Co można pomyśleć o facecie, który nie zważając na nic powtarza takie niestworzone banialuki?
Wirtualne cząstki mogą nie mieć masy,i mogą ją mieć- to zależy od modelu.Podobnie jak z momentem magnetycznym- cząstka wirtualna nie musi mieć ładunku, by mieć ten moment.Myślę ,że linia graniczna między cząstką wirtualną a niewirtualną - nie jest możliwa do wytyczenia w sensie konceptualnym.
http://autodafe.salon24.pl/368031,neutrinowa-awantura#comment_5356423
Tak, prawidłowo myślicie, a i ten gest, który pokazujecie, też prawidłowo się asocjuje.
Czego jednak oczekiwać od faceta, o którym opowiadają taką historię.
Żył sobie jeden warszawski fizyk z żoną i kotem.
Któregoś dnia postanowił on pozbyć się kota.
Odwiózł go dwa kilometry od domu. Wyrzucił na pobocze i wraca.
Gdy podszedł do mieszkania zobaczył przy drzwiach czekającego kota.
Wkurzył się fizyk na kota, jak na gotenksa, schwycił za kark i zawlókł do samochodu.
Odwiózł go 5 km od domu, skręcił w stronę lasu przejechał jeszcze 500 m i ... pozbył się swego pasażera.
Wraca do domu, nuci sobie "A pasjonata", a jehydny uśmiech nie znika z jego oblicza.
Przyjechał. Zbliża się do drzwi, a tam, na progu wita go szczęśliwy kot.
Czerwony ze złości jak burak, łapie fizyk kota za ogon, wrzuca do klatki i idzie do smochodu.
Odjeżdża 15 km od miasta. Skręca na lewo. Przejeżdża 6 km, skręca na prawo i przejeżdża jeszcze 7. Czeka aż odkryją szlaban kolejowy, przejeżdża na drugą stronę torów, skręca w lewo. Przejeżdża pod mostem i zatrzymuje się na przeprawie promowej.
Gdy dostał się na drugą stronę rzeki, wjeżdża w las, skręca w prawo przejeżdża ok. 5 km, po czym skręca w lewo, potem jeszcze dwa razy na prawo i jeszcze raz dwa razy w lewo.
Wyszedł z samochodu. Zabrał z sobą klatkę. Przeszedł ok. 300 metrów, skręcił w lewo, potem dwa razy w prawo. Przecisnął się przez młódniak i jeszcze raz skręcił na lewo. Wypuścił kota i zadowolony udał się w stronę samochodu.
Po ok. 2 godzinach znalazł smochód, a następnie 5 godzin starał się znaleźć przeprawę promową. Gdy zrozumiał, że wiedza zdobyta na kursach warszawskiej fizyki jest do niczego nieprzydatna ... zadzwonił do żony.
Kot w domu? – spytał.
Tak – odpowiedziała żona.
To daj do telefonu tę zarazę, bo zabłądziłem.
Tak to jest jak się żyje w wirtualnym świecie i słucha egzaltowanych panienek, a nie wykładów z fizyki kijowskiej.
Inne tematy w dziale Technologie