24 obserwujących
1116 notek
594k odsłony
  1603   0

Krajobraz po Innsbrucku. Statystycznie i nie tylko

Niedzielny konkurs w Innsbrucku przesądził o tym, że nasi startują do ostatniej Turniejowej rundy z pozycji wielce uprzywilejowanej. Cóż. Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby Kamil Stoch po raz trzeci nie wygrał Turnieju. A byłbym wręcz w szoku, gdyby Turnieju nie wygrał Polak. Ale margines na błąd, mimo wszystko, trzeba sobie zostawić. Granerud nie bez kozery powiedział, co powiedział. Chce wywrzeć na naszych presję. I na Sedlaku. Tego z kolei stać na wszystko. A wystarczy, ze przy bardzo nierównych warunkach pogodowych (akurat nie patrzyłem na prognozę, więc zupełnie nie wiem jak będzie) doda trochę od siebie. I po herbacie.
Tymczasem proponuję się skupić na faktach. A fakty po Innsbrucku są, jak następuje. Podział na podrozdziały taki jak zawsze.


•    Klasyczna punktowa klasyfikacja wszech czasów
1.    „Nasze Słońce, nasz Kamil” dalej jest w tym rankingu szósty, ale po niedzielnym zwycięstwie jego strata do piątego Ammanna wynosi ledwie 97 punktów. Przekładając na zaprezentowaną w Innsbrucku formę Polaka – niecałe cztery konkursy:).
2.    Stefan Kraft, choć dalej tylko szuka formy z poprzedniego sezonu, właśnie awansował do czołowej 10-tki przedmiotowej klasyfikacji. Wyprzedził, o jeden punkt, Weissfloga (2105:2104). Długo na tym 10-tym miejscu nie posiedzi, bo do 9-go Nykaenena on z kolei ma tylko oczko straty. W końcu 15-ta czy 14-ta (bo, żeby Fina wyprzedzić, musi mieć od niego więcej punktów, przy jednakowej ich liczbie wyżej będzie Matti) pozycja w konkursie to nie powinien być dla Austriaka specjalny problem w żadnym konkursie. No chyba, że skaczą w Ga-Pa. Ale to już było. I wróci dopiero za rok:).
3.    Tak na marginesie, bo nie sa z tym związane żadne okrągłości. Ale pozostali dwaj nasi muszkieterowie też w natarciu. Żyła wyprzedził Soininena i Koudelkę i nie tylko wiekiem zbliża się coraz bardziej do 40-tki, a Kubacki wykorzystał przeciętną dyspozycję Geigera i jest w tej chwili parę punktów przed nim. Ale żeby znaleźć się po T4S w top-55, każdy z nich musiałby w Bischofshofen wygrać.
4.    Martin Hammann dołączył do 410-ciu innych skoczków, których klasyczny dorobek punktowy jest równy przynajmniej 20-tu oczkom. Nie jest to może news nadający się na pierwsze strony gazet, ale, po pierwsze, jest, jak widać dopiero na pozycji nr 4, a po drugie jakoś trzeba ten post wypełnić:).


