Tak się zastanawiam co kieruje włodarzami sportu olimpijskiego kiedy dokonują wyboru dyscyplin, które będą reprezentowane na kolejnych igrzyskach.No bo przecież w grę nie mogą wchodzić tylko łapówki. To nie może być, nie wiem jak krytyczni byśmy wobec przedmiotowych decydentów nie byli, jedyne kryterium. U pewnej części tych ludzi występuje bowiem jakiś tam pierwiastek przyzwoitości. To raz. Po drugie są dyscypliny, o które MKOl znacznie bardziej zabiega niż one o niego. Następny powód to występowanie dziedzin sportu, które się z MKOl-em nie trawią na zasadach wzajemności, co znacznie ułatwia ich usytuowanie. Poza rodziną olimpijską, oczywiście. Niebagatelne znaczenie mają też pewnie naciski poszczególnych federacji sportowych.Wszystko to, co wymieniłem nie pozwala mi jednak nadal zrozumieć dlaczego na igrzyskach muszę oglądać takie rzeczy jak softball, teakwondo czy pływanie synchroniczne, a w zimie być zmuszanym przez MKOl do pasjonowania się curlingiem, jazdą po muldach albo short-trackiem. Co takiego mają w sobie te dyscypliny, że ni stąd ni zowąd dostąpiły zaszczytu miana olimpijskich. Niech mi ktoś na chłopski rozum wytłumaczy. Ani to dla widza ciekawe, ani czytelne, ani emocjonujące. W dodatku we wszystkich, może poza curlingiem, przypadkach zbyt duże możliwości dla sędziów w ingerowanie w rezultaty końcowe. Można to (od biedy – zaznaczam) przełknąć jak chodzi o stare, tradycyjne konkurencje typu łyżwiarstwo figurowe. Ale dlaczego wprowadzać na olimpijski rynek nowe dyscypliny, które już na wejściu budzą zasadnicze wątpliwości? Komu to ma służyć? Jakie obiektywne racje za tym stoją? Niechże mi ktoś to sensownie wytłumaczy. Dozgonnie wdzięczny pozostanę.Osobny temat to olimpijskie występy płci pięknej. Pojęcia zupełnie wykoślawionego właśnie przez sport. Oczywiście jeśli umówimy się, że z określeniem tym kojarzy nam się, żeby nie szukać za granicą, Grażyna Torbicka, Barbara Brylska czy Aneta Kręglicka. Na przykład. Bo wtedy mutanty w postaci azjatyckich sztangistek, NRD-owskich pływaczek lub innych takich w tym stylu budzą wątpliwości co do przynależności do tejże grupy. Przynajmniej u mnie.Ja oczywiście nie mam nic do tego, że jakaś kobieta (?) chce podnosić naraz 200 kg żelaza, przebiec 100m o pół sekundy szybciej od drugiej kolejnej na świecie albo rzucać młotem dalej od mężczyzn uprawiających zawodowo tę dyscyplinę. Tylko dlaczego ma być za to przyznany najwyższy sportowy laur, jakim jest olimpijskie złoto? Można może uznawać idee de Coubertina za przestarzałe. Ale chyba nie trzeba przewracać ich na plecy i na najważniejszych imprezach czterolecia nagradzać robokopów? Pan Bóg stworzył kobietę jako piękną alternatywę dla nas, brzydali i nie MKOl-owi pozwalać te, uświęcone historią i estetyką, relacje naruszać.
26
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)