ciu latach wróciłem do tego samego kombinatu skierowano mnie do pracy na wydział POLIOLI. Nie, nie ten sam. Tamtego przecież nie było. Na nowy.

 

Zbudowany przez Anglików na licencji. Piękny. Z autonomicznym systemem chłodzenia z własnym, dużym zbiornikiem wody. Z pancerną ścianą oddzielającą sterownię i pomieszczenia administracyjno socjalne od hali produkcyjnej.

 

Z trzema antywybuchowymi ścianami – dwie z których – szklane.

 

Gdyby wybuchło to siła rażenia poszłaby na boki wywalając te trzy ściany, nie uszkadzając sterowni i obsługi.

 

Przypomnijmy co na temat nowych elektrowni mówi prof. Mielczarski:

 

Koszt budowy elektrowni jądrowej zwiększy się o minimum 30 proc., a pierwsze nowe konstrukcje mogą pojawić się za 5-7 lat. Dlatego z decyzją budowy elektrowni atomowej należy poczekać co najmniej 5-10 lat, …

 

Pięć lat po wybuchu, który zniósł z powierzchni ziemi stary wydział polioli, podczas rozruchu nowej instalacji, mieliśmy swoje, "polskie tsunami", które wyprowadziło z ładu nasze autonomiczne chłodzenie, a zbiornik własnej wody dla chłodzenia reaktora spowodował zalanie silników dieslowych.

 

Wniosek: jeśli czegoś człowiek nie wymyśli, to za niego wymyśli to PRZYPADEK !!!

 

Czy jest lekarstwo na taką złośliwość Przyrody? Wydaje mi się, że jest i wcale ono nie jest tak skomplikowane, jakby się wydawało.

 

Wszyscy już wiemy, że najkrytyczniejszy moment w pracy reaktora, to ten stan, w którym nagle przestaje pracować jego chłodzenie, gdyż reakcje rozpadu promieniotwórczego biegną nadal i wydziela się taka ilość ciepła, która wystarcza na stopienie reaktora.

 

I nie przeszkadzają temu procesowi pręty moderujące i pręty gaszące wsuwane do rdzenia reaktora.

 

Ciekawie wyglądałaby sytuacja gdyby pręty paliwowe można było spuszczać do drugiego "rdzenia" wykonanego z boru, albo z kadmu. Za miesiąc będę miał okazję skonsultować takie rozwiązanie.

 

Ono, połączone z pasywnym systemem chłodzenia powinno uczynić eksploatację tradycyjnych reaktorów atomowych bezpieczną.

 

A jak budować budynek reaktora?

 

Tak, żeby wszystko co może się rozwalić podczas klęski żywiołowej, zamachu terrorystycznego, albo wybuchu produktów rozkładu lub rozszczepienia nie utrudniało dostępu służbom ratunkowym i likwidacyjnym do obiektu i tworzyło jak najmniejsza ilość odpadów.

waldemar.m
O mnie waldemar.m

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Technologie