•    Obecnie stosowana punktowa klasyfikacja wszech czasów
1.    Johann Andre Tande przekroczył barierę 4200 pkt. Ma ich aktualnie o 5 więcej. Na 6 punktów zbliżył się do niego Daniel Andre Tande, którego Forfang wyprzedził po konkursie w Ga-Pa. Ta dwójka tasuje się tak od dłuższego czasu. W tym sezonie na zasadzie żurawia i czapli z wiersza Brzechwy. „Chodzą wciąż tą samą drogą, ale spotkać się nie mogą”. Jak pierwszy dobrze, to drugi źle. Jak drugi lepiej, to pierwszy gorzej. I tak w kółko Macieju.
2.     Można to było obstawiać w ciemno, ale teraz jest to już faktem. Marcus Eisenbichler zniwelował niewielką stratę punktową do Andreasa Wellingera i  wyprzedził w klasyfikacji wszech czasów młodszego kolegę. Teraz to on jest w czołowej 55-tce tego rankingu. Strata do 54-go Hilde, jak na Niemca, nieduża. 30 punktów.
3.    Konkurs w Innsbrucku to dla Graneruda to same straty. Raz, ze stracił praktycznie szanse na wygranie Turnieju. Dwa, że naplótł po zawodach do kamery tyle bzdur, ze obrócił przeciw sobie prawie wszystkich. Ale jednego udało mu się w Innsbrucku dokonać, choć pewnie nawet o tym jeszcze nie wie. Został 133-cim skoczkiem w historii, który wyskakał w ciągu kariery przynajmniej 1500 pucharowych punktów. Jest w gazie, więc myślę, że w bardzo szybkim tempie będzie w tej hierarchii w najbliższym czasie awansował. Jak to zrobi w jakiś tam okrągły sposób, to nie omieszkam poinformować.
4.    Granicę 1400 punktów w karierze przekroczył na Bergisel Anze Lanisek. Jednocześnie od razu wyprzedzając paru emerytów, którzy też mogą się pochwalić ponad 1400-punktowym dorobkiem. Słoweniec wskoczył do top-140 tej klasyfikacji. Od razu na miejsce 137-me. W Bischofshofen powtórzy wynik z Innsbrucka i, podobnie jak Granerud, znajdzie się w „klubie-1500”. Ale chyba nie powtórzy. No bo jak trzech Polaków ma być na podium, to jak? :).
5.    Nasz weteran, Stefan Hula, wypadł z top-160 omawianego rankingu. Jego kosztem wskoczył tam Jukia Sato, który dzięki bardzo dobrej postawie na Bergisel jest nawet w top-155. Na miejscu 153-cim dokładnie. Samurajowi wystarczy zająć w Bischofshofen ósme miejsce i znajdzie się w „klubie-1200”. Tylko punkt do tej granicy brakuje Jewgienijowi Klimowowi, ale ten skacze aktualnie tak, że trudno się po nim spodziewać czegokolwiek, a już na pewno jakichkolwiek punktów. Jeśli Rosjanin zanotuje w Bischofshofen jakąkolwiek zdobycz punktową, to będzie można go spokojnie mianować do nagrody kameleona sezonu. A ja, w ramach pokuty za niewiarę w jego obecne możliwości, zobowiązuję się do zjedzenia, zaraz po zawodach, jajecznicy z siedmiu jaj. Szczególnie, że coś takiego nie sprawia mi żadnego kłopotu:).
6.    Niasamowity w tym sezonie (szczegóły dla niezorientowanych podam w ciekawostkach) Gregor Deschwanden właśnie był wszedł do czołowej dwusetki rozpatrywanej klasyfikacji. Wyrzucił z niej na dzisiaj Piusa Paschke, który w Innsbrucku żadnych zdobyczy punktowych nie odnotował. Ale jak w Trzech Króli Niemiec wywalczy 23-cie miejsce, to z powrotem będzie w top-200. Wyprzedzi bowiem najlepszego Kazacha w historii – Andrieja Wiewiejkina. Najlepszego Kazacha – skoczka. W innych obszarach, co do Kazachów, się nie wypowiadam.
7.    Andrzej Stękała, mimo uzyskania trzeciego najsłabszego wyniku w sezonie, w punktowym rankingu wszech czasów awansował o kolejne 5 pozycji i jest w nim teraz już 335-ty. Jedno miejsce za Cene Prevcem, do którego traci już tylko 5 oczek (268:273). 
8.    Powody do zadowolenia mógł mieć w niedzielę również Aleksander Zniszczoł. Punkty zdobyte w Innsbrucku pozwoliły mu bowiem wejść do grona 350-ciu najlepszych punkciarzy wszech czasów. Jest dokładnie 347-my i ma równe 240 punktów. Z czynnych skoczków Olek wyprzedził w klasyfikacji Norwega Pedersena i Fina Maeaettae (ależ pisownia!).
9.    Najniżej klasyfikowanym z tych, którzy po Bergisel przesunęli się w górę punktowej tabeli wszech czasów, jest Maximilian Steiner. Austriak, choć zdobył tylko 7 oczek, awansował aż o prawie 90 pozycji i jest teraz dokładnie na 760-tym miejscu rankingu. Tuż przed nim Juken Iłasa, którego Japończycy, nie wiedzieć czemu, znów nie dopuszczają do startów w I lidze. A trzeba wiedzieć, że te swoje 15 pucharowych punktów wywalczył w ledwie ośmiu podejściach. Aż 5 z nich to były podejścia punktowe! Liche, bo liche, ale punktowe. To nie jest to samo, tak jak Ito w tym sezonie, trafić raz czy dwa na dobry wiatr w pierwszej serii, i chwalić się potem 12-ma punktami. W reszcie podejść nie mając żadnych szans na punkty. Natomiast zapunktować pięć razy na osiem podejść, to jednak jest jakiś wynik. Tym bardziej, że to nie było w jednym sezonie, tylko w trzech. Więc przez trzy sezony potrafił dostawać się do finału. A nawet kiedy go w nim zabrakło, to też nie był od punktów aż tak specjalnie daleko. Ale beton japoński woli, żeby Iłasa się marnował. To niech się marnuje. Nie moje zoo i małpy.

•    Podiumowicze PŚ
1.    Kamil Stoch znów należy do tych nielicznych, którzy mają na koncie przynajmniej tyle wygranych, ile pozostałych podiów. Czyli do tzw. killerów. To bardzo, ale to bardzo, elitarne grono. Z tych, którzy wygrali przynajmniej 5 konkursów, jest ich wszystkiego dwunastu. Schlierenzauer (53:35), Nykaenen (46:30), właśnie Kamil (37:37), Schmitt (28:24), Kobajaszi Młodszy (16:13), R.Ruud (9:7), Nieminen (9:3), Rathmayr (6:6), Pettersen (6:5), Bremseth (6:6), D.Prevc (5:5) i Granerud (5:1). Przy czym co innego mieć taki stosunek przy 53-ch czy 46-ciu wygranych, a co innego przy 6-ciu czy 5-ciu. Więc killer killerowi nierówny. Chyba, żeby przyjąć, że równoległym, dość zasadnym w moim mniemaniu, warunkiem jest wygranie 10-ciu konkursów. Wtedy to grono będzie dużo bardziej elitarne i będzie liczyć osób pięć. Tyle, że obecność w jakiejś elicie np. Schmitta i Kobajasziego, przy braku w niej, na przykład, Ahonena czy Małysza powoduje, ze człowiek na tę „elitę” patrzy z lekkim dystansem. No, ale skoro takie, a nie inne warunki bycia w tym gronie są… A Stoch, dzięki wygranej na Bergisel, został czwartym najlepszym skoczkiem-zwycięzcą w historii Pucharu Świata. Do niedzieli ustępował Ahonenowi ze względu na to, że przy tej samej liczbie zwycięstw miał od Fina gorszy bilans miejsc drugich. Trzecich zresztą też. Teraz, ponieważ ma od Mruka więcej wygranych, liczba pudeł nie gra roli. Do trzeciego Małysza ledwie dwa konkursowe triumfy.
2.    Dawid Kubacki został, na ten moment, 40-tym najlepszym pudlem w historii. Ma tych pudeł tyle samo co innych pięciu skoczków, ale ma z nich najgorszy bilans zwycięstw. Wystarczy jednak, że w Bischofshofen stanie na jakimkolwiek podium i od razu awansuje w rankingu na miejsce 35-te. Aha, bo zapomniałem. Tych podiów wyskakał dotąd 23.
3.    Do pięciu wzrosła liczba skoczków, którzy wygrali pucharowe zawody w tym sezonie. Liczba tegorocznych pudli jest od pewnego czasu stała i cały czas wynosi 10.
4.    W Ga-Pa nasi świętowali 90-te pucharowe zwycięstwo dla Polski. W Innsbrucku z kolei 75-te trzecie miejsce i 225-te pudło. To ostatnie zresztą tylko przez chwilę, bo na koniec zawodów Kamil zburzył zarówno tę babkę jak i tę przedwczorajszą, którą też zrobił Dawid. Co Dawid zbuduje, to Kamil zburzy.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport